Zamknij

Marek Suski: Będzie dalsza rekonstrukcja. Decyzje odnośnie ministrów dopiero po audycie

Mikołaj Pietraszewski
12.12.2017 07:20
Gość Radia ZET Marek Suski
fot. Radio ZET

„To dopiero początek. Będzie dalsza rekonstrukcja” – zapowiada członek komitetu politycznego PiS Marek Suski, w rozmowie z Konradem Piaseckim. Gość Radia ZET dodaje: „Pewnie będzie coś w rodzaju audytu ministerstw i potem premier Morawiecki podejmie decyzje”. „Wielu z nas oczekiwało, że to Jarosław Kaczyński zostanie premierem” – mówi Suski. Pytany o to, dlaczego w takim razie prezes nie zdecydował się na taki krok, odpowiada, że wytłumaczył to „sytuacją i skutkami dla Polski”. „To osoba, która podporządkowuje swoje ambicje interesom Polski. Powiedział, że potrzebny jest człowiek, który w Unii Europejskiej będzie odbierany jako pewnego rodzaju >>swój<<, by bronić Polski. Pewnie prezes nie byłby tak odbierany” – zdradza polityk PiS.

Konrad Piasecki: Członek komitetu politycznego PiS, Marek Suski, dzień dobry, witam.

Marek Suski: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

Beata Szydło była najsłabszym ogniwem rządu Beaty Szydło?

Nie.

Na to wygląda po tym, jak tylko ona z całego gabinetu została zrekonstruowana.

Ale to dopiero początek rekonstrukcji.

Będzie głębsza i potężniejsza? Bo dzisiaj nie ma żadnej właściwie, poza zmianą premiera, co jest oczywiście zmianą dużą, ale jednak wydawało się, że będzie większa.

Dla pana to jest mała zmiana. Cała Polska o tym dyskutuje, nawet świat… To jest duża zmiana. I to jest wynik analizy, głębokiej analizy i uzgodnień pomiędzy prezesem, panią premier, panem prezydentem. To jest decyzja bardzo trudna, jedna z najtrudniejszych, jak obserwuję różne zmiany w czasach, kiedy rządziło SLD, tam dochodziło do częstych zmian premierów i nie były to takie decyzje przemyślane, przeanalizowane, wynikające z potrzeby zmian priorytetów rządu i zmiany sytuacji.

Ale tak trudna decyzja, że serce Marka Suskiego krwawi, kiedy widzi, że oto premierem Morawiecki a Beata Szydło tylko wicepremierem?

Nie, nie krwawi. Ja uważam, że to jest zmiana, która musiała nastąpić.

A dlaczego musiała? I dlaczego Szydło zastąpił Morawiecki, a nie Jarosław Kaczyński, bo rozumiem, że tego pan oczekiwał?

Wielu z nas oczekiwało tego rodzaju zmiany.

Namawialiście Kaczyńskiego.

Natomiast Jarosław Kaczyński przedstawił pewną analizę dogłębną sytuacji, mówiąc też, że priorytetem drugiej części rządu, tej drugiej połowy meczu, gdzie przeciwnicy się przegrupowali jest też potrzeba przegrupowania, zmiana na stanowiskach, żeby dopasować talenty ludzi, a niewątpliwie jeśli chodzi o gospodarkę to Mateusz Morawiecki wykazał się ogromnym talentem, żeby do priorytetów, jakie teraz są przed tym rządem były osoby, które bardziej są przygotowane do tych zadań.

I przekonał pana Jarosław Kaczyński?

Tak.

A nie zapytał pan Jarku, a dlaczego nie ty?

No to można powiedzieć, że prezes to też uzasadnił, ale…

W jaki sposób?

Proszę wybaczyć, to było na komitecie politycznym.

Ale chorobą rzeczywiście i dolegliwościami kolana?

Nie, sytuacją i skutkami też dla Polski, bo prezes jest osobą, która podporządkowuje swoje ambicje interesom Polski. Powiedział, że potrzebny jest człowiek, który będzie też w Unii Europejskiej odbierany, jako swego rodzaju swój żeby bronić Polski. Pewnie prezes by nie był tak odbierany.

Ale myśli pan, jak się robi takie rzeczy, jak rewolucja w sądach, czy na przykład wczorajsza decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, półtora miliona złotych…

To nie jest rewolucja…

Półtoramilionowej karze dla TVN24 to da się poprawić ten wizerunek Polski i da się przekonać, że oto zmiana premiera to jest wychodzenie na inną ścieżkę, czy na prostą ścieżkę relacji polsko-unijnych, czy polsko-amerykańskich?

