Zamknij

Ryszard Petru o tragedii w Gdańsku: Minister Brudziński i Ziobro powinni uderzyć się w piersi

Joanna Zaremba
25.01.2019 07:10
Ryszard Petru gościem Radia ZET
fot. RadioZET

„Są dwie osoby, które powinny uderzyć się w piersi. To pan minister Brudziński i pan minister Ziobro” – mówi w Gościu Radia ZET współzałożyciel partii Teraz!, Ryszard Petru po tragicznych wydarzeniach w Gdańsku i śmierci Pawła Adamowicza. Deklaruje, że nie wybiera się na dzisiejsze rozmowy szefa rządu z przedstawicielami opozycji w Sejmie. Jego zdaniem nie są one wyciągnięciem ręki do zgody, a „wejściem w narrację PiS, że gdyby kary były surowsze, Stefan W. nie dokonałby tego czynu”. „W zaproszeniu jest mowa o tym, że będziemy mówić o niezbędnych zmianach: zaostrzeniu kar w kodeksie karnym i o kwestiach zdrowotnych, co robić z przestępcami chorymi psychicznie” – mówi Ryszard Petru.

Beata Lubecka: Panie przewodniczący, co się stało? Zima zaskoczyła drogowców, że pan się spóźnił?

Ryszard Petru: Bardzo panią przepraszam i bardzo przepraszam wszystkich radiosłuchaczy. Taksówka się spóźniła, no i potem już cała Warszawa była w takim błocie pośniegowym i jechało się znacznie, znacznie dłużej. Jechałem do pani 50 minut.

A normalnie jeździ pan dziesięć minut?

Trzydzieści. Trzydzieści, dwadzieścia pięć.

No to w takim razie Rafał Trzaskowski zaspał jako prezydent Warszawy?

Nie chcę nikogo oceniać, no bo nie było dobrze, jest błoto pośniegowe na ulicach. A na ulicy, którą się do państwa dojeżdża, jest po prostu śnieg.

Ale nie zaprosiłam tutaj pana, żebyśmy rozmawiali o pogodzie.

Jeszcze raz bardzo przepraszam. Bo się głupio czuję.

Przeprosiny przyjęte. Premier zaprosił na spotkanie szefów klubów i kół partii opozycyjnych. Pan też został zaproszony?

Tak, powiem tylko tyle, że tego typu zaproszenie sugeruje... Bo w tym zaproszeniu jest mowa o tym, że będziemy dyskutować o niezbędnych zmianach w dwóch obszarach, przede wszystkim zaostrzenie kar w Kodeksie karnym...

Sprawiedliwość i zdrowie.

Tak, i kwestie zdrowotne związane z tym, co robić z przestępcami, którzy na przykład są chorzy psychicznie. Natomiast jeżeli to spotkanie ma dotyczyć tylko tych dwóch tematów, to jeżeli ktoś pójdzie na to spotkanie, to jakby wchodzi w narrację PiS-u, że gdyby kary były bardziej surowe, to Stefan W. by nie dokonał tego czynu, i tak samo, że coś jest nie tak z regulacjami dotyczącymi osób, które są podejrzane o jakieś zdolności bardziej nieprzewidywalne, psychiczne, w związku z tym też powinny być inne regulacje. Ale zauważmy, że wszystko na to wskazuje, że po prostu system więziennictwa nie zadziałał właściwie, że miano go badać, a nie był badany.

Czyli instytucje państwa zawiodły?

Instytucje państwa zawiodły. Po takich wydarzeniach powinien ktoś jednak się podać do dymisji.

Kto na przykład? Kogo pan ma na myśli?

Są dwie osoby, które powinny uderzyć się w piersi: pan minister Brudziński i pan minister Ziobro. Jego podwładnym jest pan minister Jaki. Oczywiście, ja mam świadomość tego, że cały czas dowiadujemy się nowych informacji i taka decyzja powinna zapaść po pełnej informacji, co było przyczyną, niemniej widać, że była cała masa sygnałów, które zostały zignorowane i system nie zadziałał. To nie, że prawo było złe – oni nie zadziałali, a rządzący są odpowiedzialni za to. W związku z tym wracam do pytania...

Ale ochrona też jednak zawiodła.

Ochrona, prywatna ochrona?

Finału w Gdańsku.

No oczywiście, tylko pytanie jest takie, kto chroni tego typu imprezy. Policja też jest tutaj odpowiedzialna. Chcę powiedzieć tylko tyle: premier Morawiecki sugeruje tym spotkaniem, że tylko te dwa obszary są istotne, podczas gdy tak naprawdę trzeba by zacząć od mowy nienawiści w telewizji publicznej, od tego, że prokuratura umarzała wszystkie kwestie, które ewidentnie nakręcały agresję w Polsce. Mówię tu o wieszaniu zdjęć na szubienicach europosłów.

