Zamknij

Agnieszka Pilaszewska z "Miodowych lat" drży o życie mamy. Lekarze nie chcieli jej pomóc

21.10.2020 13:43
Agnieszka Pilaszewska Miodowe lata
fot. Jan Bielecki/East News

Agnieszka Pilaszewska przeżywa trudne chwile. Jej mama ostatnio przeszła trzeci udar. Mimo 39,5 stopni gorączki pogotowie nie zabrało schorowanej kobiety. Gwiazda "Miodowych lat" jest oburzona zachowaniem lekarzy.

Agnieszka Pilaszewska to polska aktorka znana przede wszystkim z roli Aliny w "Miodowych latach". Obecnie zajmuje się raczej tworzeniem scenariuszy - jest autorką między innymi scenariusza do serialu TVN "Przepis na życie". Poza działalnością zawodową jest bardzo aktywna w mediach społecznościowych. Ostatnio na Instagramie podzieliła się wstrząsającą historią. Okazuje się, że jej mama przeszła trzeci udar. Ratownicy medyczni nie udzielili jej jednak pomocy.

- Mama ma dzisiaj imieniny. Kiedy Ona coraz bardziej gubi się w rzeczywistości, rozpaczliwie próbuję pozbierać wspomnienia z dzieciństwa, wczesnej młodości, tych 17 pełnych lat, które spędziłam przy niej. Głównie pamiętam to, że pracowała. Harowała, jak wół. Jako choreograf prowadziła dziesięć młodzieżowych zespołów równolegle. Harcerski, ludowy, cygański, dla małych i dużych. Pracowała w niedziele i święta. I przez cały ten czas opłacała składki zdrowotne. Widocznie za małe, bo kiedy dwa tygodnie temu miała trzeci udar i temperaturę 39,5, pogotowie zostawiło ją w domu. Można ją było "leczyć" domowymi sposobami i teleporadą. Pierwszy antybiotyk do dupy, drugi nietrafiony. Osłabienie, zagubienie w rzeczywistości - opisała sytuację aktorka "Miodowych lat"

Zobacz także: Agnieszka Pilaszewska: Co dziś robi i jak wygląda serialowa Alinka z "Miodowych lat"?

Miodowe lata: Agnieszka Pilaszewska jest wściekła na lekarzy

Agnieszka Pilaszewska nie kryje swojego oburzenia zaistniałą sytuacją. Okazuje się, że aktorka kilka tygodni temu straciła teściową. Jej także pogotowie odmówiło pomocy. Dopiero po drugim telefonie kobieta została zabrana do szpitala.

- W sierpniu straciłam teściową. Temperatura 39.0, lekarz zaordynował zinat. Pogotowie stwierdziło odwodnienie i zostawiło w domu. Po paru godzinach drugie się zlitowało i zabrało do szpitala, wyrok: krwiak podoponomózgowy (może nie tak się pisze, mam to w dupie). Po co ja Wam to tutaj, w tym przyjemnym miejscu, zamiast o dupie Maryni? Ano, po to: opamiętajmy się. To z naszych pieniędzy opłacani są wszyscy urzędnicy w tym... państwie. Zacznijmy od nich w końcu, do cholery, wymagać. Nie miejmy litości tak, jak oni nie mają. Rozliczajmy tak, jak oni nas rozliczają, patrzymy im na ręce równie intensywnie, jak oni patrzą. Państwo to forma ORGANIZACJI SPOŁECZEŃSTWA. Więc zorganizujmy się jako społeczeństwo na nowo. Albo - módlmy się o krótkie życie z trzema lekkimi pobytami w szpitalu i jednym sanatorium w życiu max - zakończyła poruszający wpis aktorka.