Zamknij

Anna Lewandowska wycofała pozew przeciw aktywistce, która ją skrytykowała

08.09.2020 12:57
Anna Lewandowska
fot. FaceToFace/REPORTER/EAST NEWS

Anna Lewandowska kilka dni temu została skrytykowana przez znaną aktywistkę na rzecz walki o prawa kobiet. W reakcji na słowa Mai Staśko, Lewandowska zagroziła pozwem. Teraz się z tego wycofała. Boi się pogłębienia kryzysu wizerunkowego?

Anna Lewandowska zaliczyła niedawno potężną wpadkę. Jej wideo, na którym przebrana za "grubaskę" tańczy do piosenki Beyonce, przez wiele osób zostało odebrane całkiem inaczej, niż trenerka zakładała. Materiał, który jej zdaniem miał być "bodypositive", wywołał wiele kontrowersji. Słowa krytyki spadły na "Lewą" nie tylko ze strony jej fanów, ale również osób znanych. Długą wypowiedź na ten temat zamieściła w sieci Maja Staśko - aktywistka na rzecz praw kobiet. Zarzuciła Lewandowskiej, że to jest przeciwieństwo "ciałopozytywności" i przejaw braku empatii.

"Filmik Anny Lewandowskiej, w którym przebiera się za grubą kobietę, jest wyrazem totalnego braku empatii. Żarty z grubych osób są tak samo śmieszne jak żarty z gwałtów. Grube osoby to ludzie, nie obiekt żartów czy inwektywa. A Lewandowska nazywa swój filmik #bodypositive. To jest przeciwieństwo ciałopozytywności!" - pisała Staśko.

Anna Lewandowska wycofała pozew przeciw Mai Staśko

W odpowiedzi na te słowa, z którymi zgodziło się wiele osób i które doprowadziły do kryzysu wizerunkowego Lewandowskiej, trenerka zagroziła ich autorce pozwem. Staśko informacją o tym podzieliła się w sieci, zaznaczając, że Lewandowska pod jej postem wyraziła "non-apology" w formie "jeśli ktoś się poczuł urażony”, a w międzyczasie jej prawnicy pracowali nad pozwem, który po pewnym czasie dostała.

Anna Lewandowska kończy 32 lata. Tak się zmieniała [GALERIA]

"Prawnik Anny Lewandowskiej zagroził mi pozwem i karą w wysokości 50 000 zł, jeśli nie usunę posta, w którym krytykuję przebranie się celebrytki w strój grubej osoby. W poście wskazuję, że trenerce fitness zabrakło empatii, a to, co zrobiła, to szydzenie z grubych osób" - informowała. Potem pokazała w sieci wezwanie do usunięcia wpisów, w których "insynuuje brak empatii".

Po tych wpisach na Lewandowską znów spadła krytyka. Teraz wygląda na to, że prawnicy stron się dogadali.

"Dzisiaj przeprowadziłam długą rozmowę z pracownicą Anny Lewandowskiej. Pozwu nie będzie. Ale przeprosin za groźbę pozwem też nie" - poinformowała aktywistka. Zaznaczyła, że Lewandowska ani razu w tej sprawie nie skontaktowała się osobiście. Jak twierdzi Staśko, trudno w tej sytuacji nazwać to "porozumieniem".

"Od początku w tej sprawie kontaktują się ze mną wyłącznie prawnicy i (bardzo miła!) pracownica celebrytki, nigdy ona sama. Trudno więc mówić o jakimkolwiek porozumieniu. Rozmowa przez swoich pracowników milionerki grożącej pozwem z aktywistką, która nie wiedziała, czy będzie miała na życie, bo ją skrytykowała - to też niezbyt równy dialog. Trudno wejść w porozumienie z ludźmi, którzy próbowali zastraszać i uciszać, a gdy sprawa pojawiła się w mediach - zaczęli szukać ,,porozumienia"" - napisała.

"A wzajemnie przeprosić? Nie chcę żyć w świecie, w którym trzeba przepraszać bogatych ludzi za krytykę" - pointuje Staśko.

Pod postami aktywistki pojawiają się zarówno wyrazy wsparcia, jak i niezrozumienia dla jej poglądu. Internauci zaznaczają, że Lewandowska nie chciała nikogo urazić. Część z nich jednak przyznaje, że skoro już tak się stało, wystarczyło po prostu od razu przeprosić.

RadioZET.pl/AS