Zamknij

Joachim Brudziński: Nie będzie żadnego siłowego przejmowania Marszu Niepodległości w kolejnych latach

Joanna Zaremba
13.11.2018 07:28
Joachim Brudziński
fot. Radio ZET

„Jeżeli z różnych powodów nie będzie porozumienia, bo to wszystko opiera się na porozumieniu, to nie będzie żadnego siłowego przejmowania marszu” – mówi o przyszłych Marszach Niepodległości na ulicach Warszawy szef MSWiA Joachim Brudziński. Dodaje: "Nie mamy najmniejszego zamiaru zawłaszczać Marszu Niepodległości, dopóki te organizacje są legalne".

Beata Lubecka: Joachim Brudziński, minister spraw wewnętrznych i administracji. Ostry zawodnik.

Joachim Brudziński: Ostro pani redaktor zaczyna.

Dziękuję, że wreszcie pan przyjął nasze zaproszenie. Długo to trwało, ale jednak. Czy rząd Prawa i Sprawiedliwości przejmie Marsz Niepodległości?

Ostro i szybko, jak zwykle.

Ale pan tak lubi.

Brandem i pomysłem od początku do końca, i sukcesem, to też należy powiedzieć, również sukcesem frekwencyjnym, ale nigdy nie należy utożsamiać tych Polaków, którzy w tym marszu biorą udział z działaczami narodowościowymi.

To już pan powtarzał.

Właśnie chciałem to powtórzyć, żeby to wybrzmiało.

Wczoraj pan mówił na konferencji prasowej o tym, bardzo obszernie.

Nie, mówiłem o bezpieczeństwie, a teraz chcę w wymiarze politycznym bardziej odpowiedzieć na to pytanie. Tak jak już powiedziałem, ten niewątpliwy sukces, za którym stoi Stowarzyszenie Marszu Niepodległości, jest przypisane do konkretnych środowisk politycznych. Natomiast nigdy nie należy – a w wypadku ostatniego marszu, Biało-Czerwonego, pod patronatem pana prezydenta, w ramach uroczystości państwowych wzięło ponad udział 250 tysięcy, więc każdy, kto – czy to będzie pan Bosak, pan Winnicki, czy ktokolwiek inny – będzie chciał te 250 tysięcy nazwać sympatykami, zwolennikami organizacji, stowarzyszeń narodowych, to albo ma problem, że tak powiem, emocjonalny, pewnej niezborności intelektualnej, albo jest po prostu bardzo oderwany od rzeczywistości. Ja to na konkretnych liczbach podam. 250 tysięcy, w kulminacyjnym momencie na imprezie wokół Stadionu Narodowego, którą – chyba koncert – organizowali właśnie wspomniani panowie, według danych policji było 6 tysięcy osób. Czyli te 244 tysiące nie ma w wymiarze emocjonalnym, politycznym żadnej identyfikacji z tymi panami. Więc mówienie o tym, że to są działacze, sympatycy, jest obrażaniem tych patriotów, tych Polaków, którzy przyjeżdżają na marsz rzeczywiście organizowany. I teraz odpowiedź na pani pytanie: nie mamy najmniejszego zamiaru, dopóki te organizacje są legalne, dopóki zgodnie z prawem rejestrują ten marsz, zawłaszczać, zabierać...

Czyli rozumiem, że w przyszłym roku Marsz Niepodległości nie będzie marszem państwowym?

Jeżeli nie będzie takiej decyzji, a ona może być, jeżeli z różnych powodów czy względów nie będzie porozumienia – bo to wszystko opiera się na porozumieniach – to nie będzie żadnego siłowego przejmowania marszu. To czysty absurd.

Ale będziecie chcieli się dogadać z narodowcami np. w przyszłym roku, jeżeli wygracie wybory?

Ja występuję u pani w roli ministra spraw wewnętrznych i administracji i to jest dla mnie oczywiste, bo taka jest moja konstytucyjna powinność i odpowiedzialność, żeby rozmawiać z każdą organizacją, która organizuje zgromadzenie, marsz na taką skalę. Jeżeli będzie w Polsce organizacja, stowarzyszenie czy partia polityczna, która będzie w stanie zorganizować tak duże wydarzenie z udziałem tylu Polaków, to w sposób oczywisty również będę zainteresowany tym, żeby się porozumieć.

Czyli Prawo i Sprawiedliwość nie chce przejmować Marszu Niepodległości. „To nie był wasz marsz” – tak piszą na forach narodowcy. Są wzburzeni, że przypisujecie sobie teraz sukces.

Ale kto i kiedy powiedział, że to jest nasz marsz?

Biało-Czerwony.

Biało-Czerwony. A biało-czerwona jest czyja? PiS-u czy nasz wszystkich?

Nasza wspólna, narodowa, Polaków.

No właśnie. Kto objął patronatem ten marsz? Prezydent RP. Ci panowie mogą być tylko niezmiernie wdzięczni panu prezydentowi i panu prezydentowi, że ich w wymiarze politycznym uszlachetnił, obejmując patronatem i zapraszając na ten marsz.

