Oceń
„To proste jak drut i jasne jak słońce – były 2 wystąpienia: polityczne i gospodarcze. Przemówienie polityczne mogło być tylko jedno i było jasne, że przedstawi je prezes. Morawiecki musiał wystąpić ponieważ była mowa o gospodarce. Potem sojusznicy” – mówi Gość Radia ZET Ryszard Czarnecki z PiS, pytany przez Konrada Piaseckiego o to, dlaczego premier nie przemawiała na kongresie swojej partii. „To było znane lat temu 15,10,5 i rok temu – prezesem jest Jarosław Kaczyński. Był jest i będzie pierwszą osobą. Beata Szydło jest wiceprezesem PiS i premierem” – dodaje polityk partii rządzącej. Dopytywany o to, czy to początek końca premier Szydło, Czarnecki odpowiada, że „jej przyszłość jest jasna - jest prezesem Rady Ministrów i dalej będzie”. Prezes zamiast premier zapowiada zmiany w rządzie? „Przecież to prezes jest szefem partii rządzącej” – mówi Gość Radia ZET. Zapewnia, że teraz zmian w rządzie nie będzie, ale „w przyszłości pewnie będą”.
Konrad Piasecki: Polityk PiS, wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki, dzień dobry, witam.
Ryszard Czarnecki: Witam pana, witam państwa.
To początek politycznego końca Beaty Szydło?
Pani premier Beata Szydło jest prezesem rady ministrów.
Jest, ale czy będzie?
Jednego z pięciu największych krajów europejskich i dalej będzie.
To, że odcięto ją od głosu na partyjnym konwentyklu weekendowym, przyzna pan, że dowodzi, jak słabą ma dzisiaj pozycję.
Sprostowanie: na kongresie PiS było jedno przemówienie polityczne, oczywiście prezesa Jarosława Kaczyńskiego, jedno przemówienie gospodarcze, oczywiście premiera odpowiedzialnego za gospodarkę Mateusza Morawieckiego, a potem przemawiali nasi sojusznicy, czyli pan premier Gowin i pan minister Ziobro.
Panie przewodniczący, ale z pańskim doświadczeniem politycznym sytuacja, w której jest partyjny zjazd, na którym występuje i rozdaje ministrom laurki i razy szef partii, a premier może tylko milczeć i potakiwać, czegoś nie dowodzi?
To dowodzi tego, co było znane lat temu piętnaście, dziesięć, pięć, dwa lata temu i rok temu, czyli że prezesem PiS jest Jarosław Kaczyński, on rozdaje karty.
A premier Beata Szydło, jaką ma pozycję i jaką ma rolę do spełnienia.
Pani premier Beata Szydło jest wiceprezesem PiS, jest prezesem rady ministrów i zapewniam pana, że jak posiedzenie rządu to zabiera głos, jako pierwsza i potem podsumowuje.
Czyli na posiedzeniu rządu Beata Szydło jest najważniejsza, a na posiedzeniu partii ważniejszy jest i prezes Kaczyński i Mateusz Morawiecki.
Na kongresie PiS druga tura po roku, oczywiście pierwszą osobą był, jest i będzie prezes partii, czyli Jarosław Kaczyński.
A umie pan odpowiedzieć na pytanie dlaczego mógł wystąpić wicepremier Morawiecki, a nie mogła wystąpić premier Szydło?
Z bardzo prostego powodu, to jest po prostu proste, jak drut i jasne, jak słońce, mianowicie były dwa wystąpienia na tym kongresie.
Ale mogły być trzy.
Polityczne i gospodarcze.
Ale panie przewodniczący, były dwa mogły być trzy, były cztery, mogło być pięć. To, że premier przemawia podczas takiego spotkania, podczas którego podsumowuje się półtora roku rządów, jest oczywistą oczywistością.
Dwa przemówienia, każde po godzinie, a więc solidne, długie, dwa, potem trzeba było udzielić głosu naszym sojusznikom, czyli liderom partii Polska Razem i Solidarna Polska.
Nie przekonał mnie pan.
Naprawdę?
Naprawdę.
Wszystkich przekonałem, pana nie, popracuję.
To, że premier mówi nie widzę potrzeby zmian w rządzie, a prezes zapowiada zmiany w rządzie w listopadzie też norma, też eleganckie, też wykwintne.
