"Zaiskrzyło" - felieton Marzeny Chełminiak

02.07.2018 13:09

Spotkali się po latach. Oni – wykonujący z pasją niebezpieczny zawód – cali i zdrowi. Mieli tyle samo startów, ile lądowań. I ona też – cała i (już) zdrowa. Dobrze wierzyć, że najlepsze ciągle przed nimi.

"Zaiskrzyło" -  felieton Marzeny Chełminiak

Jest rok 2007. M. kończy chemioterapię i radioterapię, jest w trakcie hormonoterapii. Nie wie, czy chorobę udało się zabić, czy tylko uśpić. Ale wie, że chce żyć pełnią życia. Jak każdy, kto poczuł, że to życie może stracić, kto uświadomił sobie, że każdy dzień może być dniem ostatnim, i wiek nie ma tu żadnego znaczenia. A zatem carpie diem!

Niewielu rzeczy się boi. Lata po świecie, odbywa długie wycieczki, śpi w kamperze, chodzi po lodowcu, zdobywa szczyty. Poznaje ludzi, podgląda zwierzęta. Coraz bardziej się zachwyca i coraz więcej chce. Zaczyna wybierać to co „naj”: używa najpiękniejszych naczyń, czyta najlepsze książki, chodzi na najnowsze filmy. Żałuje czasu na kiepskie historie, na niefajnych ludzi, na złe emocje. Kiedy pytają się, czy leci balonem – leci. Czy wchodzi na Kasprowy – wchodzi. Czy jedzie na weekend w Bieszczady – tak. Sama się dziwi, że ciało daje radę, choć jest zmienione i takie nie jej.

Na jednej z imprez poznaje ekipę pilotów z biało-czerwonych Iskier. Są świeżo po udanym pokazie, z tradycyjnie spektakularnym finałem: wielkim sercem wymalowanym na niebie. Jak zawsze wzbudzili zachwyt tym, co wyprawiają z samolotem wysoko nad ziemią.  To wtedy M. dostaje od pilotów dyplom – jest „podniebnym słowikiem”. Według nich i dla nich.  Miłe, bardzo. Robią zdjęcia, ale ona prosi, by zostały tylko dla nich. Włosy dopiero co odrastają, twarz jakaś taka spuchnięta. No nie jest ładnie opierzonym słowikiem... Spotkanie przechodzi do kategorii wspomnienia.

Jest rok 2018.  Na jednym z pikników lotniczych znów są pokazy akrobacji. M. przyjechała do pracy. Chodzi z mikrofonem, rozmawia z pilotami. Nagle jeden z nich mówi: „Mam dla pani niespodziankę, proszę zaczekać”.  Znika, a po chwili wraca z kopertą. „Kiedyś byliśmy już na ty” –  uśmiecha się, otwierając kopertę, z której wyciąga kilka odbitek tego samego zdjęcia. M. patrzy na nie i .... widzi siebie sprzed 11 lat, w otoczeniu pilotów z Iskier. Jeden z nich to meżczyzna, który stoi teraz przed nią, tyle że starszy o te 11 lat. „Prosiłaś, żeby nie upubliczniać tych zdjęć. Były tylko dla nas, dotrzymaliśmy obietnicy, a teraz ja proszę o dedykację dla każdego z chłopaków. Będą zachwyceni”.

Jedna odbitka już jest z dedykacją: „Spotkanie po latach. Biało-czerwone Iskry”. To dla niej. Nad zdjęciem z przeszłości robi się sentymentalnie...

PS. M. To ja.

 

BANERY_SENS_5_doublebillboard
Oceń