Zamknij

Polska - Kolumbia. Radosław Majdan: Nasi piłkarze przed meczem z Kolumbią są w beznadziejnej sytuacji

Dominik Gołdyn
23.06.2018 21:39
Radosław Majdan
fot. Radio ZET

- Dzisiaj jest czarny nastrój, bo ta reprezentacja wcześniej dała nam wiele nadziei. Meczem z Senegalem to przekreślili, nie zazdroszczę im - mówił Radosław Majdan. Były bramkarz w rozmowie z Łukaszem Konarskim podkreśla jednak, że jeśli piłkarze będą potrafili się podnieść, tym większy szacunek i porażkę w pierwszym meczu uznamy za wypadek przy pracy. Mecz Polska - Kolumbia na żywo od 20 na radiozet.pl.

Łukasz Konarski: Radosław Majdan, bramkarz, były reprezentant Polski, ekspert Eurosportu. Jak się śpi w nocy przed meczem o wszystko?

Radosław Majdan: No chyba wtedy stara się już wyciszyć, żeby te emocje już nie buzowały, żeby generalnie koncentrować się i przygotować się do tego, co czeka nas na drugi dzień. Ja pamiętam, bo byliśmy w bardzo podobnej sytuacji w 2002 roku na mistrzostwach świata w Korei, gdzie po pierwszej porażce z Koreą czekał nasz mecz z Portugalią, też faworytem tej grupy i też mecz, jak to się mówi, o to przysłowiowe życie i bycie na mundialu. Więc wtedy to już trzeba się wyciszyć, trzeba się skoncentrować, pomyśleć, że czeka nas ważny dzień i nie można do tego podejść ot tak sobie i ja wierzę, że nasi piłkarze poświęcą dużo czasu na ten trening mentalny, czyli każdy w swojej głowie gdzieś rozliczył siebie już co do meczu z Senegalem, a teraz przygotuje się już do meczu z Kolumbią.

Jak piłkarz radzi sobie z tą presją?

To jest tzw. trening autogenny, bo wszystko wychodzi z psychiki, więc w tej psychice każdy indywidualnie musi się przygotować do meczu. Oprócz tych odpraw z trenerem, gdzie rozmawia, omawiając taktykę, mobilizując swoich piłkarzy, gdzie są rozmowy z zawodnikami. Później na koniec dnia i tak każdy idzie do własnego pokoju. I to jest bardzo ważna część tego tzw. właśnie psychologicznego przygotowania się do wielkiego wyzwania. Ten mecz na pewno dla nich jest olbrzymim wyzwaniem i tutaj każdy musi to indywidualnie rozpatrzeć i przygotować się do tego. Wtedy najczęściej myśli się o tym, co nas czeka, nawet wyobrażając sobie czasem sytuacje boiskowe, gdzieś wizualizując sobie swoich rywali, moich kolegów z drużyny, jak to powinno się odbywać. jeżeli ja byłem bramkarzem, to czasami wyobrażałem sobie, jak jest dośrodkowanie w polu karnym, jak dochodzę do piłki, no i takie typowe boiskowe sytuacje.

Często teraz widać, że piłkarze mają słuchawki na uszach i słuchają muzyki. Jakiej muzyki się wtedy słucha? Jakiejś takiej spokojnej czy takiej, która dodaje powera?

Nie wiem.

Pan nie słuchał?

Ja słuchałem, ja słuchałem muzyki rockowej, ale pamiętam, po mistrzostwach Europy nasi piłkarze bawili się przy muzyce disco polo. Nie wiem, czy to im zostało do dzisiaj. Każde pokolenie ma swoją muzykę, to jest kwestia indywidualna, jeżeli chodzi o gatunki muzyczne, ale też myślę, że to też zależy, czy ktoś od tej muzyki potrzebuje czegoś więcej, czy potrzebuje wyciszenia, czy potrzebuje energii. I ja pamiętam, że jak jeździłem na mecze, to słuchałem ACDC. Repertuar tego zespołu dodawał mi energii, szczególnie te mocne gitary Angusa Younga napawały mnie taką wolą podjęcia walki.

Gdy pan był na mundialu, czyli 2002 rok, nie było Facebooka, Twittera, hejtu od kibiców od razu na ekranie telefonu komórkowego.

To prawda. Nie było tak szerokiej skali i tak luźnej formy wypowiedzi, jaka jest dzisiaj. Jeżeli ktoś jest zdenerwowany, sfrustrowany czy podirytowany, może w następnej minucie przelać to przez swój telefon na Internet, docierając bezpośrednio do zawodników przez ich Instragramy, Facebooki. No i kwestia tego, czy oni to czytają.

A czytają, myśli pan?

Myślę, że ci silniejsi tak. A być może ci, którzy chcą się odizolować i odciąć od tego, co się dzieje w kraju, być może nie. Bo myślę, że oni na pewno mają świadomość, że rozczarowali, że zawiedli, że ten mecz bardzo mocno im nie wyszedł. i jeżeli ktoś czuje się na tyle mocny, że ta krytyka mu nie przeszkadza, no to to czyta, a jeżeli ktoś uważa, że i tak jest blisko maksimum swojej wytrzymałości, no to wtedy wycisza telefon albo też po prostu nie korzysta z Internetu.

A tak patrząc na tych piłkarzy, którzy tam są, piłkarskie maszyny, myśli pan, że oni czytają i np. mówią: "A, to wam teraz pokażemy! To będzie mecz taki, że wszystkim pójdzie w pięty".