Myślę, że to są dwie zupełnie odrębne sprawy. Pierwsza to jest nie tyle rewolucja, co unormalnienie sądów, bo te rozwiązania, które my wprowadzamy obowiązują w wielu krajach Unii Europejskiej i im wolno, a nam nie.

Tylko w tych krajach UE one wiążą się z konsensusem politycznym, a w Polsce się nie wiążą.

No bo w Polsce mamy opozycję, która chce obalić rząd siłą i marzy o tym żebyśmy wypadali z okien, a nie żeby w Polsce poprawiło się obywatelom, więc na nich liczyć nie można. Oni będą pisać donosy na Polskę i głosować za restrykcjami, nakładaniem kar.

Ale wie pan, kiedy robi się rewolucję w konsensusie politycznym to wyobrażam sobie, że ona jest możliwa. Natomiast w sytuacji, kiedy zmienia się skład Sądu Najwyższego, zmienia się skład KRS w ostrej dyskusji politycznej, to ciężko mówić o konsensusie i ciężko mówić o zmianach, które dostosowują polskie prawo do prawa światowego.

A można by było zmienić sądy bez ostrej dyskusji? Można by było wymienić sędziów, którzy mają po kilkadziesiąt działek i majątek ich musieliby chyba sto lat pracować żeby taki majątek, no takich ludzi się nie da wymienić bez ostrej walki, bo oni będą walczyć o swoje stołki.

Panie pośle, ale kiedy pan widzi niemal tę półtoramilionową karę dla TVN24 za informowanie o protestach w Sejmie i przed nim, czy pan uważa, że to jest dobry przepis partii rządzącej na wolność słowa?

To jest zupełnie inna sprawa. Ale to przecież nie partia nałożyła taką karę, ani nie rząd.

A z kogo składa się Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, jak nie z nominatów partyjnych?

To jest niezależny organ konstytucyjny, nie mamy na to wpływu.

Ale to wy powołaliście tych ludzi.

No dobrze, tylko, że to nie jest tak, że powołujemy jakiś organ konstytucyjny, czy TK, czy KRRiTV i ktoś bierze telefon i im wydaje polecenie, nie. To są ludzie, którzy znają swoje konstytucyjne prawa i je wypełniają. My nie mamy na to wpływu.

Ale to powołujcie takich ludzi, którzy będą wiedzieli, jak wyglądają standardy demokratyczne, jak wyglądają standardy wolności słowa.

A to nie jest demokratyczne? A jeżeli tak wyposażona w takie narzędzia Krajowa Rada uznaje, że coś jest tak skandalicznie złe, że należy nałożyć karę?

Tak, a pani która na ekspertyzie, na której oparła się ta decyzja mówi, że TVN24 emitował „bulwersujące obrazy w ciszy, bez słowa komentarza” i to jest powód wymierzenia półtoramilionowej kary?

Nie wiem, ja nie jestem członkiem Rady, nie znam tej decyzji.

Ale podoba się panu ta decyzja?

Wie pan nie oceniałem tego w kategoriach estetyki.

A myśli pan, że premierowi się przysługują takie decyzje?

Raczej w kategoriach prawnych. No, podejrzewam, że Krajowa Rada brała pod uwagę przepisy, a nie to, czy to komuś się przysłuży, czy nie. No i niestety tak jest, że pewne organy biorą pod uwagę prawo, a nie politykę i może dobrze.

Ale pan mówi niestety. Czyli rozumiem, nie bije pan brawo Krajowej Radzie Radiofonii.

Niestety, bo ma pan rację, że w momencie zmiany premiera, kiedy jest to pomysł na jakiś wizerunkowy pewien, wizerunkową poprawę sytuacji Polski to takie decyzje mogą stanowić jakąś rysę na tym wizerunku. Ale naprawdę, to jest organ konstytucyjny, na który nie mamy wpływu.

Tak, tak, tak…

No, co ja mogę zrobić. Nawet nie wypada komentować tak jak z komentowaniem wyroków sądów, można mówić, że się podoba, czy nie podoba, czy on, tak jak pan mówi, wywoła jakieś pozytywne, czy negatywne skutki, ale taka jest decyzja.

Panie pośle, po półtoramiesięcznych debatach o rekonstrukcji, po półtoramiesięcznych debatach o słabościach i zaniedbaniach ministrów mamy tylko zamianę miejsc, Morawiecki za Szydło, Szydło za Morawieckiego, nie zadziwia to pana nieco?

Nie.

Dlaczego ta rekonstrukcja nie poszła głębiej.

Ale będzie dalej.