Nie, nie, nie ma zmian w rządzie teraz i ich nie będzie, a w przyszłości zapewne będą.
I pana nie dziwi to, że to prezes zapowiada zmiany w rządzie, a nie premier?
Ale to przecież prezes jest szefem partii rządzącej.
Ale to premier jest szefem rządu.
Oczywiście.
I to premier powołuje, składa prezydentowi wnioski o powołanie i odwołanie ministrów, a nie prezes.
Zna pan konstytucję absolutnie, pani premier takie wnioski, jeżeli uzna, że kogoś trzeba zmienić to na pewno złoży.
A to najwyraźniej prezes będzie uznawał, a nie pani premier, skoro to prezes zapowiada zmiany w rządzie.
No, przyzna pan, że partia rządząca ma prawo delegować ministrów do rządu, no i także wskazywać, których należy odwołać.
Nie jest tak, że pani premier naprawdę powinna mieć obawy o swoją przyszłość po tym, co się wydarzyło?
Przyszłość pani premier Szydło jest jasna.
Nie jest pan absolutnie przekonany, że po tej jesiennej rekonstrukcji, czy tym przeglądzie kadr Beata Szydło pozostanie premierem Beatą Szydło?
Ale ja myślę, że takie spekulacje by się nie spodobały pani premier.
Nie, to na pewno.
I skoro pan jej tak broni, to nie powinien pan tych spekulacji teraz czynić. Tak mi się wydaje.
A dlaczego nie powinienem? Oglądam scenę polityczną i mam prawo do wyciągania wniosków. Jeśli widzę, że występuje prezes partii, a po nim występuje wiceprezes, który jest wicepremierem, a nie występuje premier, to wniosek jest jednoznaczny.
Mateusz Morawiecki nie jest wiceprezesem partii. Ale ponieważ była mowa o gospodarce więc musiał wystąpić jako wicepremier.
Ale to we władzach partii jest, może nie wiceprezesem, tak.
Jest, jest, jest w kontekście politycznym tak, jak ja, ale to jest szczegół, natomiast podkreślam przemówienie polityczne mogło być tylko jedno i to przemówienie wygłosił prezes i wystąpienie gospodarcze też byłoby tylko jedne i wiadomo, że przedstawił je człowiek, który za gospodarkę, za rozwój finansów odpowiada, czyli Mateusz Morawiecki.
A jak pan odczytuje ten postulat żeby Morawiecki ma jeszcze bardziej kierować gospodarką? Mało mu jeszcze?
Ja myślę, że chodzi po prostu o to żeby całkowicie zerwać, tu się dużo rzeczy udało na szczęście, żeby całkowicie zerwać z tym, co było zmorą. Pamiętam, bo sam byłem dwukrotnie ministrem konstytucyjnym, byłem raz ministrem, wiceministrem, który w imieniu swego resortu przychodził na posiedzenia rady ministrów i pamiętam, że ta zmora Polski resortowej ciążyła nad każdym rządem, obojętnie czy prawicowym, czy lewicowym.
Ale Morawiecki jest wicepremierem, jest ministrem finansów, jest ministrem gospodarki, czegoż mu jeszcze trzeba?
Rozwoju. Tak, więc…
Gospodarki i rozwoju i finansów, tak, to czego mu jeszcze trzeba, infrastruktury, rolnictwa?
Nie, chodzi po prostu o koordynację.
Ale to on jest koordynatorem polityki gospodarczej.
Tak jest.
Ale to coś zawodzi w tym koordynowaniu?
Zawsze można coś usprawnić, a że nie zawodzi to widać, słychać i czuć.
Rośnie w siłę ten Morawiecki.
Ja bym nie chciał mówić kto rośnie w siłę, myślę, że numerem jedne był, jest i będzie Jarosław Kaczyński. To też widać, słychać i czuć.
Ale nie jest tak, że numerem dwa coraz bardziej Morawiecki?
Wie pan, ja nie gram w totolotka, więc zostawmy te numery.
Wczoraj był pan na wyścigach, więc… Zagrał pan, wygrał pan chociaż coś?
Tym razem nie, byłem rzeczywiście na derby.
Widziałem, że pan rozdawał nagrody, ale nie, żadnego porządku, żadnej tripli pan nie obstawił?
