Jeden z dziesięciu: zamieszanie wokół zwycięzcy. Widzowie oburzeni

22.03.2018 12:23

W szesnastym odcinku 104. edycji popularnego i cenionego przez widzów turnieju „Jeden z dziesięciu” wygrał pan Leszek Kędzierski. Wielu widzów jest rozczarowanych, bo zwycięzca zdobył znacznie mniej punktów, niż inny zawodnik, który odpadł.

Jeden z dziesięciu fot. screen Jeden z dziesięciu

„Niech wygra lepszy” — głosi powiedzenie. W teleturnieju „Jeden z dziesięciu” lepszym, czyli zwycięzcą, jest ten, kto zachowa co najmniej jedną szansę i uzyska najwyższą liczbę punktów. Zasady są proste, jednak nie zawsze łatwo się z nimi pogodzić. Po szesnastym odcinku 104. edycji programu wśród widzów pojawiły się wątpliwości — kto tak naprawdę powinien wygrać odcinek.

Zwycięzcą został pan Leszek Kędzierski z Wrześni, który uzyskał w finale 71 punktów. Liczba ta jednak wypada blado na tle osiągnięć innego zawodnika tego odcinka, który niestety odpadł. Piotr Przęczek zdobył aż 483 punkty. „Jeszcze przed chwilą nie spodziewalibyśmy się takiego obrotu sprawy” — powiedział prowadzący turniej Tadeusz Sznuk, kiedy na pulpicie Piotra Przęczka zgasła ostatnia z trzech szans.

Na Facebookowym profilu programu tradycyjnie pojawiło się zdjęcie uczestników odcinka z krótkim komentarzem:

„Ależ to był niesamowity pojedynek! Zwyciężył pan Leszek Kędzierski, któremu ogromnie gratulujemy, natomiast pan Piotr Przęczek (483) z pewnością długo nie da nam o sobie zapomnieć”.

I rzeczywiście, po chwili pod postem (jak i pod poprzedzającym go materiałem) wielu widzów nie kryło rozczarowania i oburzenia. Ich zdaniem prawdziwym zwycięzcą jest pan Piotr. Pojawiły się nawet hashtagi #JeSuisPiotr.

Pan Bogusław Szubert, widząc, że konkurent ma już tylko jedną szansę, wyznaczył go do odpowiedzi. Niektórzy komentujący zarzucają mu za to złośliwość.

„Panie Bogusławie, tak się nie robi! Do tego ten sarkastyczny uśmiech. Dla mnie zwycięzcą jest pan Piotr!”. Inni jednak przekonują, że wcześniej sytuacja była odwrotna, a poza tym zasady programu na tym właśnie polegają. „Co za bzdury... wygrywa ten kto zachowa co najmniej jedną szansę i ma najwięcej punktów... nie mogli już dogonić tego gracza więc trzeba było go wyznaczać żeby stracił szanse... proste jak budowa cepa”.

„Zachowanie Pana Bogusława było jedynym słusznym taktycznie wyjściem. Emocje wam rozum przysłaniają? Może i wiedza Pana Piotra była imponująca, największa spośród finalistów, ale gra się po to by wygrać zgodnie z zasadami programu”.

Zarówno zwycięzca, jak i „wielki przegrany” nie byli zadowoleni z takiego wyniku, choć dla nich zasady turnieju są jasne.

— Oglądam od dawna teleturniej „Jeden z dziesięciu”. Zawsze chciałem wziąć w nim udział; długo się nie mogłem odważyć, by wysłać zgłoszenie [...]. Na pewno tego nie żałuję, nawet dzisiejszy odcinek nie powoduje jakiegoś większego rozczarowania. Na pewno to ciekawe doświadczenie — z nieco smutnym wyrazem twarzy mówił po programie Piotr Przęczek. „Dlaczego tak się stało, jak się stało? Myślę, że pierwsza błędna odpowiedź powoduje pewne rozprężenie, odpływ koncentracji, strach, przed kolejnym wyznaczeniem. I tak się stało” — tłumaczył.

Z kolei zwycięzca, Leszek Kędzierski, przyznaje, że dopisało mu szczęście. „Miałem jednego z najlepszych przeciwników w historii i nie do końca czuję się spełniony w tej mojej wygranej, bo widzę, że do kolegi dużo mi brakuje. Cieszę się, że udało mi się tu przyjechać i wygrać” — mówił.

RadioZET.pl/SA

Oceń