„Ci panowie”, czyli organizatorzy ze środowisk narodowych?

Również, tak. Dlatego że mówienie o tym, że to był jakiś deal czy porozumienie PiS-u z narodowcami jest tak naprawdę obrażaniem tych 250 tys. patriotów, którzy przyjechali na marsz z całej Polski. Pan prezydent i pan premier odpowiedzieli na apel kombatantów. To kombatanci, to szef rady przy Urzędzie ds. Kombatantów...

Nie można tego było zrobić wcześniej? Rozumiem, że próbowaliście się dogadać z narodowcami, nie udało się, jednak w ostatniej chwili...

Od kilku tygodni... Ta nasza reakcja była też reakcją na rzecz niezwykle skandaliczną...

No tak, to, co zrobiła pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz.

No właśnie. To może warto o tym powiedzieć w radiu słuchaczom. Decyzja pani Hanny Gronkiewicz-Waltz, dwukrotnie zresztą odrzucona przez sądy dwóch instancji, była decyzją – mówię to teraz jako minister spraw wewnętrznych, nie jako polityk będący w sporze z PO – skrajnie nieodpowiedzialną. I to podgrzewanie nastrojów, te zapowiedzi, że Hanna Gronkiewicz-Waltz rozwiąże marsz państwowy, marsz, który był objęty patronatem prezydenta, do ostatniej chwili miało na celu...

Czyli rozumiem, że waszym zdaniem trzeba było ratować sytuację, żeby nie doszło do awantur, do burd, do zadym.

Rozróżnijmy tutaj dwie rzeczy. Tak, to, o czym pani mówi, było zadaniem, ale moim, jako ministra spraw wewnętrznych i administracji. Natomiast wyzwaniem i zadaniem i powinnością wszystkich odpowiedzialnych polityków było, aby te dzień – i taką odpowiedzialność wykazał pan premier, pan prezydent, cały rząd...

Ale nie wszystko było tak pięknie...

I tutaj słowa szczególnego uznania pod adresem mojego kolegi, mojego przyjaciela Mariusza Błaszczaka, bo decyzją pana premiera to Ministerstwo Obrony Narodowej odpowiadało za organizację tej uroczystości.

To już wszystko wiemy. Ale nie wszystko było tak fantastyczne. Były incydenty, które są niepokojące, kontrowersyjne, i czy idąc razem z narodowcami, nie podpisaliście się pod takimi incydentami?

Gadał dziad do obrazu. Jeszcze raz.

Są zarzuty wobec was, że w ten sposób gloryfikujecie organizacje nacjonalistyczne. Np. tę, która przyjechała z Włoch, Forza Nuova, która wielbi Mussoliniego.

A lider tejże faszyzującej rzeczywiście, ale legalnej, działającej zgodnie z włoskim prawem i biorącej udział w wyborach partii politycznej był europosłem. Jakoś nigdy nie słyszałem tutaj krzyków czy zarzutów. Nasi konkurenci polityczni blisko współpracują z równie dla mnie osobiście odrażającymi postawami czy osobami gloryfikującymi totalitaryzm, tylko z drugiej strony barykady.

Rozumiem, że pan odpiera takie zarzuty, z nimi się nie zgadza. A czy skarbnik Młodzieży Wszechpolskiej dostanie 5 tys. nagrody?

Skarbnik Młodzieży Wszechpolskiej...

Powiedział, że to prezes Młodzieży Wszechpolskiej podpalił flagę UE.

Tak, oczywiście. I wszyscy ci, którzy w tym zdarzeniu równie – przepraszam za mocne słowo – głupim i idiotycznym i niebezpiecznym brali udział, muszą liczyć się z konsekwencjami. W tej sprawie policja będzie bezwzględna i konsekwentnie będzie szukała sprawcy podpalenia czegokolwiek. W tym wypadku oczywiście ja też nie pochwalam w żaden sposób spalenia flagi UE.

Cieszę się, że pan to powiedział.

Z czego się tu cieszyć? Przecież jesteśmy integralną częścią Unii Europejskiej. A symbole zawarte na fladze unijnej dla mnie jako chrześcijanina, katolika, to symbol gwiazd 12, które otaczają głowę Najświętszej Maryi Panny. Jeżeli wszechpolacy tak często odwołujący się do religii katolickiej tego nie wiedzą, to znaczy, że są... no, nie chcę powiedzieć, że...

Czy będzie te pięć tysięcy złotych nagrody dla skarbnika Młodzieży Wszechpolskiej?

Będą konsekwencje wyciągnięte wobec tych...

Ale nie odpowiedział pan na moje pytanie, z całym szacunkiem. Zgłosił się, powiedział, kto podpalił flagę UE, policja powiedziała, że zapłaci, jeśli ktoś poda osobę, która dopuściła się tego czynu.

Czy pani redaktor oczekuje, że ja będę brał udział w teatrzyku głupiutkich, nieodpowiedzialnych, infantylnych, no nie chcę powiedzieć polityków, bo niektórzy nie dorośli do roli polityków.