Myślę, że powinni tak do tego podchodzić, bo ja pamiętam, jak byliśmy zawodnikami, też nie zawsze zgadzaliśmy się z krytyką. Wydawało nam się, że zrobiliśmy wiele, a np. dziennikarze opisywali, że to był fatalny mecz i nie chciało nam się. Ale zawsze są te dwie strony, inne jest spojrzenie zawodnika, inne dziennikarzy i trenerów, fachowców czy ludzi, którzy lubią komentować wydarzenia sportowe. Natomiast jeden jest fakt bezsprzeczny - to jest to, że ta reprezentacja podczas już tego dobrego okresu za kadencji Adama Nawałki zagrała drugi najgorszy mecz. Pierwszy to był ten z Danią na wyjeździe, gdzie przegraliśmy 4:0. Wtedy traktowaliśmy to jako wypadek pry pracy. Teraz mecz z Senegalem - w bardzo podobnym stylu przegrany, kuriozalnie stracone bramki. Też jeszcze traktujemy to jako coś, co było po prostu słabą dyspozycją dnia, zaczynając od niestety też złych decyzji trenera, bo myślę, że skład, taktyka na ten mecz też nie była trafna. I to tylko jest teraz w głowach i nogach naszych piłkarzy - czy udowodnią nam, że tak jest, czy jednak stwierdzimy, że pewien etap tej reprezentacji się skończył, bo ta reprezentacja ja mam wrażenie, że ma problemy już od dłuższego czasu. Nawet w eliminacjach, gdzie graliśmy z takimi średniakami europejskimi, bo tylko Dania z naszej grupy reprezentowała na mistrzostwa świata, a Dania akurat bezlitośnie złoiła nam skórę w Kopenhadze, to to był Kazachstan, to była Czarnogóra - to jest taka drugoligowa piłka europejska.

Jakie są największe problemy reprezentacji?

Przede wszystkim gra w defensywie całym zespołem. My zbyt łatwo doprowadzamy do groźnych sytuacji pod naszą bramką czy uławiamy naszym rywalom strzelenia bramek. My jako drużyna awansująca na mistrzostwa świata w fazie eliminacji straciliśmy aż 14 bramek, czyli najwięcej ze wszystkich europejskich drużyn, które awansowały na mistrzostwa, nawet więcej niż trzecia czy czwarta, czy piąta drużyna w naszej grupie, co chluby nie przynosi. I ja też myślę, że stąd była zmiana ustawienia, że trener Nawałka próbował zmienić system na trzech obrońców właśnie po to, żeby zmodyfikować właśnie i zaangażować więcej naszych zawodników do defensywy. Bo to jest taki trochę przewrotny system, że w ataku gramy 3-4-3, ale jak się bronimy, to gramy 5-4-1 praktycznie. Więc to są już takie stricte futbolowe zagadnienia, ale trener Nawałka szukał. No niestety po drodze wypadł nam filar defensywy, Kamil Glik, chociaż też nie chciałbym już tutaj wyolbrzymiać tego problemu, bo nie tylko nasza reprezentacja ma taki problem, że wypada kluczowy zawodnik, a rzeczywiście Kamil Glik dla naszej defensywy był jej liderem i na pewno jednym z kluczowych piłkarzy. Więc na pewno defensywa.

Co jeszcze?

Jeżeli chodzi o pryzmat meczu z Senegalem, na pewno szybkość. Mam wrażenie, jakby fizycznie nasi piłkarze źle wyglądali - to jest drugi powód. Trzeci - psychika. Myślę, że tutaj no niestety nie podołali wyzwaniu.

Ale to klasowi gracze są.

No tak, ale chyba sami jednak, później oglądając ten mecz na DVD, myślę, że sami byli zdziwieni, że tak słabo zagrali tego dnia. Co jeszcze? Tutaj tak naprawdę w tym meczu z Senegalem szwankowało wszystko, ale tak ogólnie, jeżeli miałbym coś, o czym dużo się mówiło przed mundialem, to ta defensywa i być może uzależnienie od dwóch skrzydłowych, bo jeżeli dzisiaj nam wypada Kamil Grosicki i Kuba Błaszczykowski, to tam jest długo nic. Tam ciężko jest zastąpić kogoś o tych samych parametrach, czyli ta szybkość, ten wiatr w żagle, to, co nam daje dzisiaj styl naszej reprezentacji, to są szybkie boki i ewentualne dośrodkowania w pole karne do Roberta Lewandowskiego. A jeszcze o psychice, nie można nie wrócić do Piotra Zielińskiego, bo jest to niesamowicie utalentowany piłkarz, ale ten mecz znowu średnio mu wyszedł. Na EURO zagrał tylko jeden mecz i później już został posadzony na stałe na ławce, więc on też miał coś do udowodnienia.

Jak oni odbierają to ciągłe komentowanie i ich gry, i ich życia, itd. To jest presja potężna.

No jest presja, ale jeśli jesteś sportowcem, muzykiem, aktorem, to do tej presji po części trzeba się przyzwyczaić. Oczywiście uważam, że sportowcy mają najgorzej, bo wszystko się dzieje, jak to się mówi, praca na żywym organizmie i nawet jeżeli trenujesz, to tutaj roli nie odegrasz. Tu musisz po prostu wejść na żywioł i być w formie i mieć trochę szczęścia, czasami niuanse, czasami centymetry decydują, czy drużyna wygrywa, czy przegrywa, tak jak ta druga bramka z Senegalem była kuriozalna, podanie Grzegorza Krychowiaka do tyłu, zagapienie Jana Bednarka i na końcu błąd Wojciecha Szczęsnego, który niepotrzebnie wychodził z bramki. A przecież jest to dobry bramkarz, jest w doskonałej formie, bronił w Juventusie, a jednak podjął złą decyzję i popełnił błąd. Więc z drugiej strony nasi piłkarze dość odważnie wchodzą i w Internet, i w to życie otwarte. Bo to mnie też trochę zastanawiało, czy te żarty na konferencjach prasowych, to przemycanie tych zabawnych słówek, co jest zaczerpnięte chyba z futbolu niemieckiego. No fajne to było przed EURO, no bo to było pierwszy raz, ale to też doprowadza trochę do irytacji dziennikarzy. I też nie wiem, czy tutaj gdzieś tam czynnik ludzki nie powoduje, że ci dziennikarze, którzy uważali, że to jest troszeczkę takie nieszanowanie ich pracy, dzisiaj troszeczkę się na nich nie odgrywają. A my znowu nagle mamy, jak to się mówi, ciszę medialną. Na konferencję są wysyłani już tylko zawodnicy rezerwowi, więc jest ograniczenie dostępu do mediów. I tak się zastanawiam: no to wtedy uważaliśmy, że jest okej, a teraz uważamy, że skoro mamy się koncentrować, bo mamy nóż na gardle, to jest zbędne i nas dekoncentruje? No to kto na to pozwolił, żeby to aż tak daleko zaszło? Łączy nas piłka, te śmieszki, to wszystko - to jest fajne, tylko to jest fajne wtedy, kiedy się wygrywa. Natomiast kiedy jest zły wynik, no to wtedy wszystko podlega ocenie i odpowiadając na pytanie - jeżeli już wychodzimy tak szeroko do mediów, no to też trzeba być chyba trochę konsekwentnym. Bo ten mecz mógł im nie wyjść. Piłkarze polskiej reprezentacji tak jak Kolumbii, którzy przegrali z Japonią, de facto najsłabszą drużyną w naszej grupie, tak mówiło się przed mundiale, poszli na konferencję i rozmawiali, a u nas poszedł prezes Boniek. Ale to i tak lepiej, bo kiedyś poszedł kucharz. Więc i tak jest jakiś progres.

