Zamknij

Anna Popek o naiwności pomagających imigrantom. "Jakby zatracili instynkt samozachowawczy"

19.11.2021 13:48
Anna Popek
fot. Mateusz Jagielski/East News

Anna Popek zabrała głos w sprawie sytuacji na granicy z Białorusią. Prezenterka TVP sceptycznie podchodzi do pomagania imigrantom, którzy próbują przedostać się na teren Unii Europejskiej i wskazuje na możliwe konsekwencje militarne. "A co stałoby się, gdyby zajmowali tutaj domy, gwałcili kobiety, zabijali?" - pisze o żołnierzach Łukaszenki. 

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej od wielu tygodni zajmuje polskie media. Anna Popek, podobnie jak wiele innych gwiazd, śledzi dramat rozgrywający się w pasie granicznym, gdzie utknęło tysiące ściągniętych przez Aleksandra Łukaszenkę imigrantów i uchodźców.  Do sieci co rusz trafiają poruszające relacje o tragedii wycieńczonych z głodu i zimna ludzi, którym starają się pomagać polskie fundacje humanitarne, aktywiści i celebryci. Część gwiazd, takich jak Maja Ostaszewska czy Maciej Stuhr, zawozi dary osobiście do nadgranicznych miejscowości. Ich postawa spotyka się jednak z różnym odbiorem. Gros internautów zarzuca gwiazdom niezrozumienie sytuacji, a nawet sprzyjanie destabilizującym działaniom Łukaszenki, który dąży do maksymalnego skłócenia Polaków.

Anna Popek komentuje sytuację na granicy z Białorusią 

Anna Popek ma zgoła inny pogląd odnośnie działania polskiej Straży Granicznej niż to przedstawiła w swoim emocjonalnym wpisie Barbara-Kurdej-Szatan czy Piotr Zelt, który ostro skrytykował rzeczniczkę SG, Annę Michalską, i nazajutrz opolska policja wymówiła mu współpracę przy akcji drogowej, której był twarzą. Prezenterka TVP ma dość krytykowania polskich służb mundurowych, a to, co robią funkcjonariusze na granicy, uważa za słuszne z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju.

Jak widzicie, nie komentuję tutaj spraw politycznych i ideologicznych z zasady. Nie dlatego, że nie nam zdania albo że rzeczywistość mnie nie obchodzi. Przeciwnie. Uważam jednak, że zbyt wiele "autorytetów", a zwłaszcza "autorytetów medialnych" zabiera głos i pozbawia tym samym swoje wypowiedzi powagi i znaczenia. Nie na wszystkim wszyscy się znają, choć tak im się wydaje. Emocje są złym doradcą, bo zacierają granice prawdy - twierdzi Anna Popek. 

Cały czas niektórzy polscy obywatele krytykują polskie wojsko. Jakby zatracili instynkt samozachowawczy. Owszem, wszystkich wzruszają buzie niewinnych dzieci pokazywane z lubością w mediach, co gorsza także zagranicznych. Naiwnością jednak jest sądzić, że możemy pomóc tylko dzieciom i że pomagając im zrobimy dobry uczynek, a przy okazji zadowolimy własne sumienie. Przecież nie można odrywać dziecka od matki a matki od męża, bo to niehumanitarne i po ludzku okrutne. Ale jeśli taki jest zamiar wroga? Aby weszli tu pod pozorem łączenia rodzin przebrani żołnierze? A co stałoby się, gdyby zajmowali tutaj domy, gwałcili kobiety, zabijali? Wiemy jak z własnymi obywatelami postąpił Łukaszenka, dlaczego sądzimy, że wobec Polaków zmieni metody? - zastanawia się prezenterka. 

Pewnie wtedy byłyby pretensje do Wojska, że nie broniło kraju. Tylko czy wtedy jeszcze będzie komu krytykować? Czy może obecni krytykanci uciekną i zamieszkają bezpiecznie za inną granicą? 

Znamy współczesną broń - są nią ludzie i kultura oparta na emocjach. Zofia Nałkowska pisała w "Granicy", że "coś musi przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą". Mam wrażenie, że niektórzy, plując na własne gniazdo, plując na obrońców ojczyzny przeszli już tę granicę, a to nieuchronnie prowadzi do upadku - diagnozuje gwiazda TVP. 

Wojciech Cejrowski szokująco o uchodźcach na granicy: "Opryskać ich świńską krwią"