Kogo pan ma na myśli? Krzysztofa Bosaka? Czy Młodzież Wszechpolską?

Mam na myśli tych, którzy po pierwsze dopuścili się czynu penalizowanego w Kodeksie karnym, powodując realne zagrożenie. Jeżeli ktoś w środku 250-tysięcznego tłumu podpala cokolwiek, w tym wypadku flagę UE, powoduje sytuację, która może stanowić realne zagrożenie. Gdyby coś tam się wydarzyło, gdyby wybuchła jakaś panika, kto nad tym by zapanował? I dlatego ci, nie chcę powiedzieć „idioci”, ci nieodpowiedzialni ludzie, którzy ten czyn popełnili, muszą liczyć się z konsekwencjami, a te wszystkie działania podejmowane...

A pięć tysięcy?

Policja w tym wypadku wyznaczyła nagrodę, jeżeli operacyjnie informacje zostaną potwierdzone, to na pewno ani policja, ani tym bardziej ja, który tę policję nadzoruje, nie będziemy uczestniczyli w zabawach panów w krótkich spodenkach. No przecież to jest gówniarzeria, a nie odpowiedzialne zadanie. Innego słowa na to nie znajduję.

Mocne określenie.

Oczywiście, że tak. I ci panowie, którzy próbują sobie jeszcze z tej całej sytuacji dworować, niech dokładnie wczytają się w przepisy Kodeksu karnego, bo mają powody...

Czyli pan uważa, że Krzysztof Bosak i reszta robią sobie kpiny, tak?

Ja nie mówię o Bosaku, ja mówię o tych osobach, których nie znam dzisiaj z imienia i z nazwiska, za których bierze, jak rozumiem, odpowiedzialność Młodzież Wszechpolska, którzy tego czynu bardzo niebezpiecznego się dopuścili. I tyle w tym temacie.

Joachim Brudziński, minister spraw wewnętrznych i administracji, tyle w części radiowej, ale zostajemy na Facebooku i na RadioZet.pl i też będzie bardzo ciekawie, znając pana ministra.

Dymisja wiceministra Zielińskiego? "Nie chowam się za plecy zastępców"

„Nie przewiduję dymisji, czy wniosku o dymisję pana ministra Zielińskiego” – deklaruje w internetowej części rozmowy Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Joachim Brudziński. Tłumaczy: „Nie przywykłem do tego, żeby chować się za plecy swoich zastępców”.

Zapewnia, że to na jego ramionach spoczywa pełna odpowiedzialność za to, co dzieje się w polskich służbach mundurowych. W jego oczach dymisja wiceministra Zielińskiego byłaby czymś „bardzo nieładnym”. „Mogłoby to stwarzać wrażenie, że to wszystko, co miało miejsce w polskiej policji – ta sytuacja niespotykana po ‘89. roku w ostatnich miesiącach, czyli w czasie, kiedy ja pełniłem funkcję szefa MSWiA – że oto ja tchórzliwie chowam się za plecami” – twierdzi Joachim Brudziński.

Szef MSWiA zapytany przez Beatę Lubecką, czy to prędzej on sam podałby się do dymisji, gdyby protest policjantów się przedłużał, odpowiada: „Protesty były, są i będą. Muszę być przygotowany, ale gdyby taka sytuacja miała miejsce, uważam się za człowieka odpowiedzialnego”.

Gość Radia ZET odniósł się też do publikacji "Gazety Wyborczej", która pisze dziś, że szef Getin Noble Banku Leszek Czarnecki doniósł do prokuratury na szefa KNF Marka Chrzanowskiego. Ten - jak twierdzi Czarnecki - miał zaoferować przychylność dla jego banku w zamian za około 40 milionów złotych.

"Premier Mateusz Morawiecki zwrócił się do wszystkich służb o pilne sprawdzenie tych informacji. Gdyby te doniesienia miały się potwierdzić, konsekwencje zostaną wyciągnięte w trybie natychmiastowym" - mówi Joachim Brudziński. Szef MSWiA dodaje: "Gdyby te informacje się potwierdziły, to decyzja pana premiera (o dymisji szefa KNF - przyp. red.) będzie oczywista i natychmiastowa, a o innych konsekwencjach będzie decydował sąd".

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji skomentował też obecność Donalda Tuska na oficjalnych uroczystościach państwowych 11 listopada. "Przeszedł obok nas z tą swoją charakterystyczną, groźną miną. Nie przywitał się z panem prezydentem, z panem premierem" - mówi Brudziński. Zachowanie Tuska określa mianem "cyrku politycznego" urządzanym przez jego doradców. "To jest tak charakterystyczne, te jego gagi, te jego grepsy, że już Polaków nie łapią. Przyjeżdża do Polski i stosuje tę zasadę o której sam mówił, że teraz trzeba walnąć kijem w klatkę, żeby rozdrażnić tygrysa. Później staje +o jaki biedny jestem, ktoś mnie nie przywitał+. To już się przejadło" - uważa.

RadioZET/JZ/MA/PaNa