No tak, ale to właśnie prezes Boniek mówi do dziennikarzy: "Jedźcie po nas równo, jesteśmy przygotowani na krytykę, im mocniej jedziecie, tym nam lepiej".

Nie, ja nie wierzę w takie słowa. Prezes Boniek on czasami, ma wrażenie, popada taką iluzję i chce zachować charakter takiego kozaka: "Nic mnie nie rusza, ja wszystko jestem w stanie wytrzymać i tak naprawdę to wiem wszystko najlepiej". Powiedział też jeszcze takie zdanie, że skład był taki, jakiego chciała Polska. Coś takiego podobno było - że trener Nawałka tak jakby chciał spełnić oczekiwania narodu, bo wystawił ofensywny zestaw piłkarzy. No ale ja myślę, że to też nie jest koncert życzeń, że tutaj, tak jak powiedziałem na wstępie, jednak biorąc pod uwagę, z kim graliśmy, biorąc pod uwagę to, że Arkadiusz Milik był po rocznej kontuzji, że Piotr Zieliński, jeżeli ma rozgrywać piłkę, być kreatywnym, to nie może pracować zbyt dużo w defensywie, a tym bardziej Thiago Cionek, który pokazywał wcześniej, że no też nie jest takim piłkarzem, że możemy mu ufać w tak trudnym meczu.

A może trochę przesadzamy? Jeden mecz przegrany i już narodowa tragedia.

Tu nie chodzi o porażkę tak naprawdę. Bo Peru też przegrało mecz - jeden przegrało, drugi...

Argentyna też.

Akurat Argentyna to nie jest dobry przykład, bo tam jest dramat. Natomiast mi chodzi o sposób porażki i do tego, do czego nas przyzwyczaili piłkarze. Bo to, że dzisiaj jest czarny nastrój czy minorowe humory, to też świadczy o tym, że ta reprezentacja dała nam dużo nadziei swoją dobrą grą i  tym, że nasi piłkarze, tak jak podkreślaliśmy ostatnio, stworzyli grupę ludzi w reprezentacji, jakiej nie mieliśmy od kilkunastu lat. Więc tym meczem temu zaprzeczyli i tu było to duże rozczarowanie. Ale tak jak powiedziałem, jako były piłkarz ja nie przekreślam tego, ja stwierdzam fakt, tak jak ich kiedyś dużo i mocno chwaliłem za fenomenalne mecze na EURO, tak teraz stwierdzam fakt, że zagrali bardzo źle, ale to ich nie przekreśla jako piłkarzy. Jeżeli będą się potrafili z tego podnieść, tym większy szacunek, bo uważam, że dzisiaj są naprawdę, szczerze powiem, w beznadziejnej sytuacji. Ja im tego nie zazdroszczę, a sam przeżyłem ten mecz, kiedy odpada się z mundialu. Po porażce z Portugalią, gdzie w szatni zapanowała cisza przez godzinę. I to było takie jedno z przykrzejszych wydarzeń w mojej karierze - ta godzina  w szatni po meczu z Portugalią. I mam nadzieję, że oni tego na tym mundialu nie przeżyją, że wygrają z Kolumbią i wtedy wszystko wróci, jak to się mówi, do normy. Dalej będziemy uważali, że to był wypadek przy pracy i odzyskają szacunek. Ale sposób, w jaki przegrali, styl. Tam nie grało nic. Tam Arkadiusz Milik z Robertem Lewandowskim wymienił tylko jedno podanie, w statystyce, no to jest coś, czego być nie powinno. I wiecznie słyszymy, że Robert Lewandowski jest odcinany od podań. To też troszeczkę nie w tym kierunku, bo skoro mamy jednego z najlepszych napastników świata, to zbyt łatwo byłoby z nami wygrać, skoro wystarczy go odciąć od podań i już go nie ma na boisku.

Jak pan patrzy na krytykę Wojciecha Szczęsnego ze strony jego ojca, także wybitnego bramkarza?

Ostatnio rozmawiałem z Markiem Jóźwiakiem. Marek zna lepiej Maćka niż ja i wie, że Maciek mówi zawsze wszystko to, co mu ślina przyniesie na język czy to, co myśli. Ja bym czegoś takiego nie powiedział. Trudno mi tutaj oceniać, bo to jest relacja ojciec z synem.

Skomplikowana.

Skomplikowana. Jeżeli mój syn byłby w bramce i popełniłby błąd, pewnie bym użył innych słów. Na pewno przyznałbym, że popełnił błąd, bo o to chodzi chyba w komentowaniu, jeżeli gdzieś Maciek Szczęsny zgadza się na to, żeby być ekspertem, to też nie może mówić, że błąd popełnił ktoś inny. Ale forma taka kontrowersyjna, bym powiedział.