Najbardziej słynna w dziejach polskiej literatury, jak wiadomo, siedem, jeden, cztery, pamięta pan z czego.
Tak jest, oczywiście Nikodem Dyzma.
Dołęga-Mostowicz, siedem bo…
Bo siedem, siedem dni ma tydzień, jeden, bo pierwszy raz jestem na wyścigach, a cztery?
Bo koń ma cztery kopyta, cztery nogi.
Tak jest.
Zdał pan egzamin z literatury polskiej.
A starych działaczy PiS nie boli ta pozycja Morawieckiego? Nowy człowiek w partii, a drugi po prezesie.
Jest kilku wiceprezesów i oni mają pozycję bardzo istotną, natomiast Mateusz Morawiecki jest bardzo ważną osobą, gdy chodzi o polską gospodarkę, dlatego wystąpił na kongresie PiS.
Czy ja dobrze odczytałem w wystąpieniu prezesa, że to teraz Mariusz Błaszczak ma objąć kontrolę nad służbami specjalnymi zamiast Mariusza Kamińskiego? Bo padło tam coś takiego, aczkolwiek bym powiedział kropki nad i prezes nie postawił.
Mariusz Błaszczak odpowiada za służby, owszem, mundurowe i tak oczywiście dalej będzie.
Ale prezes mówił, że trzeba mu dać więcej kontroli nad służbami. Specjalnymi czy kontrolnymi w policji.
Służby mundurowe.
Czyli nie ma mowy o tym, że Mariusz Kamiński spada w hierarchii.
Nie ma żadnych antagonizmów między ministrami Mariuszami.
Chociaż w porównanie Mariusza Kamińskiego do Robespierr'a przyzna pan, co najmniej dwuznaczne.
Zapewne wielu z nas odwołuje się do Wandei raczej, a nie do tradycji wielkiej rewolucji, zwanej czasem także antyfrancuską, przez prawicę.
Nie aż tak bardzo żeby prezydent Trump nie pojechał na 14 lipca święto do Paryża.
To prawda, to prawda. Natomiast ja jestem historykiem, pan jest historykiem…
Mariusz Kamiński jest historykiem…
Mariusz Błaszczak jest historykiem
I Mariusz Błaszczak jest historykiem i myślę, że jak wszyscy oni słyszą o Robespierze to mają raczej na myśli, czy mają skojarzenie z terrorem jakobińskim, a nie z tym, że Maksymilian Robespierre nieprzekupny.
Tak, no też Robespierre skończył, jak skończył. Natomiast myślę, że tutaj pan prezes Kaczyński mówiąc o Mariuszu Kamińskim raczej chciał pokazać, że jest to człowiek nieprzekupny, ideowy. I tak to czytam, chociaż, jak pan pamięta pewnie Jose Ortega Gasset pisał w swoim czasie, że każdy czytelnik czyta to, co tak naprawdę chce przeczytać. I więcej się doczytuje niż pisarz napisał, a każdy pisarz chce przekazać więcej niż czytelnik jest w stanie odebrać, więc być może tak z tą myślą prezesa też jest.
Ale rozumiem, że gilotyna nad głową Mariusza Kamińskiego jeszcze nie wisi?
Nad głową…
Ostrze gilotyny.
Nad głową Mariusza Kamińskiego nie wisi, wręcz przeciwnie, nad głowami tych, którzy chcą korumpować, czy chcą dać się skorumpować wisi na pewno, to już Mariusz Kamiński nad tym pracuje.
Jeszcze cztery rzeczy zastanowiły mnie w wystąpieniu prezesa. Po pierwsze „złogi w MSZ”, o co chodzi ze złogami w MSZ? O kogo chodzi, ambasadorowie, urzędnicy?
Myślę, że przede wszystkim chodzi o ludzi, którzy mieli do czynienia w praktyce, współpracowali ze służbami specjalnymi w okresie PRL.
Ale to oni jeszcze są w MSZ?
Są.
Jeszcze Witold Waszczykowski ich nie wyczyścił, używając języka prezesa?
Jeszcze są, jest też projekt ustawy, która ma otworzyć szklany sufit w MSZ, wpuścić wielu nowych, młodych ludzi, mam nadzieję, że to się stanie. Jakie trzy rzeczy jeszcze?
Jeszcze lekcje estetyki? Jakiej estetyki chce uczyć PiS?
