Zamknij

Barbara Kurdej-Szatan przerywa milczenie. "Napisałabym to samo". Nie żałuje?

24.11.2021 09:27
Barbara Kurdej-Szatan
fot. Instagram/screen

Barbara Kurdej-Szatan była jedną z ulubionych gwiazd serialu "M jak miłość". Kilkanaście dni temu jej współpraca z produkcją, ale i całą TVP, z hukiem się zakończyła. Wszystko przez wpis aktorki na temat polskich pograniczników, w którym padły mocne słowa. Wreszcie Kurdej-Szatan w obszernym wywiadzie odniosła się do całej sprawy i skomentowała swoje zwolnienie.

Barbara Kurdej-Szatan od kilku lat jest jedną z najbardziej znanych polskich aktorek serialowych i osobowości telewizyjnych. Kilkanaście dni temu gwiazda " M jak miłość" z wielkim hukiem zwolniona została z serialu po tym, jak na Instagramie w mocnych słowach oceniła działania polskich służb granicznych na polsko-białoruskiej granicy. Za wpis przeprosiła, jednak konsekwencje były nieubłagane. Niestety, dotknęły także inne osoby, które w serialu grały bohaterów związanych z wątkiem ukaranej gwiazdy.

Choć marka Play stanęła murem za Kurdej-Szatan, to jednak wiele innych perspektyw zawodowych aktorki dość mocno się posypało. Teraz, po dłuższym czasie, w którym gwiazda miała moment na refleksję, udzieliła długiego wywiadu. Przyznała w nim, że Jacek Kurski planował jej zwolnienie już dwa lata temu, co miało związek z jej poglądami. Ona sama, gdyby mogła cofnąć czas, napisałaby w poście to samo. Prawie.

Zobacz także: Konrad Skolimowski wyśmiany za obnoszenie się z wiarą? "A gdzie ślub?" Jest odpowiedź

Barbara Kurdej-Szatan przerwa milczenie na temat głośnego posta

Choć Kurdej-Szatan szybko przeprosiła za swoje słowa, do tej pory były to tylko lakoniczne komentarze. Po milczeniu zdecydowała się na obszerny wywiad, w którym przyznała, że żałuje tego, co powiedziała, ale gdyby mogła to zmienić, to powiedziałaby to samo - tylko bez jednego słowa.

"Żałuję, że użyłam jednego słowa za dużo. "Mordercy" - to było niepotrzebne, padło w emocjach" - stwierdziła w rozmowie z "Dużym Formatem".

Stwierdziła też, że jej słowa nie były skierowane do wszystkich pracowników Straży Granicznej.

"Przeprosiłam za to. I przepraszam raz jeszcze (...). Wcześniej dochodziły mnie jakieś słuchy, plotki o tym, co dzieje się na granicy... I oto ujrzałam słynny push-back w praktyce. Traktowanie ludzi jak bydło. Wiem, że są różni policjanci, żołnierze, tak, jak i księża, dyrektorzy czy strażnicy, na pewno są tam tacy, którzy nie mogą na to patrzeć, ale są i bezwzględni, nieczuli. Słowa, których użyłam, były skierowane do negatywnych bohaterów tego filmu. Nie do całej Straży Granicznej. Ale właśnie do tych ludzi, którzy zachowali się w taki sposób" - wyjaśniła.

Jak dodała, płaci konkretną karę za swoje poglądy. Nie chodzi tylko o sprawy zawodowe, ale także o wiadomości, jakimi jest zasypywana.

"Piszą do mnie: "Ty szmato, idź dawać d**y brudasom na granicy", "Ku**o, popełnij samobójstwo", "Nie mogę się doczekać, jak napluję ci w twarz" - ujawniła. Dodała też, że Kurski chciał ją zwolnić z "M jak miłość" już dwa lata temu, ale wtedy uległ namowom producentów.

"Z niego podobno również chcieli mnie wyrzucić, ale główny producent, jak słyszałam, przekonał prezesa, bym jednak została. Jak widać, nie na długo" - stwierdziła z żalem.