Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Mateusz Waligóra dokonuje niemożliwego! Pieszo pokonał półmetek pustyni Gobi [RAPORT]

18.09.2018 14:45

Celem Mateusza Waligóry jest pierwsze, samotne przejście pustyni Gobi bez wsparcia z zewnątrz. Na ten moment Waligóra pokonał 915 KM. To półmetek jego wyprawy. Przed nim najtrudniejszy fragment drogi. Radio ZET ma zaszczyt kibicować Mateuszowi i patronować temu historycznemu wydarzeniu.

Mateusz Waligóra dokonuje niemożliwego! Pieszo pokonał półmetek pustyni Gobi [RAPORT] fot. Mateusz Waligóra

W ciągu ostatniego tygodnia często gubiłem ścieżkę. Wiodła dolinami, do których z gór spływały rzeki – czas przeszły, bo teraz nie ma w nich wody. Do pokonania miałem więc wiele pustych koryt, w których gubiły się ścieżki. Przekraczanie koryt jest problemem, bo w środku jest mnóstwo ostrych krzaków. Nie da się ich ominąć, trzeba jakoś przeciągnąć wózek. Za którymś razem wbiłem kawałek drewna w oponę. Dziura miała trzy milimetry. Łatałem ją dwa razy. W sumie na jedną z dętek nakleiłem już 16 łat. Często odpadają. Mam ich drugie tyle – nie wiem, czy to nie za mało.

Mam taką zasadę, że wybieram ścieżkę tylko wtedy, gdy jej przebieg pokrywa się z obrazem na przynajmniej dwóch z pięciu map, które zabrałem. Chciałem dojść do osady Shinejinst od północy, przez góry. Taką ścieżkę wskazywała tylko mapa rosyjska, ale zaryzykowałem, bo wcześniej nigdy nie zawiodła. Po pewnym czasie ścieżka rozmyła się w stepie. Szedłem na azymut po kamieniach, trawie, krzakach, setkach suchych koryt. Często musiałem nadrabiać drogę, żeby obejść koryto i znaleźć lepsze przejście. Słucham sobie audiobooka książki Marka Kamińskiego i te suche koryta kojarzą mi się trochę ze szczelinami w lodowcu, które Kamiński pokonywał w drodze na biegun.

Podczas przekraczania jednego z koryt wózek popchnął mnie do przodu i skręciłem lewą nogę. Boli, kuśtykam, jem dziennie dwa ketonale. Problem mam też z prawą nogą, bo boli mnie ścięgno Achillesa.

Do Shinejinst dotarłem od południa. To osada, trochę większa niż Bayantorooi. Wodę rozwozi minicystercna. W wiosce stoi sporo jurt, jest też prąd. Miejscowa sklepikarka pozwoliła mi przenocować w swojej altance. Podgrzałem wodę i wymoczyłem stopy. Na lewej w miejscu pęcherzy zrobiła mi się spora dziura o głębokości ok. 7 milimetrów. Nie mam jak tego wyleczyć, mam nadzieję, że nie dojdzie do zakażenia.

W Shinejinst było bardzo zimno. Rankiem wózek był oblodzony, a na ziemi leżało kilka centymetrów śniegu. Dzień robi się krótszy, muszę rozbijać namiot godzinę wcześniej niż na początku wyprawy.

W kolejnych dniach udawało mi się pokonywać po 40 km. To już nie jest samotna wyprawa; idziemy razem – ja i ketonal.

We wtorek dotarłem do Bayanlig. Znalazłem tu nocleg i prysznic! Odpocznę dzień albo dwa, spróbuję zaleczyć nogi. Przede mną najtrudniejszy moment wyprawy – 8 albo 9 dni drogi, 250 km bez żadnych wiosek i rzek. Podobno są jakieś studnie, ale pozamykane na kłódki. Nie ma dróg ewakuacji – albo do przodu albo powrót do Bayanlig. Ale widok może być wspaniały – ścieżka wije się u podnóża wielkich wydm.

Zastanawiam się, czy sobie poradzę. Za mną 915 km, przede mną 900.

Mateusz Waligóra dla Radia ZET.

Zapraszamy do odwiedzenia oficjalnej strony wyprawy: www.walkthegobi.com

Źródło: walkthegobi.com/Dominik Szczepański/Mateusz Waligóra

Oceń