Zamknij

Bronisław Komorowski: Żałobę cynicznie zamieniono w polityczną pałkę do walenia w głowy konkurencji

Katarzyna Mierzejewska
10.04.2017 06:53
Bronisław Komorowski Gościem Radia ZET
fot. Radio ZET

„Poranek sprzed 7 lat tkwi w mojej pamięci jako moment szczególnie trudny. Najpierw miałem telefon od szefa MSZ z informacją, że prawdopodobnie doszło do katastrofy. Potem potwierdzenie, że zginął prezydent, a ja przejmuje funkcję głowy państwa” – wspomina Gość Radia ZET, były prezydent Bronisław Komorowski. „Nie było czasu na żadne rozważania, przeżywania i rozterki. Trzeba było brać się za robotę” – dodaje. Komorowski uważa, że znalazł się w „oku cyklonu”. „Koncentrowałem się na stabilizacji państwa, a mimo to stałem się obiektem nieprawdopodobnych ataków. Każda próba wspólnotowego przeżycia tego dramatu spotykała się z natychmiastową odprawą ze strony konkurencji politycznej” – komentuje.

 

Konrad Piasecki: Były prezydent Bronisław Komorowski, gościem Radia ZET, dzień dobry, witam.

Bronisław Komorowski: Dzień dobry, witam państwa.

Panie prezydencie ten poranek sprzed siedmiu lat, poranek 10 kwietnia pan wciąż wspomina ze ściśniętym sercem?

Nie to, że wciąż wspominam, ale oczywiście gdzieś tkwi w pamięci, jako moment szczególnie trudny, bo najpierw miałem telefon od ministra spraw zagranicznych.

I to on panu przekazał tę informację o katastrofie.

Najpierw z informacją, że prawdopodobnie doszło do katastrofy. A następnie telefon, że katastrofa została potwierdzona i, że zginął prezydent, a ja, jako marszałek sejmu przejmuję odpowiedzialność i przejmuję funkcje głowy państwa, łącząc te dwie funkcje jednocześnie.

Czyli rozumiem dosyć szybko zdał pan sobie sprawę z tego, jaką rolę powierzyła panu i konstytucja i historia w tym momencie?

Tak, wie pan, już nie było czasu na żadne rozważania, na jakieś przeżywania i rozterki, tylko po prostu trzeba było się brać za robotę, wsiadałem w samochód, wracaliśmy wtedy spoza Warszawy. I po drodze wykonałem już dziesiątki telefonów. Po drodze spotkał nas samochód borowski, który jechał z naprzeciwka, odebrał nas, a ja cały czas na telefonie, bo to były telefon, które oznaczały po pierwsze konieczność potwierdzenia wypadku, po drugie zbadanie okoliczności prawnych, w których ja się znalazłem, a po trzecie już rozpoczęcie normalnych przygotowań do podjęcia decyzji stabilizujących państwo w obszarze wojska, w obszarze NBP, w obszarze kancelarii prezydenta, itd.

Dzisiaj już możemy sobie na refleksje i rozważania pozwolić, czy myśli pan, że polska polityka miałaby dziś inny kształt, byłaby w innych emocjach i w innym punkcie, gdyby nie doszło do tej katastrofy?

Myślę, że jeżeli się uzna, że nie chodzi o samą katastrofą, bo z katastrofą, jej dramatycznymi skutkami, śmiercią prezydenta, śmiercią dowódców wojskowych, wielu, wielu polityków pewnie dałoby się żyć w państwie normalnym, jakoś te blizny zabliźniać. Ale myślę, że o wiele trudniej się żyje w Polsce podzielonej w wyniku popsucia, takiego świadomego złamania nastroju wspólnoty, która powstawała w wyniku żałoby.

Uważa pan, że ten poziom niechęci, głębokość podziałów, nieumiejętność porozumienia ponad podziałami, to jest w dużej mierze dzieło właśnie dramatu smoleńskiego?

Ja myślę, że to nie jest problem braku umiejętności łączenia i życia ponad podziałami, ile świadome wykorzystanie żałoby i klimatu katastrofy, który powstał w wyniku katastrofy, do takiej bieżącej walki politycznej. To rzeczywiście na trwałe podzieliło, nie brak polskich umiejętności życia razem pomimo różnic, tylko świadome i dosyć cyniczne wykorzystanie żałoby jako oręża politycznego, do walenia w głowę konkurencji politycznej.

