Zamknij

Anna Popek krytykuje uliczne strajki "Szalony taniec śmierci". Takiej odpowiedzi się nie spodziewała

30.10.2020 17:39
Anna Popek
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER/EAST NEWS

Anna Popek, dziennikarka związana z TVP, zabrała głos na temat strajków, które od tygodnia odbywają się na polskich ulicach w związku z decyzją Trybunału Konstytucyjnego, dotyczącą aborcji ze względu na trwałe i nieodwracalne wady płodu. Uważa, że u protestujących "rozum śpi". Jednak nie takiej chyba odpowiedzi od internautów się spodziewała.

Anna Popek to kolejna z gwiazd TVP, która zabrała głos w sprawie dopuszczalności aborcji. W odróżnieniu od jej poprzedników, Popek ma stanowisko odmienne. Uważa, że przez protestujących przemawia cynizm. Zarzuca im też, że chcą "budować kapitał polityczny" i mówiąc o zdrowiu wciągać ludzi w "taniec śmierci".

Dziennikarka TVP opublikowała w sprawie protestów długi wpis w mediach społecznościowych. Jak zauważa, zrobiła to niechętnie i tylko dlatego, że wiele osób tego się od niej domagało.

Zobacz także: Anna Popek w stroju kąpielowym. Fani patrzą na intymny szczegół. "Chyba pani zimno" 

Anna Popek krytykuje strajki kobiet

W swojej wypowiedzi Popek przywołuje osobistą historię i zdradza, że ktoś bardzo jej bliski leży w szpitalu pod respiratorem. W związku z tym ma kontakt z lekarzami i pielęgniarkami, którzy alarmują, że liczba chorych rośnie lawinowo, a oni nie są w stanie zagwarantować im pełnej opieki.

"Co poniektórzy domagają się ode mnie zabrania głosu w sprawach protestów. Nie zwykłam tańczyć jak mi zagrają, ale jest sprawa, więc mówię. Bardzo bliska mi osoba jest w szpitalu pod respiratorem. W związku z tym mam codzienny kontakt z pielęgniarkami i lekarzami. Mówią, że chorych dramatycznie szybko przybywa, że ludzie zarażają się błyskawicznie jeden od drugiego i że personel musi pracować ponad plan, żeby móc obsłużyć przynajmniej w podstawowym zakresie chorych" - informuje.

"Tak często mówiono o dystansie, że słowo to przestało mieć realne znaczenie za to nawoływanie do protestów, marszy, strajków i zbiorowisk pada na znakomity grunt. Czy nie wydaje się Wam to jednak cyniczne, żeby w imię budowania kapitału politycznego i mówiąc jednocześnie o zdrowiu i prawach kobiet wciągać nas wszystkich w szalony taniec śmierci?" - pyta retorycznie i dzieli się przerażającą wizją:

"Śmierć będzie kosić równo i tych którzy na marsze chodzą i tych, którzy nie chodzą, ale prędzej czy później zetkną się z nosicielami. Bo wirus się przenosi, taka jest natura wirusa. Umierają młodzi ludzie, ostatnio znajomy lat 38 ojciec dwójki dzieci. We wtorek publikował jeszcze zdjęcie z respiratorem w tle, a w środę już nie żył. Przez świat kroczy śmierć i wydaje się, że jej marsz nabiera tempa. Rozum nakazywałby więc unikanie niebezpieczeństwa. Ale zdaje się, że u niektórych rozum śpi" - kończy wymownie.

W odpowiedzi na te słowa internautki zasypały prezenterkę krytycznymi komentarzami. Sugerują, że jej zdanie jest takie, jakie narzuciła jej "góra".

"No właśnie dlatego to jest świństwo że w takim czasie wprowadza się tak ważne społeczne zmiany licząc że ludzie w obawie przed wirusem zostaną w domach! Nie z Polkami, nie tym razem a liczy się też jakość życia! Pani niech dalej ślicznie wygląda w TVP!".

"Bardzo mądre słowa Pani Aniu. Dlatego to zwykłe dranstwo ze strony PiS- u że w taki trudnych czasach, wiedząc że kobiety wyjdą na ulicę zgodził się na to by trybunał zajął się tak drażliwym dla społeczeństwa tematem i wydał takie orzeczenie. To nie jest dobry czas na takie ruchy".

"Proszę Pani jak się weszło miedzy wrony trzeba krakać tak jak one. Nie spodziewałem się innej reakcji Pani na strajk kobiet. Dlaczego? Bo nie ma Pani dość odwagi powiedzieć inaczej niż myśli PiS i towarzysz Jacek Kurski - bo to by się równało z odejściem z TiVPiS".

RadioZET.pl/AS