Słuchaj
Tomek Michniewicz
Joanna Zientarska, Michał Adamiuk
Szymon Majewski
Krzysztof Sendecki, Marcin Powideł
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Dido w specjalnym wywiadzie dla Radia ZET: „Bycie mamą wyszło mi w życiu najlepiej”

29.11.2019 21:50

Kilkanaście dni temu Brytyjka przybyła po raz pierwszy do Polski, a konkretnie do Poznania, gdzie podczas koncertu w Sali Ziemi MTP zaprezentowała swój najnowszy album „Still On My Mind”. Jedna z najpopularniejszych wokalistek Wysp Brytyjskich udzieliła polskim mediom tylko jednego wywiadu. O pracy z bratem Rollo znanym z grupy Faithless, o rodzinie, muzyce i Madonnie z Dido Florian Cloud de Bounevialle Armstrong rozmawiała Magdalena Barczyk.

Dido w specjalnym wywiadzie dla Radia ZET Bycie mamą wyszło mi w życiu najlepiej fot. Rex Features/East News

Słyszałam, że kilka dni temu wróciłaś z Meksyku. Różnica temperatur chyba odczuwalna.

- Nie jest na szczęście tak źle. Zanim przyjechaliśmy do Polski zahaczyliśmy jeszcze o Londyn, w którym było lodowato. Dwa tygodnie w Ameryce Południowej zrobiły swoje.

Jak ci się tam podobało?

- Tłum na koncertach był niesamowity. Dla mnie zawsze czymś wspaniałym jest podróż do miejsca, w którym jeszcze nie byłam. A jeśli właśnie tam wszyscy śpiewają twoje piosenki, to już w ogóle coś niesamowitego. Podobnie czuję się dziś w Polsce. Jestem tu pierwszy raz.

Obyś była zadowolona z pobytu w naszym kraju!

- Wierz mi albo nie, ale mam polskie korzenie! Tak powiedziała mi moja mama. Poza tym mam wielu polskich przyjaciół, którzy próbują nauczyć mnie niektórych polskich słów, ale bez specjalnego efektu. Chociaż naprawdę się staram! (śmiech)

Przyjechałaś do Polski na koncert promujący twój najnowszy album „Still On My Mind”. Kiedy pomyślałaś sobie, że już pora nagrać coś nowego i to wydać?

- To przyszło jakoś wyjątkowo naturalnie. Mój syn, który ma obecnie 8 lat bardzo mnie zaangażował czasowo. Kiedy się urodził nie chciałam koncertować, wolałam skupić się na byciu z nim. Przyszedł jednak taki moment, kiedy znowu zaczęłam pisać piosenki, jednak nie wiedziałam do końca czy chce spiewać je sama, czy może pisać dla innych artystów. Spotkałam się z moim bratem, udaliśmy się do studia i już wiedziałam, że znowu chcę z nim pracować. Świetnie się razem bawiliśmy podczas pracy, ale w zasadzie do końca nie byłam pewna jak to wszystko wyjdzie. Poczułam pragnienie grania na żywo, tej magii spotkań z ludźmi, którzy słuchają twojej muzyki. Dla twórcy to bardzo inspirujące, naprawdę za tym tęskniłam.

Była taki czas kiedy na próżno było szukać nowych informacji o tym co dzieje się w twoim muzycznym życiu. Co zajmowało ciebie pomiędzy pracą nad kolejnymi płytami?

- Tajemnica! (śmiech) A mówiąc poważnie to była to tylko rodzina. Przed przerwą koncertowałam przez 9 lat, niemal bez żadnej przerwy. Potem wróciłam do domu, w międzyczasie jeszcze wyskoczyłam do Ameryki i w końcu zabrałam się za trzeci album. Potem wzięłam ślub, zajęłam się rodziną i bardzo było mi z tym dobrze. Troszkę pisałam, uczyłam się grać na nowych instrumentach. Wiesz, dla mnie życie to ciągła nauka, uważam, że trzeba wyciągać z tego najwięcej jak się da. Cieszyły mnie spotkania z ludźmi, poznawanie ich. Potem jakoś to wszystko doprowadziło mnie do punktu, w którym ponownie zabrałam się za pisanie piosenek.