Teraz piłkarz to bardziej sportowiec czy biznesmen?

Zdecydowanie sportowiec. A wydaje mi się, w końcówce kariery, ci, którzy są poukładani, ci, którzy mają wyobraźnię, jeżeli są w stanie przejść w strefę biznesu to są ci, którzy radzą sobie w życiu. Więc myślę, że zdecydowanie ci, którzy na dzień dzisiejszy są sportowcami, powinni nimi pozostać. Bo jeżeli jesteś sportowcem i jeszcze myślisz o biznesach za dużo, to też troszeczkę wtedy tej koncentracji może zabraknąć.

No właśnie, tutaj Cezary Kucharski w tym studiu też mówił a propos Roberta Lewandowskiego, że starał się go trochę bardziej namówić do gry, żeby się nie zastanawiał nad tymi innymi aspektami jeszcze.

Ja właśnie jak przeczytałem to, bo dowiedziałem się z mediów, że Czarek się rozstał z Robertem, to pomyślałem sobie, że to jest zły ruch ze strony Roberta. Ja myślałem, że patrząc na to, jak ta ich kariera przebiegała od samego początku, to Czarek był dla niego raz taką oazą spokoju, a dwa, człowiekiem, którzy dobrze mu doradzał, nawet czasami kosztem własnych zysków. Bo pamiętam, jak była sytuacja, kiedy mógł go sprzedać do innego klubu, zarabiając większą prowizję, a jednak powiedział, że woli go oddać do Lecha, bo dla jego kariery jest to lepsze. I wydaje mi się, że Czarek bardzo dobrze prowadził karierę Roberta Lewandowskiego. I też nie wiem, czy ktoś Robertowi za mocno do głowy nie nawsadzał, że to już jest ten czas na firmy, na budowanie wszystkiego dookoła. Jeśli chodzi o niego, on zawsze będzie miał na to czas. Dzisiaj musi udowodnić to, że jest piłkarzem światowej klasy. A przypomnijmy: mistrzostwa Europy w Polsce - jedna bramka, mistrzostwa Europy we Francji - też tylko jedna bramka, więc na razie Robert na wielkich imprezach nie przekonuje. My go chwalimy, bo to jest nasz w historii chyba najlepszy napastnik, ale na razie na mistrzostwach, na jakichś poważnych turniejach niestety tego nie udowadnia. I ja myślę, że ta cała sytuacja ze zmianą klubu, nowy menadżer, interesem nowego menadżera jest tylko i wyłącznie to, żeby sprzedać Roberta. Nie jest w jego interesie to, żeby Robert miał... Oczywiście, on powie, że on odcina Roberta od tych medialnych spekulacji, że on jest od tego, żeby się tym zająć, ale nie wierzę, że można tak bardzo i mocno odciąć się do tego, co spotka cię w następnych kilku latach twojego życia. A poza tym, już tak na koniec, znając psychikę i specyfikę klubów niemieckich, to ja też przeczytałem wywiad z Hoenessem, który powiedział jedną bardzo charakterystyczną rzecz: nigdy w życiu piłkarze nie będą decydowali o polityce niemieckich klubów, a tym bardziej Bayernu Monachium. Więc wydaje mi się, że przykład Roberta będzie przykładem takim sztandarowym, że on nie zostanie sprzedany z Bayernu Monachium, bo Bayern Monachium nie musi zarabiać kasy. Nawet dzisiaj kibice w przeprowadzonej sondzie powiedzieli, że oni nie chcą Roberta, że oni chcą, żeby został sprzedany. Ale Hoeness udowodni to przede wszystkim piłkarzom na przykładzie Roberta, że o tym, czy piłkarz zostaje sprzedany, jak ma kontrakt, czy nie, decyduje o tym klub.

Do kogo należy ten mundial pana zdaniem?

Z tych wszystkich meczów, które widziałem, jeżeli chodzi indywidualnie – Cristiano Ronaldo, bezsprzecznie, mistrz świata. Chociaż go nie zdobył i sądzę, że nie zdobędzie, ale na pewno ma szansę na Koronę Króla Strzelców. Jeżeli on w debiucie mundialowym strzela trzy bramki fantastycznej drużynie, wykorzystuje oczywiście błędy jej bramkarza, bo de Gea, jako jeden z najlepszych bramkarzy świata, bronił tam fatalnie, to jednak Hiszpania zagrała dla mnie najpiękniejszy futbol, jaki widziałem na tym Mundialu dotychczas. Zagrała jak Barcelona: pięknie, fantastycznie, skutecznie, ale niestety w defensywnie popełniali błędy. Tak że drużynowo Hiszpania, indywidualnie Cristiano Ronaldo. Ale oprócz tego z tych, którzy odpadli, np. Peru zyskało moją olbrzymią sympatię za walkę, za bezkompromisowość, za ten duch bojowy i taką lekkość wychodzenia do ataku i wiarę w to. I mimo tego, że piłkarze Peru przegrali dwa mecze, to bardzo im życzyłem, żeby przeszli do następnej rundy za styl i tę ambicję, jaką reprezentowali na boisku.

A wracając do polskiej reprezentacji. Myśli pan, że po meczu z Kolumbią będziemy wszyscy przepraszać?

To zależy, kto jak oceniał, jeśli ktoś posunął się za daleko...

Były oceny bardzo mocne i też hejterów było wielu.

Ja myślę, że to nie może być z takiej euforii do takiej totalnej masakry. Gdzieś to wypośrodkowanie w tym momencie powinno być, tym bardziej, że to jest jeden mecz. Więc tak jak powiedziałem, tak samo jak ich chwaliliśmy, to też nie możemy z drugiej strony omijać krytyki, bo to się rzeczywiście środowisko podzieliło. Jedni odpięli wrotki, odpalili bombę tak, że już tam były bardzo mocne słowa.

Ja wiedziałem, że przegrają”.