Ale nie uważa pan, że to jest wynik niezrozumienia z jednej strony emocji, a z drugiej strony poziomu żałoby, jaką miały dwie strony?

Nie, nie…

Bo wyście w którymś momencie się przestali rozumieć panie prezydencie po katastrofie.

Nie, nie, absolutnie nie zgadzam się z taką opinią, bo wie pan, żałoba była po obu stronach. Po wszystkich stronach, bo przecież w katastrofie smoleńskiej zginęli nasi przyjaciele, nasi krewni, z tej strony sceny politycznej i była, odwrotnie, była chęć przeżycia wspólnego, wspólnotowego. To mogła, to była niebywała szansa tak, jak to z Polakami bywa, w nieszczęściu czasami łatwiej jest o jedność, tak było przy różnych dramatach wojennych, w tym wypadku, no jednak konkretne środowiska doszły do wniosku, że bardziej im się opłaca trochę albo zawłaszczyć żałobę, ale przede wszystkim uczynić z niej oręż polityczny, psując szanse na wspólnotowe  przeżycie katastrofy i jej skutków.

Ale nie jest tak, że dzisiaj pan jest w stanie też dostrzec, spojrzeć i dostrzec przewiny pańskiego obozu politycznego w tym, co działo się przed i po Smoleńsku?

Wie pan, po co tu sięgać daleko, ja sam znalazłem się w oku cyklonu nie dlatego, że jakikolwiek, w najmniejszym stopniu brałem udział w przygotowaniach do wyjazdu prezydenta do Smoleńska, do Katynia, tylko dlatego, że tak mnie zakwalifikowali moi przeciwnicy. Więc ja się koncentrowałem na stabilizacji państwa. A mimo to stałem się obiektem ataków, nieprawdopodobnych ataków od samego początku, od samego początku także w żałobie, która koncentrowała się pod pałacem prezydenckim też się przełamywało to, czy to będzie wspólnotowe, czy będzie osobne. Każda próba wspólnotowego przeżycia tego dramatu spotykała się z natychmiastową odprawą ze strony konkurencji.

Ale powiedziałby pan, nie w kontekście tej żałoby, ale raczej w kontekście tego wszystkiego, co działo się po katastrofie jeśli chodzi o śledztwo, jeśli chodzi o przygotowanie państwa polskiego, jeśli chodzi o takie procedury, które w tym państwie powinny zadziałać, powiedziałby pan dzisiaj, że rzeczywiście państwo polskie zdało egzamin wtedy?

Ja mogę powiedzieć o sobie, mogę powiedzieć o konstytucji, której sam nie byłem fanem, konstytucja zdała, w stu procentach egzamin.

A państwo polskie zdało, państwo polskie wykazało się…

A więc siłą rzeczy fundament państwa polskiego sprawdził się w stu procentach.

Ale wykazało się państwo polskie siłą i przygotowaniem, które byłoby adekwatne do wymiarów i rozmiarów tej katastrofy?

Wie pan, to takie rozważania trochę bez sensu, proszę wybaczyć, ale gdzie na świecie zdarzyła się podobna katastrofa? Można raczej, chyba sensowniej jest dociekać tego czy sam fakt takiej katastrofy jakoś naznacza państwo polskie negatywnie, bo sam fakt wychodzenia z tej katastrofy, według mnie, naznacza pozytywnie. Bo udało się uruchomić program zarówno wyciągnięcia wniosków z katastrofy, mam w tym swój udział, jak i jakby odbudowanie państwa polskiego, jeśli chodzi o jego zdolność zarządzania i kryzysem i sytuacją postkryzysową.

A ja nie zgodzę się panie prezydencie z panem, że to jest bez sensu, bo właśnie moim zdaniem poziom przygotowania i poziom reakcji państwa polskiego i poziom takiej sprawności państwa polskiego w reakcji na tę katastrofę i braku tej sprawności jest w dużej mierze praprzyczyną tego, co obserwujemy dzisiaj.