Album „Still On My Mind” jest absolutnie twoim albumem. Z twoimi emocjami, twoją wrażliwością. Nie da się tego pomylić. Czytałaś jakieś opinie fanów? Może coś specjalnego utkwiło ci w pamięci?

- Myślę, że fajne jest to, że ludziom podoba się to współgranie wszystkich utworów na koncertach. Nie odczuwasz czegoś takiego, że ta piosenka czy inna nagrana była 20 lat temu i brzmi inaczej. To bardzo osobisty album, nawet powiedziałabym bardziej niż „No Angel”. Nagrywając go nie miałam podpisanej umowy na jego wydanie, nie chciałam niczego brać w ciemno. W tym względzie „Still On My Mind” jest bardzo podobna do mojej pierwszej płyty – tak samo nie wiedziałam co z nią będzie.

Powiedziałaś kiedyś, że na tej płycie nie ma już czarnego i białego. Zaczęłaś dostrzegać szary.

- To prawda, chociaż w sumie każda moja piosenka jaka kiedykolwiek powstała mówi o tym, że nigdy w życiu nie ma samego szczęścia bądź smutku. Balans jest w środku, uważam, że to inspirujące i warte podkreślenia w utworach.

Nie zamierzam pytać cię o tematy jakie poruszasz na płycie, bo każdy kto będzie jej słuchał znajdzie swoją interpretację, ale ciekawi mnie twój ulubiony moment podczas jej tworzenia.

- Mój brat, zdecydowanie! Po prostu bycie z nim. Jest taki kochany, bardzo się zżyliśmy. Uwielbiam sposób w jaki razem pracujemy. Mieszka w domu nad morzem, więc wspólne tworzenie to był także relaks. Czuję, że to wszystko można nazwać po prostu rodzinnym nagrywaniem.

Możemy spodziewać się kolejnych wspólnych projektów z twoim bratem? Bardziej elektronicznych, tanecznych?

- Oczywiście, wydaliśmy ostatnio jako zespół R Plus płytę „The Last Summer”, ale to nie koniec. Pracujemy także nad nową piosenką, nawet dzisiaj jeszcze ją szlifowaliśmy. Wszystko oczywiście w klimacie dance. Dobrze czujemy się razem pracując w tym gatunku.

Zatem muzyka elektroniczna cały czas cię porusza. Obserwujesz szeroko pojętą scenę dance? Masz ulubionych artystów współczesnych?

- O tak, jest wielu ludzi których naprawdę lubię. Muzyka dance cały czas jest w mojej krwi, dlatego bardzo cieszyłam się na wspólny projekt z moim bratem. Podobają mi się współczesne remiksy – np. kolektywu Meduza. Zrobili taki na album „The Last Summer” naszej grupy R Plus – chodzi o remiks singla „My Boy”. Fantastyczny! To jest naprawdę dobre.

Funkcjonujesz w branży od lat. Jak oceniasz to co dzieje się obecnie w przemyśle muzycznym? Jest jakiś trend, który szczególnie cię zainteresował, a może uważasz go za wyjątkowo… dziwny?

- Hmmm… dziwny to raczej nie, ale podoba mi się wolność. Cieszy mnie to, że fani wybierają te piosenki, które naprawdę podobają im się na albumie. Nie jest już tak, że wszystko podyktowane jest decyzją dwóch gości w biurze (śmiech). To wszystko jest teraz bardziej otwarte. Poza tym jest mnóstwo starych piosenek, które są odświeżane i stają się viralami internetowymi. Wchodzą w głowę i nie mogą z niej wyjść. Lubię to. No i oczywiście łatwość z jaką możesz znaleźć dużo dobrej muzyki. Raz słuchasz jednego artysty i od razu za chwilę możesz zmienić na kogoś innego, jeszcze parę lat temu to nie było takie proste.

Jesteś podobno wielką fanką Madonny.

