Zamknij

Jacek Sasin: Nie ma planów rekonstrukcji rządu. Przyspieszone wybory to dziennikarska kaczka

Mikołaj Pietraszewski
21.11.2018 07:01
Sasin
fot. Radio ZET

„Rekonstrukcja rządu to jakieś fake newsy. Informacje wyssane z palca podawane przez gazety żyjące sensacją. Nie ma takiego planu” – mówi w Radiu ZET szef Stałego Komitetu Rady Ministrów, Jacek Sasin. Zapewnia w rozmowie z Beatą Lubecką, że nie jest też brany pod uwagę scenariusz przyspieszonych wyborów.

Beata Lubecka: Jacek Sasin, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, PiS. Kiedy dojdzie do rekonstrukcji rządu? Na Mikołaja?

Jacek Sasin: Nie no, to są jakieś fake newsy wyssane z palca, informacje podawane przez gazety żyjące sensacją. Nie ma takiego projektu, planu, pomysłu.

Nie ma takiej potrzeby ucieczki do przodu?

Nie ma takiej potrzeby. No przed czym mamy uciekać?

Przed tym, co się dzieje np. wokół KNF. Znakomicie moglibyście przykryć ten temat.

Nie chodzi o to, żeby temat przykrywać, tylko żeby temat wyjaśnić i mówić na ten temat prawdę. Odrzucać cały zalew nieprawdziwych informacji, który produkuje przy tej okazji opozycja, i pokazać naszą wiarygodność, która polega też na tym, że w naszym obozie politycznym również mogą znaleźć się osoby, które po pierwsze nie dorosły do funkcji, które sprawują, które mają problemy ze zrozumieniem swojej roli i odpowiedzialności...

I tutaj rozumiem, że ma pan na myśli byłego szefa KNF, protegowanego prezesa NBP Adama Glapińskiego. Były szef KNF nazywa się Marek Chrzanowski. Czyli na Mikołaja nie polecą głowy.

Tak, mam na myśli jego. I pokazujemy, jak różne są standardy nasze i standardy opozycji. My reagujemy natychmiast, Chrzanowski odszedł natychmiast ze stanowiska, są działania służb, są działania prokuratury natychmiast, bez żadnej zwłoki, a afery PO były przez tamtą władzę niewyjaśniane, dlatego musieliśmy powołać komisje śledcze.

Czyli na Mikołaja nie polecą głowy. A może w takim razie rekonstrukcja przed wyborami do PE?

Nic mi na ten temat nie wiadomo, żebyśmy... Nie ma żadnego planu dzisiaj rekonstrukcji.

No tak, ale wcześniej słyszeliśmy, że kilku ministrów odejdzie, bo będzie kandydować do PE.

Ale pani cały czas się powołuje na doniesienia medialne. Nigdy nie było takiego komunikatu...

Chwileczkę, pani Beata Szydło mówiła, że szykuje się do PE, to chociaż ją trzeba będzie wymienić.

A co innego jest szykowanie się do PE, bo przecież w każdej partii dzisiaj trwają rozmowy nad tym, kto będzie kandydatem do PE w wyborach, które będą za pół roku, więc to jest naturalne, że o tym się rozmawia. Natomiast to nie oznacza, nie ma takiego prawnego obowiązku, że jeśli ktoś chce kandydować do PE, to musi wcześniej zrezygnować z funkcji, którą pełni.

Czyli rekonstrukcji rządu nie będzie, to są fake newsy i ewentualnie jeśli dani ministrowie dostaną się do PE, to wtedy nastąpi wymiana.

To jest oczywiste i naturalne, bo nie można łączyć mandatu europarlamentarnego ze stanowiskiem rządowym.

Oczywiście. A czy w PiS-ie był rozważany scenariusz przyspieszonych wyborów?

Kolejna kaczka dziennikarska.

Piotr Zaremba i kaczka dziennikarska?

Jak widać, nawet renomowani dziennikarze dają się czasami złapać na taką plotkę.

On przekonuje, że jednak ma swoich informatorów, którzy mówią, że takowe pomysły były, tylko wy się z tego wycofaliście.

Różni informatorzy pewnie różne głupstwa często plotą i nie mam za złe dziennikarzom, że czasami tego typu informacje również postanawiają ujawnić, natomiast nie ma i nie było żadnego poważnego planu, ani w ogóle nie było żadnego planu przyspieszania wyborów, my się umówiliśmy na cztery lata z Polakami. Cztery lata wypełnimy i niech nas Polacy wtedy ocenią, czy to były dobre cztery lata. Uważam, że ta ocenia będzie pozytywna.

Prezes ma pewnie traumę po 2007 r., kiedy po dwóch latach rządów PiS przegrało przedterminowe wybory.

Nie ma co porównywać, nie ma co mówić o traumie czy o porównywaniu tych sytuacji. Wtedy nie mieliśmy większości w Parlamencie.

A teraz macie.