Kiedy? I jaka?

Najpierw pan premier Morawiecki zapozna się, pewnie będzie coś w rodzaju audytu ministerstw i po tym nastąpią decyzje.

Po dwóch latach, przez dwa lata nie był w stanie się przyjrzeć?

Nie był premierem.

Ale był wicepremierem.

I z tej pozycji widać coś więcej.

Uczestniczył w posiedzeniach rządu, widział kompetencje swoich kolegów z rządu.

I na pewno swoje zdanie ma na temat większości kolegów, ale zajmował się swoją pracą, nie analizowaniem wyników innych resortów. A zajmował się bardzo ciężko, czasami nawet trudno było premiera uchwycić, bo jeździł od ministerstwa do ministerstwa, zwoływał narady, instruował swoich urzędników, jak chociażby walczyć z mafią i to się udało, vatowską, więc był bardzo zapracowany i zajmował się tym, co mu powierzono, a nie innymi sprawami, plotkami, czy podglądaniem i oceną…

Ale to nie trzeba się zajmować plotkami, wystarczy słyszeć, co kto mówi podczas posiedzenia rządu. Ale tak na pańskie polityczne ucho i wyczucie, bo wczoraj się sporo o tym mówiło…

Ja nie brałem udziału w posiedzeniach rządowych, nie wiem.

To rozumiem, tak. Czy partia przeżyłaby odwołanie Antoniego Macierewicza ze stanowiska?

Nie wiem, nie testowaliśmy tego rozwiązania.

A warto je przetestować dla poprawy relacji z prezydentem?

To będzie decyzja pana premiera. Pewnie w konsultacji z panem prezydentem i z prezesem partii, trudno jest mi na ten temat się wypowiadać.

Ale ja pytam pana, prominentnego przedstawiciela partyjnego i politycznego zaplecza premiera.

Już niejedną zmianę przeżyłem.

I taką zmianę by pan też przeżył.

Wie pan, no każdą zmianę człowiek przeżyje do śmierci.

Tylko teraz pytanie, czy nie zdecydowano się na nią wczoraj, dlatego że obawiano się o losy wotum zaufania?

Nie, w ogóle nie zdecydowano się na zmianę żadnego z ministrów z tego powodu, o którym mówiłem. Premier…

Że trzeba się przyjrzeć.

Premier od powołania będzie oceniał pracę ministrów i będzie podejmował decyzje po analizie, a nie z powodów emocji.

Pan w Mateuszu Morawieckim widzi tylko i aż premiera, czy raczej kandydata na następcę prezesa?

O, wie pan, to na razie dzisiaj będziemy mieli expose, jutro głosowanie.

Ale ja mówię o dłuższej perspektywie historycznej. Pan się interesuje historią, więc warto czasami sięgnąć po taki horyzont czasowy.

Ale też, ha, ha, interesowałem się fantastyką i futurologią.

No to teraz futurologicznie pomyślmy o tym, kiedy prezes po najdłuższej aktywności politycznej stwierdzi któregoś dnia, że idzie na emeryturę, Morawiecki by mógł go zastąpić?

Natomiast nie trudnię się wróżbiarstwem. To jest takie pytanie trochę, mam herbatę…

To proszę z fusów powróżyć.

Właśnie patrzę, nie ma fusów, bo to herbata z torebki, więc nie ma z czego wróżyć.

Ale czyli raczej dzisiaj premier…

Proszę mnie zwolnić z wróżenia.

…niż delfin, następca tronu, czy carewicz.

Ale to, jest w ogóle pytanie nie na miejscu. Jeszcze prezes będzie bardzo długo prezesem.

A czy pan, człowiek, który w pewnym sensie uosabia ten stary, dobry, jak twierdzą inni, albo zły zakon Porozumienia Centrum i PiS, nie jest człowiekiem, który, no trochę burzy się w nim krew tak, jak w innych kolegach, że oto człowiek nowy…

Burzy się krew?

…w PiS sięga po najwyższe stanowisko, jakie partia może przydzielić.

Panie redaktorze, w każdym zakonie jest nowicjat, dwa lata, świetnie spędzonego nowicjatu i dzisiaj pan premier Morawiecki jest naprawdę już dojrzałym politykiem, zakonnikiem, jeśli w tej żartobliwej retoryce rozmawiamy. Jest po prostu bardzo wybitnym politykiem.

Czyli Morawiecki w nowicjacie się sprawdził.

Podchwytliwie pan tutaj zadaje pytania. Jako minister, jako polityk, jako wicepremier się sprawdził. Liczymy na to, że sprawdzi się jako premier.