Nie, tu się nie zgadzamy zupełnie.

No to się nie zgadzamy.

Nie zgadzamy. Dlatego, że wie pan, jeżeli jest cyniczna decyzja, politycznej natury o tym, że należy żałobę zamienić w pałkę polityczną to ją się zamienia. A próba wyposażenia państwa polskiego, co pan sugeruje, w jakieś lepsze zdolności do organizowania żałoby i przeżywania żałoby, wydaje mi się politycznie mało sensowne.

Właśnie nie żałoby, nie, nie, nie, panie prezydencie, ja mówię o reakcji, o śledztwie, o postępowaniu państwa, o procedurach, o badaniu przyczyn tej katastrofy, że tutaj, wszyscy my byliśmy strasznie zagubieni.

Ja nie sądzę żeby wszyscy byli zagubieni, może część polityków była zagubiona i część dziennikarzy pewnie też, bo pewnie były, targały wszystkimi ludźmi emocje. Tak to już jest proszę pana, że o wiele łatwiej jest ludzi, pewne kategorie ludzi przekonać do każdej spiskowej teorii, niż do logiki, jeśli ta logika boli. A boli oczywiście, każdego przeciętnego Polaka i słusznie, bolało to przekonanie, że prezydent w ogóle nie powinien lecieć w taką pogodę, a tym bardziej lądować w Smoleńsku. Tak państwo polskie powinno zadziałać, panie prezydencie, powinien powiedzieć pilot, mieć tą odwagę nie wolno nam lądować w takich warunkach. Ale tak nie powiedział. Ale czy należy oskarżać państwo polskie, wydaje mi się to przesadą, bo to są błędy konkretnych osób, brak odwagi w powiedzeniu prezydentowi nie lecimy, albo powiedzenie, odważne powiedzenie panie prezydencie na tym lotnisku w ogóle nie wolno lądować.

A jak pan dzisiaj, panie prezydencie patrzy, bo na pewno będzie mnóstwo emocji…

Albo, gdyby na przykład dowódcy wojskowi powiedzieli panie prezydencie nie wolno nas zabierać ze sobą, bo może się zdarzyć katastrofa.

Będzie dzisiaj mnóstwo emocji politycznych wokół tych uroczystości żałobnych, jak pan patrzy na te kontrdemonstracje Obywateli RP, jak pan patrzy na blokowanie Wawelu, pan to rozumie? Czy jest w panu potępienie dla takich działań?

Pewnie byłoby o wiele łatwiej o jakieś formy potępienia, gdyby nie całe właśnie doświadczenie lat siedmiu, mianowicie, to jest stara zasada kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. To tyle było nienawiści, ja jej doświadczałem w najwyższym stopniu, tyle nienawiści, aż po prawie, po wypędzanie diabła z pałacu prezydenckiego, tyle było nienawiści, że trudno się dziwić, można ubolewać, ale trudno się dziwić, że dzisiaj jest taka reakcja.

Nie dziwi się pan, jak widzi pan demonstracje przed Wawelem, które uniemożliwiają, czy utrudniają wjazd Jarosławowi Kaczyńskiemu?

Dziwić się nie dziwię, nie, ja nad tym ubolewam, ale wie pan, jeszcze raz mówię, no myślę sobie: sieliście tyle lat wiatr, zbieracie burzę. Może ta burza jest zresztą nieduża, ale oczywiście jest przykrością pewną i jest rzeczą, której nie powinno być, ale to powiedziałbym pytanie raczej do tych, którzy przez siedem lat urządzali egzorcyzmy przed pałacem prezydenckim, którzy wyklinali, wymyślali jakieś wersje zbrodnicze, obciążające i państwo polskie i konkretnych ludzi i, którzy do dzisiaj się nie rozliczyli ze swojego siania nienawiści przez tyle lat.

To na koniec dwa zdania o polityce, uderzenie w rządzących konstruktywnym wotum nieufności z perspektywy tych trzech dni, uważa pan, miało sens?

Powiedziałbym reakcja była konieczna, bo skala kompromitacji rządu polskiego w wyniku wystawienia przedziwnego kontrkandydata na przewodniczącego Rady Europejskiej, przeciwko Polakowi, Donaldowi Tuskowi, no ta skala kompromitacji była ogromna. Reakcja musiała być. Pytanie, czy ktoś miał lepszy pomysł na ostrą reakcję? Chyba nie.