Dzisiaj mamy stabilną liczbę w Parlamencie, realizujemy program.

Czyli PiS będzie rządziło do końca kadencji.

Nic się takiego nie wydarzyło, żeby w ogóle dyskutować o takich opcjach.

Kolejne informacje wychodzą na jaw. Prasa informuje, że Zdzisław Sokal, czyli przedstawiciel prezydenta w KNF powołany jest niezgodnie z prawem, bez kontrasygnaty premiera.

Nie ma potrzeby takiej kontrasygnaty, tu nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Są prawnicy, którzy uważają, że to jest konieczne.

Jeden mój znajomy prawnik kiedyś mi powiedział, że prawo jako nauka humanistyczna podlega różnym interpretacjom, można wszystko wyinterpretować pewnie na podstawie przepisów prawa, natomiast w tym wypadku mamy do czynienia z sytuacją jasną. Pan prezydent ma pewne prerogatywy swoje i i swoje kompetencje zapisane w konstytucji, zapisane w prawie. Jedną z tych kompetencji jest możliwość delegowania swojego przedstawiciela do KNF-u.

Czyli pana zdaniem wszystko odbyło się zgodnie z prawem?

Nie ma możliwości ograniczenia prezydentowi tej kompetencji poprzez wymaganie kontrasygnaty premiera. Zresztą z tego, co pamiętam, to powołanie nastąpiło jeszcze za czasów rządów PO. Wtedy tego nie podnoszono.

Ale świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński kiedy powoływał Zdzisława Sokala w marcu 2007 r. na stanowisko wiceprezesa NBP-u, to wystąpił o kontrasygnatę.

Przede wszystkim to jest inna sytuacja, bo mówimy o innych instytucjach.

Ale jedna i druga jest niezależna.

Nie należy z tego wyciągać tego typu prostych wniosków. Prezydent ma swoje kompetencje i naprawdę nie ma możliwości, żeby prezydenta w tych kompetencjach ograniczać.

Kiedy poznamy nowego szefa KNF-u?

Wtedy, kiedy będzie przekonanie, że kandydat, który ma objąć tę funkcję, jest kandydatem właściwym i właściwie zapewni funkcjonowanie tej instytucji.

Jak długo będziemy czekać?

Nie ma tutaj pośpiechu. KNF działa, jest powołany pełniący obowiązki szefa KNF-u, system bankowy jest bezpieczny,dobrze nadzorowany, pieniądze Polaków są bezpieczne, w związku z czym pośpiech jest tutaj niewskazany, rzeczywiście musi być wybrany człowiek, który po pierwsze da gwarancję, że dorósł do tego stanowiska i potrafi je dobrze sprawować, i po drugie, że ten nadzór będzie działał rzeczywiście sprawnie.

A czy to będzie Rafał Antczak, którego wcześniej Mateusz Morawiecki jeszcze jako minister finansów i wicepremier forsował na szefa giełdy?

Nie ma w tej chwili żadnej decyzji, żadnej kandydatury, o której można by było powiedzieć, że jest bardziej prawdopodobna niż jakaś inna

Czy minister Kamiński, koordynator służb specjalnych, powinien być wyłączony z nadzoru nad śledztwem w sprawie KNF? Tak uważa opozycja.

A co ma wspólnego minister Kamiński z KNF-em?

Przestał być wiarygodny ze względu na konflikt interesów.

Dla opozycji to myślę, że każdy polityk PiS-u, każdy urzędnik w tej chwili w Polsce jest niewiarygodny, bo rządzi PiS.

Ale jest jakiś konflikt interesów?

Nie ma. No jaki?

Taki, że z polecenia NBP syn Mariusza Kamińskiego pracuje w Banku Światowym za grube pieniądze, a Mariusz Kamiński nadzoruje śledztwo w sprawie domniemanej korupcji w KNF-ie, gdzie propozycję składał szef KNF, protegowany prezesa NBP.

Ale na tej zasadzie można by było wyłączyć każdego, bo zawsze ktoś kogoś zna, świat polityki jest szeroki. Ja znam polityków opozycji również i można by powiedzieć, że jestem nieobiektywny w związku z tym. To są absurdalne twierdzenia, przede wszystkim mamy bardzo wyraźne oświadczenie pana ministra Kamińskiego, który mówi również bardzo wyraźnie i stanowczo i ufam mu, bo wiem, że jest to człowiek uczciwy, że żadnego wpływu na to zatrudnienie nie miał. Syn jego ma swoje kompetencje, realizuje swoją karierę zawodową. I stawianie takiej prostej tezy, że jeśli ktoś jest synem polityka to na pewno ten polityk coś mu tam załatwił, pomógł... Znaczy ja rozumiem, że politycy opozycji przenoszą pewne zachowania ze swojego środowiska również na PiS.

Nie było innych kandydatów? Ten był najlepszy?