To było za mocno. Ale też niektórzy, tak jakby nie przyzwyczajeni albo jakby się bali, albo jakby mieli coś wspólnego z wizerunkiem reprezentacji, z produktem jako coś, co trzeba promować, bali się powiedzieć złe słowo. Ja myślę, że trzeba racjonalnie, rozsądnie powiedzieć, jakie były błędy, kto je popełnił. Każdy te błędy popełnia. A jeżeli piłkarze polscy wygrają z Kolumbią, to z drugiej strony będą zasługiwali na olbrzymie słowa szacunku, bo naprawdę są dzisiaj w trudnej sytuacji. Procentowo jakbym określić miał szanse, kto wygra ten mecz, to zdecydowanie mniejsze ma Polska.

To ile procent?

Nie wiem. 60-40%.

A nie ma pan wrażenia, że te nadzieje były rozdmuchane mocno?

Trochę mam. A powiem panu dlaczego. Ja jako ktoś, kto zajmuje się futbolem czy sobie analizuje pewne rzeczy na bazie tego, co się działo przed mundialem i indywidualnie u naszych piłkarzy i w meczach towarzyskich. My np. nie wygraliśmy meczu z żadną drużyną spoza Europy, czyli przegraliśmy z Nigerią i teraz przegraliśmy z Senegalem. Z Urugwajem i Meksykiem raz zremisowaliśmy, raz przegraliśmy, a z drużyną Chile B zremisowaliśmy 2:2. Teraz nawet na pytanie polskich dziennikarzy do dziennikarzy kolumbijskich, jak dzisiaj słyszałem, czy Kolumbijczycy boją się Polaków, to jeden zachłysnął się wodą. Mówi: „Przecież wy zremisowaliście z Chile B, jak mamy z wami przegrać?”. Oczywiście to jest trochę buńczuczne, bo to były mecze towarzyskie, natomiast też indywidualnie, jak słyszałem, że nasza drużyna jest lepsza niż ta na EURO, to zastanawiam się, na jakiej podstawie ktoś wyciąga takie spekulacje, ponieważ w większości naszych piłkarzy każdy ma trudniej. Łukasz Piszczak miał przewlekłą kontuzję i już jest dwa lata starszy. Wypadł nam Kamil Glik. Michał Pazdan tak jak cała Legia grał średnio. Chociaż on akurat zagrał najlepiej. Tylko Maciek Rybus zdobył mistrzostwo. Grzesiek Krychowiak - rok praktycznie takiej huśtawki nastrojów, ale większość nie grał, niż grał. Nie mamy Mączyńskiego. Kuba Błaszczykowski 8 miesięcy ostatnio w reprezentacji, tylko 90 minut w Bundeslidze. Kamil Grosicki wchodził na 20-30 minut. On jest nieprzewidywalny, ale jeżeli chodzi o wydolność, to już nie było, że grał pięć, siedem czy dziesięć meczy z rzędu. Arek Milik rok kontuzji, Robert Lewandowski, to nie tylko w meczu z Realem ta skuteczność była taka, że tak powiem, delikatnie mówiąc, szwankująca. Ale już z Sevillą Robertowi ciężko dochodziło się do sytuacji. Tak że tutaj w większości przykładów nasi reprezentanci mieli swoje problemy, to nie było tak, że każdy z nich grał świetnie, fantastycznie i mógł być zadowolony ze swojej formy. Stąd też dziwiły mnie takie deklaracje z obozy naszego sztabu, że ta drużyna jest gotowa jak nigdy, że ci piłkarze… Ja wiem, że trener chce dodawać i wszyscy wokoło im pewność siebie, ale wtedy też rozbudzają te, tak jak mówiliśmy, oczekiwania, więc stąd też może ta reakcja w drugą stronę.

Ale też było tak, że piłkarze w każdej reklamie wyskakiwali z lodówki. Ten balon był tak nadmuchany, że teraz to powietrze uszło bardzo mocno.

Tak, i jak obserwowałem to wszystko, to pomyślałem sobie: „Mam nadzieję, panowie, że wygracie”. Bo ja to też kiedyś przerabiałem, że jak robisz jeden krok za daleko, spoza wychodzisz, jak to się mówi, tej otoczki futbolu, to wtedy odczujesz to boleśnie. Z nas też szydzono, że występowaliśmy w reklamach i różnych innych sytuacjach. Tak jest i to jest kwestia indywidualna, czy komuś to przeszkadza, czy nie. Nie chcę się do tego odnosić, bo najlepiej odpowiedzą na to nasi piłkarze. Jest to normalne, że w każdym kraju zawodnicy uczestniczą w tego typu akcjach reklamowych, czy sponsorów reprezentacji ogólnie, czy indywidualnie. Niektórzy więcej niż mniej. Natomiast przykład reprezentacji Meksyku to jest taka dobra odpowiedź w ogóle na pytanie, co drużyna robi.

Afera basenowa, tak?

Dokładnie, afera basenowa. Zmiażdżono ich w kraju.

Przypomnę tym, którzy nie wiedzą. Chodzi o prostytutki w basenie.

Dokładnie i zdjęcia z tejże imprezy. Chyba jeden z zawodników wyjechał ze zgrupowania, jak sadzę, naprawiać relacje domowe. Wszyscy zostali i wygrali z Niemcami, więc następne artykuły w meksykańskich gazetach były: „To widocznie była dobra forma relaksu i odstresowania dla naszych piłkarzy. Wygrali z mistrzami świata”. Jeżeliby przegrali, zostaliby zmieceni z powierzchni ziemi. Więc to jest tak jak trener, który podaje skład. Jeżeli podejmuje ryzyko, to albo go te wyniki bronią albo pogrążają, czyli go wystawiają na krytykę, jak było właśnie w meczu z Senegalem. Bo myślę tutaj, bez jakiegoś ściemniania, Arkadiusz Milik, przy całym szacunku, i Thiago Cionek nie mieli prawa znaleźć się w pierwszej jedenastce. Ze względu na taktykę, ustawienie, tego, co mogli dać temu zespołowi. Nawet po przerwie Arkadiusz Milik, który miałby wejść i coś naprawić. W momencie, kiedy grał w pierwszym składzie, selekcjoner wszystkie swoje działa, armaty dał na pierwszy ogień i w przerwie trudno mu było zareagować.