Polska jest piękna, mówił prezes i myślę, że tego piękna należy uczyć, po prostu.
Ale wie pan, że z estetyką jest, jak z prawdą, każdy ma własną.
No dobrze, ale jeżeli bardzo młodzi ludzie, dzieciaki będą się uczyć piękna, to nic w tym złego.
Zapowiedź wprowadzenia przezroczystych urn też mnie zastanowiła? Pan rozumie o co chodzi?
Dlaczego zastanowiła?
Bo w czerwcu 2015 r. sejm wprowadził przezroczyste urny, od 1 lipca 2016 r. one obowiązują we wszystkich wyborach, to co, przezroczyste mają być jeszcze bardziej przezroczyste?
Przezroczyste urny będą na pewno w przyszłości.
Ale one już są.
No dobrze, ale ja powiedziałem, że będą.
Ale to o czym mówi prezes domagając się przezroczystych urn i krytykując poprzedników, że ich nie wprowadzili, chociaż wprowadzili?
Jednak przez siedem lat rządów nie wprowadzili.
Ale w 2015 wprowadzili.
Pod naciskiem opozycji, PiS… A prezes Kaczyński powiedział, że na pewno nigdy, nikomu…
Nie, prezes Kaczyński powiedział, że trzeba wprowadzić przezroczyste urny.
Że nikomu nie damy zabrać tego nowego zwyczaju polskiej demokracji, czyli urn przezroczystych.
Mam wrażenie, że w tej dziedzinie prezes Kaczyński powinien podciągnąć swoją wiedzę, bo najwyraźniej nie pamięta o przezroczystych urnach wprowadzonych w 2015 r.
Proszę, proszę, proszę tak nie interpretować, prezes Kaczyński opowiedział się za pozostaniem urn przezroczystych dalej w lokalach wyborczych.
Czyli pan uważa, że prezes jest nieomylny?
Nie, no jeżeli na przykład by wczoraj na wyścigach obstawiał, chociaż go nie było, tylko ja byłem, obstawiał porządek, to mógłby się pomylić.
Czy Polska, to ostatnia kwestia, która mnie zastanowiła, zażąda odszkodowań za straty w II wojnie światowej od Niemiec?
Przypomnę, że o reparacjach mówił, reparacjach w Warszawie, mówię to do warszawiaka, panie redaktorze, do warszawiaka z dziada pradziada…
Owszem…
Otóż o tych reparacjach w kontekście Warszawy, stolicy Polski mówił prezydent Warszawy śp. prof. Lech Kaczyński, a podniesienie tego tematu pokazuje, że mamy kartę w rękawie.
Ale czy ta karta będzie używana i będzie nią PiS i rządzący będą nią grali?
Przecież nie można tego wykluczać.
Ryszard Czarnego, bardzo dziękuję.
"Mamy kartę odszkodowań za II WŚ w rękawie. Zagranie nią to interesujący manewr"
Mamy kartę w rękawie. Zagramy nią? To bardzo interesujący manewr w sytuacji, gdy trzeba przejść do ofensywy w UE w relacjach Polska-Niemcy, bo Niemcy w różnych sprawach usiłują postawić nas do kąta. Tym bardziej, że merytorycznie mamy rację. Batalia się nie zacznie, jeżeli nie będziemy o tym przypominać – mówi Ryszard Czarnecki z PiS, pytany w internetowej części programu o to, czy Polska zażąda odszkodowań od Niemiec za straty poniesione w II wojnie światowej. Zdaniem wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego bardzo dobrze, że prezes PiS podniósł ten temat na kongresie. Niemcy jeszcze bardzo niedawno temu wypłacały kolejne odszkodowania różnym spadkobiercom ludzi, którzy zginęli, albo którzy byli w dziedzinie "roboty przymusowe". W tym także Polakom – dodaje gość Konrada Piaseckiego. Ocenia, że samo podniesienie tematu na forum międzynarodowym jest „uruchomieniem artylerii”. Chodzi o miliardy euro. Szacunki odnośnie Warszawy też były bardzo pokaźne. Ale to już kwestia MSZ, by przygotować konkretne wyliczenia – podsumowuje Ryszard Czarnecki.
Ryszard Czarnecki odpowiada także na pytania m.in. o uchodźców, abonament i "córkę leśniczego".
RADIO ZET/MA
Oceń artykuł