Tylko czy nawet jeśli miał niezły pomysł, czy nie mógł tego rozegrać, bardziej jednak wspólnotowo, opozycyjnie, a nie z takim poczuciem, że my, hegemon, Platforma Obywatelska pokażemy wam maluchom, kto tu rządzi i karty rozdaje?

Partie polityczne mają to do siebie, że one myślą w kategoriach właśnie zawsze trochę części, partia to jest od łacińskiego słowa - część. I one myślą w kategoriach własnego interesu, no i pewnie każdy tą przewagę chciałby zaznaczyć. Ale to dotyczy wszystkich środowisk politycznych, które się czują mocniej, wcześniej kto inny czuł się mocniej i dawał to odczuć. Problem polega na tym żeby na końcu, przed wyborami doszło do jakiejś wersji sojuszu politycznego.

A dojdzie pańskim zdaniem?

Według mnie tak.

Te rowy wewnątrz opozycji nie są zbyt głębokie?

Trzeba pilnować żeby nie były pogłębiane, ale według mnie dojdzie. Nie dlatego, że partie przestaną być partiami,  tylko dlatego, że jeszcze jest czynnik zewnętrzny, który je będzie zachęcał, albo zmuszał do szukania jedności, w imię uzyskania lepszych wyników wyborczych. Tym czynnikiem jest Jarosław Kaczyński i PiS. I im bardziej on się zachowuje agresywnie i jest  niebezpieczny, tym bardziej skłania co rozsądniejszych polityków, w różnych partiach politycznych, do myślenia w kategoriach jedności opozycji, ale także jedności przyszłej koalicji rządzących.

Bronisław Komorowski, ciąg dalszy na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.

"Macierewicz jest cząstką zbiorowego zjawiska pt. użyteczni idioci wykorzystywani przez Rosję"

 

Jest w polityce i w pracach wywiadów – szczególnie rosyjskiego – stosowana zasada wykorzystywania użytecznych idiotów. Takich ludzi, którym się wydaje, że robią coś niesłychanie ważnego dla swojego kraju, a tak naprawdę są wykorzystywani do realizacji gry innego mocarstwa. Macierewicz jest cząstką zbiorowego zjawiska pt. użyteczni idioci wykorzystywani przez Rosję – mówi w internetowej części programu „Gość Radia ZET”, były prezydent Bronisław Komorowski. Jego zdaniem stratedzy rosyjscy mogą cieszyć się z „beztroski w likwidowaniu struktur i dorobku wolnej Polski, w postaci generałów”. To coś nieprawdopodobnego. Tego rodzaju czystek nie było nigdy. Nawet bolszewicy dbali o to, żeby nie naruszyć kadr sił zbrojnych, bo były one gwarancją bezpieczeństwa – ocenia gość Konrada Piaseckiego.

Po tym wszystkim, co osobiście przeżyłem - atakach, wylewaniu wiader pomyj politycznych na mnie, na moją rodzinę i dzieci, nieprawdopodobnej porcji nienawiści -  nie mogę ukryć, że na dnie serca miałem jakąś formę brzydkiej satysfakcji, kiedy zobaczyłem polityków PiS-u, którzy raptem boją się reakcji innych ludzi – mówi Bronisław Komorowski. Były prezydent był pytany o blokadę Sejmu 16. grudnia. Zaznacza, że „to nie są piękne uczucia, ale chyba w jakimś stopniu zrozumiałe”. Tylu z was pluło na tylu wspaniałych ludzi. Ciekawe, jak wy się teraz czujecie – zwraca się Komorowski do polityków Prawa i Sprawiedliwości. Nie chwalę się tym, ale nie potrafię w sobie zwalczyć pokusy myślenia: poczujcie, jak to jest. Czasami warto przyznać, że się nie jest człowiekiem kryształowego charakteru – dodaje Gość Radia ZET.

Były prezydent odpowiada również na pytania m.in. o powrót do polityki, Syrię i list otwarty ws. UE. 

 

RADIO ZET/MA