To teraz trzy strzały na bramkę, jednym krótkim zdaniem. Rady dla piłkarzy i dla selekcjonera. Adam Nawałka.

Żeby pomyślał, jak reprezentacja grała, kiedy odnosiła sukcesy. Żeby przypomniał sobie te czasy.

Robert Lewandowski.

Żeby bardziej skupił się na ofensywie, bo Robert często wraca do tyłu. Ja wolałbym go widzieć w ataku.

Wojciech Szczęsny.

Żeby pracował nad koncentracją.

To teraz wróćmy do 2002 r. Jak wtedy się wracało do Polski?

Fatalnie. My wygraliśmy co prawda ten ostatni mecz na pocieszenie.

I pan bronił wtedy.

Tak. Ale my mieliśmy olbrzymie poczucie rozczarowania i zawodu, jaki sprawiliśmy. Mówiąc to po tylu latach nie ma w tym żadnej kurtuazji ani sposobu przypodobania się, bo już tak dawno...

16 lat temu.

Tak, że już po wszystkim. Ale my naprawdę czuliśmy się fatalnie. Stąd też mówiłem o tej sytuacji w szatni, kiedy siedzieliśmy, kiedy nikt się do nikogo nie odzywał. Każdy miał świadomość, że rozczarowaliśmy, że w dwóch meczach przegraliśmy, nie strzelając bramki, a nie tak miało być. Więc wracaliśmy, jak to się mówi, z duszą na ramieniu. Kibice przywitali nas o dziwo jakoś tak sympatycznie. W pewnym momencie jakaś era się skończyła tej reprezentacji, bo mistrzostwa świata weryfikują pewne rzeczy, ponieważ następne są dopiero za cztery lata. Jeśli nasi piłkarze przegrają z Kolumbią, to też pewna era reprezentacji się skończy, bo już niektórzy zawodnicy zapowiedzieli, że myślą o pożegnaniu się z reprezentacją, a już na pewno kilku z nich nie wystąpi w przyszłych mistrzostwach świata. Nie wiem, czy uda im się nawet za dwa lata w mistrzostwach Europy zagrać ze względu na wiek. Łukasz Piszczek mówił, że już powoli myśli o tym, żeby zrezygnować. Kuba Błaszczykowski mówi, że nie zrezygnuje nigdy, ale oby kontuzje go omijały. Łukasz Fabiański też się zastanawia. Nie wiem, jak Kamil Glik. Jest paru takich, że to już będzie ten punkt końcowy, a z drugiej strony jeżeli przegrają z Kolumbią, to też będzie olbrzymie rozczarowanie i też będzie ocena, czy wszyscy do tej reprezentacji jeszcze są przydatni.

A ile jest prawdy w tym, że mówi się, że na mundialu piłkarze chcą się pokazać głównie klubom piłkarskim, licząc na transfery, kontrakty i najbardziej się boją kontuzji?

Jeżeli ktoś chce się pokazać, to musi zagrać odważnie, musi zagrać bez kunktatorstwa. Przede wszystkim musi osiągnąć jak najwięcej, czyli wyjść z grupy. Nie da się, nie ryzykując zdrowia, czyli nie robiąc wślizgów, nie podejmując walki, wyjść z grupy. Jak pokazały te mistrzostwa świata, te dobre drużyny mają problem z tymi zdecydowanie słabszymi właśnie w sferze ambicjonalnej, w sferze walki. Maroko, Iran czy Peru, o którym wspominałem. One bazują w głównej mierze na szybkości, na mobilności dynamice i zaangażowaniu. Jeżeli ktoś chce przeciwko nim zagrać na stojąco, to ma kłopoty. I tutaj taki piłkarz zawsze będzie wyglądał źle na tle tych, którzy biegają. Więc tutaj jak najbardziej oczywiste jest to, że każdy myśli, że może się dobrze sprzedać, że mistrzostwa świata są tą najszerszą, największą, najbardziej oświetloną witryną dla piłkarzy, ale tylko dla tych, którzy na tych mistrzostwach dobrze się zaprezentują. Albo strzelą jako napastnicy dużą ilość bramek, albo jako bramkarze będą fantastycznie bronić, albo rozgrywać czy obrońcy pewni, stabilni.

Też czytałem taki artykuł, że jeżeli Robert Lewandowski pokaże się na tych mistrzostwach, to Real zadzwoni.

Nie byłbym taki przekonany do tego. Myślę, że dopóki Real ma Benzemę... Oczywiście, dzisiaj kiedy nie ma Zidane’a, który był bardzo dużym orędownikiem Benzemy, dzisiaj go nie ma i być może nowy trener będzie widział Roberta w składzie Realu, ale... Nie wiem, uważam, że większe szanse miałby w Chelsea, ewentualnie PSG, jeżeli odszedłby stamtąd Cavani. Natomiast Real z tych wszystkich klubów jest najdalej i poza tym cały czas mówimy „gdyby”. Najpierw Robert musi strzelić trzy, cztery bramki. Na razie jeden strzał w światło bramki to za mało.

Słuchacze pytają: jak to jest, że jeden piłkarze strzelają bramki w swoich ligach, często też zagranicznych, a w kadrze nie wychodzi? Jak pan to wytłumaczy?