- Kocham Madonnę! Jest wspaniała. Kiedy byłam nastolatką i miałam może z 13 lat zmusiłam rodziców, żeby obejrzeli ze mną film „Rozpaczliwie szukając Susan”, bo ona tam grała. Była świetna. Moim ulubionym teledyskiem był oczywiście „Papa Don’t Preach”. Tak mnie inspirował, że podobnie układałam włosy i zakładałam niemalże identyczne ubrania. Zresztą, według mojego męża nadal nie wyszłam jeszcze z tej mody, a mnie tam się to podoba (śmiech).

Jak podoba ci się jej ostatnia płyta?

- Nie przesłuchałam niestety całej. Tylko kilka utworów, mocno portugalskich. Sprawdzę jak brzmią na żywo, bo wybieram się na jej koncert w styczniu. Będzie wtedy w Anglii. A ty co myślisz o tej płycie?

No cóż, nie jestem jej fanką, bo do mnie przemawiała bardziej taneczna Madonna. Chociażby na płycie „Confessions On a Dance Floor”. Uwielbiałam ją w tym wydaniu.

- Moją ulubioną piosenką było „Papa Don’t Preach”, ale jeśli mówimy o płytach to zdecydowanie „Ray Of Light”. To jest praca geniusza. Dzieło.

To skoro już tak sobie wymieniamy różne piosenki i albumy, to muszę zapytać cię o krótką listę piosenek, które określają w jakiś sposób wydarzenia z twojego życia. Masz takie utwory?

- Jest kilka takich piosenek, które kojarzą mi się z kluczowymi momentami w życiu. Na przykład jednym z utworów, które usłyszałam i które zdecydowały, że chcę być wokalistką i twórcą to „Nothing Compares 2 U” w wersji Sinead O’Connor. Akurat zerwałam wtedy ze swoim pierwszym chłopakiem i ta piosenka była wtedy hitem w radiu… wyobrażasz to sobie? Przejmująca, piękna piosenka. Jak twórca cieszę się, że możemy słuchać muzyki w nieskończoność i cały czas starać się coś robić lepiej. Dla mnie takim kluczem jest prostota. Im prościej, tym łatwiej wyrazić emocje i je odczuć. Tak jest w piosence „Ain’t No Sunshine” Billa Withersa. Prosty, piękny utwór, perfekcyjny. Ja w ogóle pałam miłością do często smutnych utworów. Uwielbiam na przykład „Angel” Sarah McLachlan. To zresztą była osoba, która potraktowała mnie w przemiły sposób na początku mojej kariery, wzięła mnie pod swoje skrzydła, wspierała mnie. I kiedy słyszę tę piosenkę, za każdym razem to sobie przypominam. Lubię też oczywiście piosenki dance, bo przecież muzyka elektroniczna to wielka część osoby, którą jestem. Z tego ogromnego wyboru mogę powiedzieć o piosence „Cafe Del Mar” Energy 52. Jaki to jest hit! Uwielbiam go.

To była przeszłość. A jakie plany na przyszłość?

- Dobrze się czuje z tym co robię teraz, chociaż już zapisuję kolejne pomysły, więc zaprezentuję coś nowego szybciej niż było to w przypadku poprzednich nagrań. Poza tym czekają mnie też przyszłoroczne koncerty. Cieszę się z tego co dzieje się wokół mnie, obserwuję jak dorasta mój syn. To jest fantastyczne. Bycie mamą jak do tej pory wyszło mi w życiu najlepiej.

Musisz uważać, w Polsce mamy takie powiedzenie „małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot”. Może niech nie dorasta tak szybko?

- Właśnie to powtarzają mi moi przyjaciele, których dzieci są starsze! Ja czuję się jakbym dołączyła do tego grona na końcu kolejki (śmiech). Mówią – „szczególnie trzeba uważać na ładunki emocjonalne nastolatków”.

Widzę, że dobrze czujesz się w roli mamy.

- To prawda, bardzo się w tym odnalazłam. Jestem bardzo szczęśliwa, że jestem na scenie, śpiewam z ludźmi piosenki z mojej ponad 20 letniej kariery, potem schodzę z niej, jadę do domu i spędzam czas z rodziną. To dobre życie.

Rozmawiała

Magdalena Barczyk

Oceń
Tagi