Czyli dla pana ta agenda jest zbyt ograniczona.

Bardzo wąska agenda. Kwestię mojej kukły, która była palona w Białymstoku, prokuratura umorzyła. Miałem serię pogróżek różnego rodzaju: oblania kwasem po zastrzelenie itd. Wszystkie te kwestie były umarzane. Pytanie, dlaczego tak się działo, jakie z tego wnioski trzeba wyciągnąć. Uważam, że jednak ktoś powinien się uderzyć w piersi, a sugerowanie, że prawo było złe i koniec, jest, uważam, zawężaniem tematu. Po drugie...

Pan idzie na to spotkanie?

Nie, ja nie idę na to spotkanie.

A kto jeszcze pójdzie, jak pan sądzi?

Sądzę, że pójdzie PSL i Nowoczesna, bo jeżeli robią wspólną konferencję, no to raczej pójdą. Szczególnie, że PSL zawsze chodzi na tego typu spotkania, gdyż jego elektorat PSL-owski jest tak naprawdę jest bardzo blisko tego elektoratu PiS-owskiego i dla elektoratu PSL-u nie jest zrozumiałe, dlaczego się nie rozmawia.

A po co premierowi takie spotkanie? To jest wyciągnięcie...?

Zmiana narracji. Nie, to nie jest...

Wyciągnięcie ręki do zgody – nie? Pan tego tak nie postrzega?

Nie, nie postrzegam tak tego. Postrzegam to jako taki strategiczno-polityczny ruch, żeby zmienić narrację i sprowadzić całą tę dyskusję i zabójstwie w Gdańsku do niezbędnych zmian w Kodeksie karnym, a nie do przyczyn, czyli mowy nienawiści, agresji, do tego, że pan świętej pamięci Paweł Adamowicz był szczuty przez telewizję publiczną i teraz można to sprawdzać, w jaki sposób odbywało się to jego grillowanie w telewizji. To spotkanie w takiej formule... Ja słyszałem, że jakieś materiały zostały rozesłane.

No tak, też tak słyszałam.

Tego to ja nie wiem, bo nie dostałem żadnych materiałów, sprawdzałem dzisiaj...

I co, poczuł się pan poszkodowany?

Nie, nie poczułem się...

Czy po macoszemu troszeczkę potraktowany?

Nie, nie czuję się po macoszemu potraktowany, bo być może te materiały zostały wysłane w formie papierowej. Czasami tak rząd robi. I forma papierowa...

A pan jest już taki cyfrowy, tak?

Wie pani, żeby rano sprawdzić, czy późno wieczorem, to raczej elektronicznie się sprawdza. Być może dotarły w formie papierowej i akurat tuż po naszym spotkaniu sprawdzę, co przyszło.

Czyli na spotkanie do premiera pan nie pójdzie.

Nie, ja nie idę.

Właściwie to spotkanie jest w Sejmie zorganizowane. A do Telewizji Polskiej też pan nie będzie chodzić?

Nie.

Do końca kadencji pan nie będzie chodzić ani na plac Powstańców, ani na Woronicza, tam gdzie się produkuje te programy?

Ja zaproponowałem bojkot ponad półtora tygodnia temu, cieszę się, że PO również taką decyzję podjęła – do odwołania Jacka Kurskiego.

Ale to nie nastąpi.

A skąd pani wie?

Tak wskazują wszystkie znaki na ziemi i niebie. Prezes Kaczyński ma stawać murem za prezesem Kurskim.

Wiem, czytałem te same artykuły, tylko artykuły są albo informacją, albo spekulacją. Uważam, że w sytuacji, kiedy mamy serię oszczerczych materiałów, które są nieobiektywne, z tezą. A potem występują politycy i komentują, to uwiarygadniają ten przekaz. Jeżeli cała opozycja byłaby w tej sprawie zjednoczona, to telewizja publiczna przestałaby być ewidentnie publiczną, stałaby się wyłącznie propagandową. I Polacy mieliby taki mocny sygnał: „Tam chodzi tylko PiS. Albo PiS-opodobni, czyli tacy jak Kukiz”.

Ale już wiadomo, że Robert Biedroń nie będzie bojkotował TVP. On mówi: „To nie jest moja wojna, bo to jest wojna między PiS-em a PO”. Będzie chodziła Nowoczesna, będzie chodziło PSL...

