Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Nie dzielą skóry na Niedźwiedziu, czyli Berlinale bez wyraźnych faworytów

19.02.2018 15:13

68. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie znów zaskakuje odważnymi tematami, akcjami społecznymi czy niekonwencjonalnymi projektami gwiazd. Brak jednak „pewniaków” do zdobycia głównych nagród: Złotego Niedźwiedzia czy Srebrnych Niedźwiedzi. 

Nie dzielą skóry na Niedźwiedziu, czyli Berlinale bez wyraźnych faworytów fot. eastnews.pl

Polacy oczywiście trzymają kciuki za kilka polskich nazwisk: Szumowską, Żala, Szelc czy Ziółkowską. — Sporo tu mówi się o Łukaszu Żalu, autorze zdjęć do filmu „Dowłatow” w reżyserii Rosjanina Aleksjeja Germana Juniora — mówi na antenie Radia ZET Grażyna Torbicka. „Dowłatow” to film opowiadający o bohemie artystycznej Rosji z lat 70. Można spodziewać się nagrody za osiągnięcia artystyczne, bo nagrody konkretnie „za zdjęcia” Berlinale nie przyznaje — uzupełnia specjalna wysłanniczka Radia ZET na Berlinale.

Od #metoo do #speakup 

W relacjach Torbickiej słychać sporo nie tylko o filmach, ale również o całej otoczce Festiwalu — między innymi o przeniesieniu akcji „Me Too” do Berlina i o specjalnym punkcie, gdzie osoby ze świata filmu mogą zgłaszać przykłady molestowania. Berlińską wersją tej akcji jest „Speak Up”. — Manifest Speak Up w Berlinie odczytała Małgorzata Szumowska. Chodzi o pokazanie, że to także problem w świecie filmowym, w świecie artystycznym. Molestowanie seksualne rodzi się tam, gdzie jest zależność władzy, a w świecie kina kierownicze stanowiska zajmują przede wszystkim mężczyźni — wyjaśnia Torbicka. Manifest zakłada parytet: 50/50, 20-20 — czyli dopuszczenie do sytuacji, gdy połowa kobiet zarządza w produkcji filmowej; miałoby się tak stać do 2020 roku. — To pierwsza konstruktywna propozycja, nie tylko mówiąca o problemie, ale pokazująca konkretne rozwiązania, składane na podatnym gruncie. Od dawna przecież wiadomo, że na wielkie festiwale zapraszani są przede wszystkim reżyserzy, a nie reżyserki. Mówimy o filmach mężczyzn, a nie kobiet. A przecież te drugie też są i mają ciekawe spojrzenie — uzupełnia dziennikarka.

Slow movie

Gdy pytamy Grażynę Torbicką o mnogość filmów na Festiwalu, ta przyznaje, że jest ich sporo, ale wartościowych produkcji z pewnością nie przeoczy. — Mieszają się słabe filmy; dobre — pamiętasz — wyjaśnia. — Nie brak produkcji o zaskakującej treści i zaskakujących formą. Niebawem ruszam na pokaz najnowszego filmu Lava Diaza, który zawsze proponuje filmy, które trwają nie krócej niż cztery godziny. Ten filipiński reżyser i scenarzysta w 2016 roku zdobył Złotego Lwa na Festiwalu w Wenecji.
Na Berlinale nie brak też krótkich metraży. Tu warto zwrócić uwagę na animację „Na zdrowie!”. Za jej scenariusz i reżyserię odpowiada Paulina Ziółkowska. Film pokazano już w konkursowej sekcji dla dzieci i młodzieży Generation 14plus. Ta kilkuminutowa produkcja powstała w łódzkiej Filmówce.

Czerwony dywan

W stolicy Niemiec nie brakuje też znanych twarzy. Plotkarskie portale rozpisują się na przykład o kreacjach Roberta Pattinsona i Mii Wasikowskiej, którzy na Berlinale pojawili się z okazji premiery ich nowego filmu „Damsel”. To produkcja, która rywalizuje w konkursie głównym między innymi z „twarzą” Małgorzaty Szumowskiej. — Już na ceremonii otwarcia było widowiskowo. Widowiskowe były nie tylko sławy, ale też widok gwiazd, na przykład w sukniach z odkrytymi plecami i reporterów opatulonych w kożuchy. Na każdym festiwalu można zobaczyć, że im mniej znana gwiazda, tym dłużej zajmuje jej przejście po czerwonym dywanie. A gdy pojawia się na przykład Tilda Swinton czy Bill Murray — ci szybko przemykają, parę razy zapozują i tyle ich widziałeś — relacjonowała w Radiu ZET Grażyna Torbicka.

Berlinale to kolejny festiwal, na którym także na czerwonym dywanie nie brakuje protestów. Podczas rozdania Złotych Globów w styczniu gwiazdy wystąpiły w czarnych kreacjach; podczas Grammy wpięły w stroje białe róże, a w Berlinie część pojawiła się w trampkach i dresach. To z kolei akcja #NobodysDoll, którą zaproponowała niemiecka aktorka Anna Brüggemann, według której „strojenie się” na czerwony dywan jest seksistowskie i nie powinno pojawiać się na galach i balach.

Relacji Grażyny Torbickiej w Radiu ZET możesz posłuchać codziennie po 12:30 w Radiu ZET.

 

(rokl) 

Oceń