Ale dlaczego mnie pani o to pyta? To niech pani zaprosi tutaj prezesa Glapińskiego, ale przede wszystkim niech pani zaprosi – to będzie pewnie trudne – tego człowieka z Banku Światowego, Szwajcara, który decydował o zatrudnieniu syna Mariusza Kamińskiego.

Czytam, że to właściwie jest formalność, akceptacja takiej osoby, kandydata wytypowanego przez NBP.

Rozumiem, że można powiedzieć, że zawsze rozmowa o pracę jest formalnością. No nie, no jednak tak nie jest. To jest poważna instytucja, która zatrudnia poważne osoby, i poważne osoby również o tym decydują, w tym przypadku dyrektor zarządzający, który o tym decydował. Trudno postawić tezę, że jest w jakikolwiek sposób związany z PiS-em, będąc obywatelem Szwajcarii i nie mając nic wspólnego z Polską, więc naprawdę on podjął tę decyzję. Mamy tu obiektywną decyzję podjętą w Banku Światowym i budowanie innych tez nie ma żadnego sensu.

Ale to jest jakiś nepotyzm czy nie jest, polecenie do pracy w Banku Światowym syna Mariusza Kamińskiego?

Ale na czym opiera pani tezę o poleceniu?

Nepotyzm to jest faworyzowanie kogoś przez znajomości.

Ale przez jakie znajomości? Ta teza jest nieuprawniona.

To znaczy, że prezes Glapiński nie zna syna Mariusza Kamińskiego?

Pani mówi o nepotyzmie, to znaczy, że stawiamy tezę, że prezes Glapiński jest spokrewniony z synem Mariusza Kamińskiego...

No dobrze, ale w NBP pracuje jeszcze była żona Mariusza Kamińskiego i mama Kacpra Kamińskiego i jest szefową departamentu edukacji i wydawnictw.

No i o czym to ma świadczyć?

No nie wiem, można się zastanawiać również – takie przypadki.

Była żona pracuje... Naprawdę, to można piramidalne insynuacyjne scenariusze budować.

Ale w przeszłości potępialiście takie praktyki. 

My potępialiśmy praktyki załatwiania niekompetentnym osobom posad lukratywnych tylko dlatego, że są w jakiś sposób zaprzyjaźnione czy są członkami rodziny polityków. Natomiast tutaj mamy przede wszystkim do czynienia z człowiekiem kompetentnym, bo nie słyszałem, aby którykolwiek z polityków opozycji zarzucił, że syn Mariusza Kamińskiego Kacper Kamiński nie ma kompetencji, żeby pracować tam, gdzie pracuje. Nikt nie użył tego argumentu, bo nie może go użyć, bo rzeczywiście ma pełne kompetencje do tego, żeby tam pracować.

Nie ma o co kopii kruszyć pana zdaniem, tak?

Nie ma tutaj jakiejkolwiek możliwości postawić jakiegokolwiek zarzutu, natomiast politycy opozycji zachowują się jak zwykle, tzn. kłamią, insynuują, nie mając żadnych podstaw, żadnych faktów. Budują piramidalne idiotyczne scenariusze. Niestety musimy z tym żyć.

Jacek Sasin, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów. 

"Nic nie wiem na temat poselskiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym. Nie każdy musi wszystko wiedzieć" - mówi w internetowej części rozmowy w Radiu ZET Jacek Sasin, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów.

Dziś do Sejmu wpłynął wniosek posła PiS Marka Asta, umożliwiający powrót do orzekania sędziom, którzy przeszli w stan spoczynku. Dopytywany przez Beatę Lubecką Jacek Sasin mówi - "nie znam szczegółów tego projektu". Nie chciał wprost powiedzieć, czy wiedział o tym, że posłowie przygotowują taki projekt.

Jacek Sasin zapewnia, że współpraca rządu z Sejmem układa się doskonale. Ale nie jest w stanie kontrolować i znać wszystkich projektów ustaw.

Pytany przez Beatę Lubecką o aferę w KNF, przyznaje, że "praktyki rozmów w cztery oczy szefa KNF z dyrektorem banku są naganne". Jacek Sasin podkreśla, że "nie ma podstaw do powołania komisji śledczej, to nie jest sytuacja nadzwyczajna. Władza zadziałała błyskawicznie"- mówi Jacek Sasin. Nie widzi także powodu do dymisji szefa NBP Adama Glapińskiego. "To są bezpodstawne oczekiwania opozycji"- podsumowuje.

W kolejnej części minister Sasin komentuje także nieobecność Zbigniewa Ziobry na wczorajszym wysłuchaniu w Brukseli. "Jeśli się ministra zaprasza w przeddzień..., to nie jest chłopiec na posyłki. Posłowie PiS doskonale bronili polskiego interesu" - mówi w Radiu ZET.

W dalszej części rozmowy internetowej Beata Lubecka pytała także między innymi o nowelizację projektu o zakazie handlu w niedzielę i raporcie NIK ws. PFN.

RadioZET.pl/MP/PaNa/IB