Bo łatwiej się strzela bramki w lidze. Bo liga jest dniem codziennym. Tym bardziej, że gra się w dobrym klubie i masz tych sytuacji multum. To wtedy jeżeli nie wykorzystasz trzech, to wykorzystasz czwartą i piątą i tak strzelasz. Natomiast na mundialu jest tych sytuacji podbramkowych zdecydowanie mniej. To się rozkłada na różnych piłkarzy, albo inaczej, są też lepsze drużyny, które bardzo wnikliwie analizują swoich rywali i tak jak np. Japończycy odcięli od podań napastników Kolumbii, tak Senegal potrafił poradzić sobie z naszą siłą uderzenia, z Robertem czy Arkadiuszem Milikiem. To już jest po prostu wyższa półka tych, przeciwko którym gramy. Jak widać, Ronaldo sobie z tym radzi. Mimo tego, ze każdy wie, że jest najlepszy, że wszyscy chcą go wyłączyć, ale potrafi sobie znaleźć miejsce na boisku, jest tak nieprzewidywalny, że jakoś sobie z tym radzi. Ale to jest bardzo trudno być tym liderem drużyny, ponieważ każdy kolejny przeciwnik się skupia na tobie.

Krótko mówiąc, to jest tak, że w lidzie raz trafi się silniejszy, raz słabszy przeciwnik, a tutaj wszyscy są silni?

Między innymi tak. Jeżeli weźmiemy pod uwagę - bo mówimy o napastnikach - Robert Lewandowski, tak jak cały Bayern strzelił dwa razy więcej bramek od drugiej drużyny w tabeli. Czyli tych sytuacji sobie stworzył chyba cztery razy więcej niż ta kolejna drużyna. Nawet nie pamiętamy, kto jest wicekrólem strzelców Bundesligi, bo tam jest taka przepaść i tych sytuacji w takim Bayernie jest zawsze bardzo dużo, bo on zdominował tę ligę. Natomiast w eliminacjach Robert strzelał dużo bramek, bo został królem eliminacji. Tylko że to też jest troszeczkę... Ja bym na to patrzył z dystansem, bo to też skłania do tego, żeby nie być huraoptymistą. Tam był Azerbejdżan, Kazachstan czy Czarnogóra. My graliśmy z jednym poważanym przeciwnikiem - z Danią, która nas bezlitośnie obnażyła w Kopenhadze wygrywając 4:0. Akurat w meczu tutaj z Danią Robert strzelił hattricka, więc można, ale to trzeba potwierdzić i takie mistrzostwa świata i Europy są do tego idealnym momentem. I tak jak mówię, jeżeli już trzeci turniej z rzędu będzie tak, że Robert Lewandowski nie strzeli bramek czy strzeli tylko jedną, to będzie trochę za mało. Bo jednak jeżeli my jako kibice patrzymy i mówimy: „Ale Robert pracuje dla reprezentacji, jest bardzo pożyteczny” - i to się zgadza. Ale statystyki zagranicznych portali, gazet wszystkich prestiżowych czy tych, którzy wybierają piłkarza roku, patrzą: napastnik i następną rubryka - ilość strzelonych bramek. Tylko to się liczy.

Czym jest piłka nożna dla Polaków?

Najważniejszą z najmniej ważnych rzeczy podobno. Chociaż teraz, jak są mistrzostwa, to najważniejszą z ważnych, bo oglądamy je wszyscy, bo bardzo mocno [nimi] żyjemy. Ale to jest tak, jak Adam Małysz w pewnym momencie spowodował, że wszyscy zaczęliśmy interesować się skokami, tak nasi piłkarze spowodowali, że ta miłość do reprezentacji wróciła, że piosenka „Nic się nie stało. Polacy, nic się nie stało” odeszła gdzieś tam. Mieliśmy nadzieję, że została daleko za nami. No i to wszystko, co nasi piłkarze nam dali: awans do mistrzostw Europy, mistrzostwa Europy były fantastyczne, mecz ze Szwajcarią, znowu się spotykali nasi kibice w restauracjach, w pubach, na ulicach było pusto. Więc to wszystko spowodowało, że my żyliśmy tą reprezentacją. Kolejne eliminacje, znowu fantastyczna gra, czy no, powiedzmy, skuteczna. Później te mecze towarzyskie, które już nie były tak dobre jak te po EURO. Później kontuzje, też coś się zaczęło chwiać. I teraz te mistrzostwa Świata dają odpowiedź na to, czy skończymy pogodzeni z frustracją, czy jednak dostaniemy nowy powód do wiary, bo zostały nam jeszcze dwa mecze. Jeżeli zremisujemy z Kolumbią, jesteśmy jeszcze w grze. Musimy wygrać z Japonią i liczyć na to, że inne wyniki się nam ułożą i te cztery punkty dadzą nam awans. Na pewno ta grupa nie była taka łatwa, jak się niektórym wydawało.

Czyli trzymajmy kciuki, jeszcze nie wszystko stracone.

Oczywiście, że tak. Trzeba wierzyć do końca.

A patrząc na ten poziom emocji, to przed mundialem była taka ekstaza, zachwyt, a teraz hejt. Sinusoida.

Tak, ale to tak, jak powiedziałem, to wynika z tego, że z różnych stron było tak, że to jest wszystko takie dobre, takie wspaniałe. Być może zabrakło trochę takich - chociaż one były, te głosy, ale one były w jakiejś mniejszości - takiego chudego realizmu.

Bo wtedy od razu się myśli: „Ten to nie jest patriotą”.

Dokładnie, bo jednak my lubimy i ja sam też wiem po sobie, że nawet, jeżeli wiem, że Kolumbia teoretycznie ma większe szanse na zwycięstwo, bo ma lepszych piłkarzy, mimo słabszego meczu, mimo wszystko jest faworytem, to jednak ja osobiście gdzieś we wnętrzu wierzę, że my możemy ten mecz wygrać, bo to jest ten jeden mecz, bo to będzie cud, bo nagle zagramy niekonwencjonalnie albo inaczej, nagle zaskoczymy naszego rywala, który popełni więcej błędów od nas. Więc my jesteśmy skłonni do takich czasami uniesień emocjonalnych w wierzę tego, co może zrobić w tym momencie nasza reprezentacja.

Ten mundial to chyba dramat Leo Messiego.