Bo wie pan co mówią pańscy koledzy z zakonu, mówiąc my przelewaliśmy krew, my byliśmy w opozycji, ryzykowaliśmy majątkiem dla PC i PiS, a on wtedy, jak pączek w maśle w banku sobie siedział, a teraz bierze stanowisko premiera.

Chyba pan nie rozmawiał z kolegami z zakonu.

O nie, rozmawiałem, rozmawiałem. Mówią to po cichu, no głośno nikt tego nie powie.

To widocznie do pana mówią coś innego, jak do mnie.

A panu mówią, że to dobre rozwiązanie?

No z troską o kraj, rozumieją tą decyzję i będą na pewno wspierać premiera.

A wy, zakonnicy, nie myśleliście sobie…

I wysoko cenią premiera.

Wy zakonnicy nie myśleliście sobie, że Jarosławowi Kaczyńskiemu na stulecie niepodległości by się stanowisko premiera należało?

To jest propozycja prezesa, premiera Kaczyńskiego, z którą ja się osobiście utożsamiam i ją rozumiem. Natomiast pełnienie funkcji premiera nie jest nagrodą. Nagrody są medale, różne inne uhonorowania...

Pomniki…

Natomiast bycie premierem to jest ciężka praca, odpowiedzialna służba dla Polski i Polaków, a nie nagroda, to nie jest synekura.

Ale wie pan, premier to jest taki pomniki za życia.

Jarosław Kaczyński wychodzi z tego założenia, że powinien premierem być ten, kto jest najlepszy na dany moment. No i zaproponował Mateusza Morawieckiego.

A może być tak, że…

Skromnie zresztą, jak zawsze mówiący o sobie, że uważa, że Morawiecki jest lepszy w tej chwili.

Ale myśli pan, że w ciągu tego dwulecia, które pozostało do końca kadencji może być tak, że Jarosław Kaczyński obejmie jednak ster rządów? Czy to już melodia przeszłości?

Nie wiem, zobaczymy. Na razie roztrząsanie w dniu, kiedy expose wygłasza Mateusz Morawiecki, to czy będzie dwa lata premierem, czy nie, byłoby nieeleganckie z mojej strony. Ja wierzę, że będzie do końca kadencji, że będzie świetnym premierem i że Polacy docenią jego umiejętności, pracę i efekty pracy i będą równie go cenić, jak dziś Beatę Szydło.

Marek Suski, bardzo dziękuję.

Dziękuję bardzo.

„Beata zachowała się wspaniale. Powiedziała, że wykona to, co będzie dla Polski najlepsze. Ministrowie powinni zachować się podobnie”

Po prostu to był sędzia na telefon, który kpił sobie z wymiaru sprawiedliwości, kpił sobie z komisji, żarciki robiąc. Na Sali Kolumnowej jest taka fatalna akustyka, że ja nie usłyszałem co on mówi – tłumaczy Marek Suski, pytany w internetowej części o – słynną już – wpadkę z carycą Katarzyną.  Wszyscy się śmieją, ja mówię: Z czego się śmiejecie? Później ktoś powiedział: Ale zachował kamienną twarz. Ja po prostu nie usłyszałem tego, co mówi i tego żartu nie zarejestrowałem – opowiada polityk PiS.

Pytany o grillowanie Beaty Szydło, odpowiada: Bez przesady z tym grillowaniem. Przystępując do PiS została posłem, prezesem partii, premierem, teraz wicepremierem. Daj Boże, każdy chciałby być tak grillowany – dodaje. Pani premier nadal będzie zajmowała się tymi sprawami, w których miała sukcesy – komentuje Suski. Jego zdaniem „Beata zachowała się wspaniale”. Kiedy w rozmowach z prezesem padła propozycja, że mamy zmienić priorytety rządu, to Beata powiedziała, że służy Polsce i wykona to, co będzie dla Polski najlepsze – zdradza polityk. Jego zdaniem ministrowie powinni zachować się podobnie, jeśli Morawiecki zdecyduje o odwołaniu ich ze swoich funkcji.

Marek Suski największym wygranym zmian w rządzie? Wszystko zależy od premiera, prezesa. Różne koncepcje zawsze są rozpatrywane, ale co z nich będzie – nie wiem – mówi gość Radia ZET.

Pytany o ocenę Andrzeja Dudy odpowiada, że ten ostatnio „bardziej wnikliwie analizuje to, co się dzieje”. I dodaje, że prezydent kiedyś „popełnił drobny błąd”.

Marek Suski odpowiada również na pytania o SKOK-i, Amber Gold i aferę taśmową.

RADIO ZET/MA