Wie pani co, ja powiem tak: nie wolno mówić, że to nie jest moja wojna, bo chodzi o Polskę. Tu mamy poważny spór polityczny. To nie są dwie strony, bo oprócz tego... W tej kwestii uważam, że powinniśmy być razem, tak jak byliśmy wszyscy razem na pogrzebie, ponadpartyjnie. Były osoby z lewicy, byli ludowcy, byli przedstawiciele partii liberalnych, była konserwatywno-ludowa PO. Wszyscy byliśmy na pogrzebie i w tej sprawie... To jest nasza wspólna sprawa. I jeżeli ktoś mówi: „To nie jest moja wojna” – każdego to może trafić. Taki akt agresji mógł dotknąć każdego i w związku z tym każdego to dotyczy. Nie można powiedzieć: „Moja chata z kraja”, bo to jest bardzo wsobne i uważam, że w ten sposób zło będzie zwyciężać – jeżeli będziemy takie podejście mieli, że to nie moja sprawa.

A pana zdaniem jest taka szansa, że pan prezydent zawetuje kolejną transzę pieniędzy, które mają powędrować do mediów publicznych? Najwięcej pewnie dostanie telewizja publiczna, tak jak poprzednim razem. Teraz wchodzą w grę naprawdę duże pieniądze.

Miliard...

Kolejny miliard złotych prawie.

Trudno mi mówić w imieniu prezydenta. Ja jestem zwolennikiem likwidacji abonamentu, co do zasady. Uważam, że abonament TVP....

Jak [dbać] o media publiczne w takim razie?

Prosta sprawa, powinny być przetargi na treści. Jeżeli mamy treść np. edukacyjną, historyczną, są przetargi. I do tych przetargów startują wszystkie media: i publiczne, i komercyjne.

Wie pan, ile by to trwało?

Dużo szybciej by to trwało niż dofinansowanie TVO i propaganda, która się stamtąd sączy. Jest misja publiczna, może być finansowana na tej zasadzie z podatków, ale abonament TVP nie ma sensu, to jest dodatkowy podatek, a wielu z nas już nie ma telewizji. Dobrze pani wie, że można w innej formie oglądać treści.

Ależ oczywiście, że można, no i bardzo wiele osób już z tego korzysta. Musimy tutaj skończyć tę część radiową. Też dlatego, że się pan trochę spóźnił.

Bardzo panią przepraszam jeszcze raz, i radiosłuchaczy.

No ale nie z własnej woli, oczywiście.

Nie z własnej też winy do końca.

Tak jest. Tyle w Radiu ZET, Ryszard Petru, partia Teraz!, ale jesteśmy cały czas na Facebooku i na RadioZET.pl.

Dziękuję bardzo.

Partię Teraz! stać na samodzielną kampanię do PE

„Jest dobrze. Mogę powiedzieć, że mamy nadwyżki finansowe” – mówi w internetowej części rozmowy Ryszard Petru z partii Teraz! o budżecie swojego ugrupowania. Nie ujawnia konkretnych kwot. Zapewnia jednak, że pieniędzy wystarczy na samodzielną kampanię do Parlamentu Europejskiego.

O kampanii do europarlamentu mówi: „Jest relatywnie tania w stosunku do kampanii do parlamentu polskiego”. Przyznaje, że na konto partii Teraz! trafiają pieniądze także od biznesmenów. „Każdy ma prawo wpłacać. Oczywiście że przedsiębiorcy wpłacają” – dodaje gość Radia ZET.

Na pytanie Beaty Lubeckiej o samodzielny start do PE, Ryszard Petru odpowiada: „Optymalnym rozwiązaniem dla wszystkich byłaby szeroka koalicja europejska”. Przyznaje jednak, że pokusa samodzielnego startu jest silna. „Nie ma tam czystej metody D'Hondta. To nie jest tak, że ten kto wygrywa bierze najwięcej” – zapewnia współzałożyciel partii Teraz!.

„W poprzednich wyborach partie mające słabe sondaże przed, startując w wyborach do PE miało bardzo dobre sondaże. Korwin-Mikke wszedł do europarlamentu, PSL wszedł” – wymienia. „Jest duża pokusa. Razem czy oddzielnie? Mamy ten sam efekt z przełożeniem na mandaty” – dodaje. Dlaczego opozycji opłaca się wspólny start? Gość Beaty Lubeckiej odpowiada: „bo powstanie efekt fali i możemy znokautować PiS działając wspólnie”.

Na temat rozmów koalicyjnych twierdzi, że jest ich dużo: „Ogłaszanie ma sens dopiero wtedy, kiedy będzie to zamknięte”.

Lider partii Teraz! został zapytany również o to, czy wszyscy członkowie jego ugrupowania zmieszczą się w windzie. „Dziękuję za taki dowcipny komentarz. Celem jest prosta rzecz, po 100 osób w każdym regionie, czyli 1600 w Polsce” – wylicza Ryszard Petru.

RadioZET/JZ/PaNa