Zamknij

Artur Barciś opowiedział o walce z koronawirusem. Ledwo uszedł z życiem? "Było bardzo groźnie"

24.09.2021 11:36
Artur Barciś
fot. Artur Zawadzki/REPORTER/ EAST NEWS

Artur Barciś w książce opowiedział o ciężkiej walce z COVID-19. Aktor nie ukrywał, że zarażenie koronawirusem przeszedł bardzo ciężko i bał się o swoje życie. Do dziś odczuwa skutki choroby, która niemal pozbawiła go życia.

Artur Barciś to jeden z najpopularniejszych polskich aktorów, doceniany przez krytyków i uwielbiany przez widzów. Ciężko wymienić wszystkie doskonałe kreacje teatralne, filmowe i telewizyjne tego doskonałego artysty, ogromną popularność zyskał między innymi dzięki błyskotliwej kreacji Tadeusza Norka w kultowych "Miodowych latach", na swoim koncie ma jednak o wiele więcej kreacji dramatycznych. Zagrał między innymi w "Znachorze", "Dekalogu" i "Krótkim filmie o miłości". O tym, jak świetnie radzi sobie w rolach komediowych, przypomniał w " Ranczo". W 2022 roku będziemy mogli zobaczyć go w filmie "Miłość na pierwszą stronę".

Artur Barciś, jak wiele innych gwiazd, jest zwolennikiem szczepienia się na koronawirusa, sam przyjął szczepionkę i pochwalił się tym w mediach społecznościowych. Nic w tym dziwnego, aktor ma za sobą zarażenie COVID-19 i nie ma najlepszych wspomnień. Chorobę przeszedł bardzo ciężko i nie ukrywał, że obawiał się o swoje życie. Szczegółowo opowiedział o tym w książce "Aktor musi grać, by żyć". Z jego słów wynika, że był w naprawdę ciężkim stanie.

Artur Barciś otarł się o śmierć. Gwiazdor "Rancza" opowiedział o walce z koronawirusem

Artur Barciś zdradził, że w pewnym momencie chciał dzwonić po karetkę, ale ostatecznie nie zdecydował się na ten krok. Decyzja mogła mieć fatalne następstwa.

- Ciężkie objawy utrzymywały się przez dwa tygodnie, zagrożenie minęło, kiedy spadła mi temperatura. Ale był moment prawdziwego strachu. Któregoś dnia o czwartej rano saturacja spadła mi do dziewięćdziesięciu trzech, a wtedy – jak zalecał mój przyjaciel – powinienem do niego zadzwonić, by wezwał karetkę. Ale ponieważ był środek nocy, to nie miałem sumienia go budzić. Postanowiłem wytrzymać. Kiedy mu o tym powiedziałem, wściekł się, bo gdyby mój stan jeszcze się pogorszył, nie miałbym już siły na telefonowanie po pomoc. Czyli było bardzo groźnie. Tak. Ale widocznie nie przyszedł jeszcze mój czas - opisuje.

Barciś podkreślił, że specyficzną cechą COVID-19 jest fakt, że osoba chora często nie może liczyć na wsparcie bliskich.

- Kiedy mamy grypę czy anginę, to bliscy są obok, na wyciągnięcie ręki. Ugotują rosół, przyniosą herbatę, poprawią poduszki. Ta choroba wyklucza obecność innych ludzi. Skazuje na samotność. I to jest upiorne. Chorzy odchodzą w samotności - smutno ocenił.

Aktor przyznał także, że jeszcze długo po przebyciu choroby boryka się z poważnymi następstwami.

- Kiedy na przykład wchodzę na pierwsze piętro, mam poczucie, że wszedłem na piąte. To minie. Lekarz po tomografii komputerowej płuc powiedział mi, że tak będzie przez jakiś czas. Obraz pokazał poważne zmiany, tak zwaną szybę covidową, biały placek. Mój stan się poprawi, potrzeba na to czasu, jednak zwłóknienia zostaną na zawsze. Na szczęście nie jest to na tyle groźne, abym musiał rezygnować z wykonywania swojego zawodu - podsumował.

Miejmy nadzieję, że Artur Barciś już nigdy nie będzie musiał zmagać się z zarażeniem koronawirusem.