"Podróże kształcą" - nowy felieton Marzeny Chełminiak

07.05.2018 12:00

Podróż Pendolino jest nie tylko podróżą z punktu A do punktu B. To podróż przez zmieniające się zwyczaje oraz niewyczerpane źródło informacji o bliźnich.

"Podróże kształcą" - nowy felieton Marzeny Chełminiak

Kiedyś, gdy pociąg ruszał, wszyscy wyciągali kanapki. Teraz nikt nie wyciąga kanapek, wszyscy za to wyciągają telefony. I przez cały przedział, jak echo, niesie się informacja: „No cześć, właśnie ruszyliśmy”. Jeden głos, drugi, trzeci...

Potem następuje chwila dla obsługi. Ups, przepraszam. Teraz to się nazywa drużyna pednolino. Przyjdzie z pomocą w każdej sprawie. Ale najpierw przyjdzie z darmowym poczęstunkiem: „Woda? Kawa? Herbata?”. Chwilę potem następna atrakcja – kontrola biletów. Wyposażony w nowoczesne technologie konduktorzy skanują kody kreskowe ze smartfonów, laptopów, kartek. Ich uwaga na dłużej zatrzymuje się przy biletach ulgowych. Grzecznie nie zgadzają się na przejazdy emerytów bez stosownych dokumentów i na nic tłumaczenia, że ktoś ma wygląd, ma lata, ma dowód. Teraz ważna jest legitymacja, dokument poświadczający prawo do zniżki!

            Bilety sprawdzone, padają życzenia miłej podróży. To możliwe? Niezupełnie. Nadszedł czas na rozmowy. Pan na końcu wagonu opowiada o skomplikowanym procesie technologicznym – tubalnie, donośnie, a pan tuż przede mną załatwia właśnie reklamację faktury za Internet. Ale moją uwagę skupia młodzież z liceum wracająca z wycieczki. Wybija się dialog dziewczyn. „Mój terapeuta wie o mnie wszystko” – mówi jedna. „Wie też o mnie?” – dopytuje słuchaczka. „Pewnie!” – głos wskazuje na szczerze zdziwienie, że mogłoby być inaczej. „Podziwiam cię, że jesteś tak otwarta”. „Gdy osiem lat temu zaczęłam do niego chodzić, tyle mu nie mówiłam, teraz wie nawet, kiedy mam okres”. Od tej chwili ja też już wiem. Znacznie więcej niż wiedzieć bym chciała: jakie są problemy ze „starymi” w domu, jak brawurowo poderwać chłopaka i dlaczego ta Lena jest taka toksyczna. Jestem pod wrażeniem otwartości... na innych w pociągu. Po etapie intensywnych rozmów nadchodzi etap jedzenia. Młodzież ma swoje przekąski, dorośli składają zamówienia w wagonie restauracyjnym. Następuje erupcja zapachów. Na szczęście stacja końcowa coraz bliżej. Znów w ruch idą telefony i jak echo, powtórzona na różne głosy, niesie fraza: „Już dojeżdżamy, jaka pogoda u ciebie?”. Zaczynamy wysiadać, rozstajemy się na zawsze.

            Podobny rytuał podróży czeka mnie następnym razem. Chyba, że zdołam kupić bilet w wagonie ciszy, gdzie słychać tylko „pssssssst”, wysyczane z wielu ust, gdy ktoś odważy się odebrać telefon albo rozpakowywać głośno kanapkę. Ale tam nie dowiem się, jak bardzo przesunęły się nam granice dyskrecji i dobrego wychowania.

 

_DOUBLE_BILBOARD_SENS_05
Oceń