Tak, to prawda. Jak patrzyłem na niego… Zaczęło się już od hymnu, kiedy on w jakiś dziwny sposób łapał się za twarz, taki strasznie zafrasowany mi się wydawał. I później wszystko, co się działo w kolejności na tym meczu, potwierdzało, że Messi jest strasznie zmęczony grą w reprezentacji i presją, jaką na sobie dźwiga, że tam musi się dziać coś naprawdę złego. A z drugiej strony drużyna, która ma na ławce Di Marię, Dybalę i Higuaina, no to jest drużyna, która zdecydowanie powinna grać w finale mistrzostw świata. Bo jeżeli oni nie są w stanie wywalczyć sobie miejsca w pierwszej jedenastce, no to w takim razie musi tam po prostu być olbrzymie wysoki poziom. Messi zdecydowanie nie dźwiga presji, on zawsze w reprezentacji grał słabo. W ogóle reprezentacja Argentyny, oni dopiero w ostatnim momencie zakwalifikowali się na mundial i mimo tego, że te nazwiska są bardzo dobre i oni mogą być wymieniani w gronie fachowców, bo oceniamy przez pryzmat ich występów w klubach, ro oni jako kadra są idealnym przykładem na to, gdy mówi się, że zawodnicy są bardzo dobrzy, ale nie potrafią stworzyć drużyny. No i trener – ostatnio też gdzieś przeczytałem, że zawodnicy wręcz postawili ultimatum – że wyjdą na ostatni mecz, ale już nie pod wodzą trenera, więc tam też jest wewnętrznie olbrzymi problem. Więc szkoda mi ich, bo jak patrzyłem na to zafrasowanie, na to załamanie z ich strony, a z drugiej strony na Messiego, kapitana, który spuszcza głowę, to też myślę, ze Messi nie ma charyzmy i energii kapitana. To jest fantastyczny piłkarz, ale opaskę dostał tylko dlatego, bo ma umiejętności, a nie dlatego, że potrafi przewodzić grupie i jest urodzonym przywódcą – nie jest i ten mecz też to potwierdził.

Kto jest zaskoczeniem na tym mundialu?

Zawsze miło się ogląda te drużyny spoza Europy, bo tam ja w tym widzę dużą bezkompromisowość. I tutaj rzeczywiście fajnie się to ogląda. Rosja. Trener Czerczesow w rosyjskich mediach już przed mundialem był określany jako pierwszy przegrany tego mundialu i powiem panu, że ja nigdy nie przepadałem za rosyjską piłką, ale przez tą całą agresję w ich stronę ja im kibicuję, tak po ludzku zupełnie, bo podobało mi się, że chłopaki wyszli i po prostu zagrali swoje. Fakt, że z najsłabszą drużyną na tym turnieju, bo z Arabia Saudyjską, ale strzelili im aż pięć bramek i później, w kolejnym meczu, potwierdzili swoją wysoką formę. I widać, że oni traktują te mistrzostwa jak wojnę, być albo nie być. Abo jesteśmy razem, albo po prostu nie ma nas wszystkich. I były spekulacje, że oni meczu nie wygrają, że punktu nie zdobędą, a oni zajmą w swojej grupie, całkiem możliwe, pierwsze miejsce, a drugie moje takie pozytywnie zaskoczenie, chociaż ta drużyna ma ogromny potencjał, to Chorwacja. I nie tylko dlatego, że wygrała z Argentyną, ale dlatego, że mają Modrica, Rakitica, Brozovica, Mandzukicia, czyli tak naprawdę Real, Barcelona, Inter Mediolan i Juventus, to są zawodnicy drugiej ligi zespołów z Chorwacji, robią błędy w defensywie i to może być ich przekleństwem, jeżeli tutaj będą mieli z kimś odpaść w meczach fazy pucharowej, bo zajmą w swojej grupie najprawdopodobniej pierwsze miejsce, to jak w defensywie będą się wystrzegali błędów, to mogą zajść bardzo wysoko. I Hiszpania. Hiszpania gra piękną piłkę.

To jeszcze ostatnie pytanie. Dlaczego nie mówi się o tym, kto organizuje mistrzostwa?

Bo jest to bardzo niezręczne, bo jest to niepolityczne, a z drugiej strony to jest tak, jak kiedyś była olimpiada w Chinach i jak niektórzy łącznie z prezydentem Francji zapowiadali, że oni tam nie pojadą, bo Chińczycy maltretują Tybet, i oni będą walczyć o prawa człowieka, ogłaszając to tym, że nie przyjadą na otwarcie. No więc podobno dostali jasny przekaz, że w takim razie większość inwestycji francuskich na terenie Chin też będzie musiała razem z nimi wrócić do kraju i grzecznie wszyscy przyjechali. Niestety, jak już się przekonaliśmy niejednokrotnie, w polityce wygrywa biznes, a dopiero później są prawa człowieka. Jeżeli ktoś udaje, że chroni prawa człowieka, to yylko dlatego, ze nie ma w tym biznesu, czyli jego kraj nie może nic stracić. Niestety jest to przerażające, ale takie mamy dzisiaj prawo. Przykład Ukrainy. Gdyby to był Katar albo Arabia Saudyjska, to myślę, że parę silnych krajów by tam stanęło za nimi, żeby była kontrola nad przepływem chociażby ropy, to myślę, ze parę silnych krajów, by tam stanęło za nimi, żeby była kontrola nad przepływem ropy. Więc tutaj nie mówi się o tym, bo to jest bardzo niezręczne. Większość oczywiście nie przyjechało prezydentów do Rosji, przyjechali tylko tacy jego znajomi albo ci, którzy tak jak szejk Arabii Saudyjskiej trochę jest odsunięty od tych wszystkich tematów i on ma swoje życie i nie bardzo się chyba identyfikuje z taką solidarnością. No i Robbie Williams pokazał też gestem, co myśli o tych, którzy go krytykowali. Bo to było jak niektórzy się zastanawiali, o co mu chodziło – to był przekaz do mediów francuskich i angielskich, którzy go krytykowali za to, że przyjął zaproszenie na otwarcie mistrzostw świata właśnie w Rosji.

Radosław Majdan, dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.