Zamknij

Dorota Gardias: pierwszy wywiad po wyjściu ze szpitala. Ostrzega koronasceptyków

06.10.2020 10:57
Dorota Gardias
fot. VIPHOTO/East News

Dorota Gardias poinformowała fanów o tym, że wyszła ze szpitala. Pokazała zdjęcie z widokiem ze swojego okna. "Home, sweet home" - napisała. Teraz, w pierwszym wywiadzie po opuszczeniu placówki, opowiedziała o chorobie ze szczegółami. Ma też radę dla wszystkich, którzy nie wierzą w koronawirusa.

Dorota Gardias przez ponad tydzień przebywała w szpitalu w związku z zachorowaniem na Covid-19. Prezenterka pogody trafiła tam 30 września razem z siedmioletnią córką. Hania bardzo łagodnie przechodziła chorobę, ale w przypadku pogodynki momentami konieczne było podłączanie jej pod tlen. Miała zmiany w płucach typowe dla koronawirusa, co prowadziło do trudności z oddychaniem, o czym Gardias informowała podczas sesji Q&A z internautami. Opowiedziała tam o przebiegu choroby i swoim samopoczuciu.

Dorota Gardias już wyszła ze szpitala

W poniedziałek wieczorem pogodynka opublikowała w sieci krótkie wideo, które jako niespodziankę przygotowali dla niej koledzy z ekipy realizacyjnej TVN Meteo. Jak zaznaczyła, filmik od przyjaciół sprawił, że wzruszyła się do łez. Okazuje się, że na krótko przed tym Gardias pochwaliła się, że już wróciła do domu. Zrobiła to w piękny sposób, pokazując zdjęcie robione z okna swojego mieszkania. Widać na nim poniedziałkową, skąpaną w deszczu Warszawę. "Home, sweet home" - napisała.

Zobacz także: Burza pod nowym zdjęciem Gardias. "A podobno ma koronawirusa i jest w szpitalu"

Gardias

Dorota Gardias: pierwszy wywiad po opuszczeniu szpitala

Prezenterka pogody była gościem online studia "Dzień Dobry TVN". W rozmowie z Ewą Drzyzgą i Agnieszką Woźniak-Starak opowiedziała o przebiegu choroby, o tym, co ją początkowo zaniepokoiło, oraz jak czuje się jej córka, Hania.

"Przebywam w domu, jeszcze do piątku mam izolację, ale najważniejsze, że już w domu" - zaczęła Gardias. Na pytanie, prowadzących, czy wynik testu już ma ujemny, dokładnie wyjaśniła, jak wygląda testowanie obecności koronawirusa.

"No niestety, testy ciągle pokazują co innego. Tu jest duży problem, ponieważ były już wyniki niejednoznaczne, był wynik ujemny, no i na końcu pojawił się też dodatni, wiec teraz kolejne testy do momentu, kiedy nie będą dwa ujemne. Oczywiście, kiedy skończy się mój okres izolacji, będę mogła wyjść z domu, ale wolę mieć pewność, że jest ujemny. Haneczka, na szczęście, przeszła wszystko bardzo lekko, wyszła wcześniej niż ja, bo już w niedzielę, czuje się bardzo dobrze, ma bardzo dużo energii, można powiedzieć, że przeszła to prawie bezobjawowo, wystąpiła u niej tylko gorączka. Już jest w szkole, ale niestety nie możemy być razem" - dodaje ze smutkiem Gardias.

Dalej opowiedziała, jak wyglądał przebieg choroby od samego początku.

"U mnie zaczęło się od drapania w gardle, od lekkiego suchego kaszlu. Byłam czujna już wtedy, a był to czas, kiedy chodziłam do pracy. Już w środę, trzy dni wcześniej, wiedzieliśmy, że są zakażenia w szkole, bo wszystko się zaczęło w szkole u Hani. Dwa dni później zrobiłam test prywatnie, ponieważ jeszcze się nie kwalifikowałam do tego, by państwowo go wykonać, nikt by tego nie zrobił. No i okazało się, że to koronawirus niestety" - powiedziała, zauważając, że mimo wcześniejszych zachorowań, dopiero po pewnym czasie wprowadzono kwarantannę - kiedy już wiadomo było, że jest wielu chorych.

"To jest dziwne, bo zostaliśmy objęci kwarantanną nie z powodu nauczyciela, który zachorował, tylko z powodu ucznia, który zachorował dużo później niż nauczyciel. I dlatego ta kwarantanna się przesunęła, ale tak naprawdę zaczęła się wtedy, kiedy wiedziałam, że jestem chora. Nie zostałam odizolowana od innych wcześniej, nikt nie wiedział, że tak sytuacja się rozwinie" - mówi.

"Przebieg choroby był taki, o czym lekarze mnie przestrzegali, żeby mnie nie zwiodło to, że poczuję się lepiej. Faktycznie przez trzy dni miałam gorączkę, bardzo bolały mnie plecy, mięśnie, oczy, bardzo bolała mnie głowa, ale po 3-4 dniach te objawy zaczęły ustępować. Gorączka spadła, plecy przestały boleć i myślałam, że po wszystkim, bardzo byłam zadowolona. Ale 5 dni od pierwszych objawów zaczęły mnie boleć płuca. Ten ból każdego dnia był silniejszy, do tego stopnia, że w poniedziałek, kiedy trafiłam do szpitala, już nie mogłam brać oddechu, ponieważ nie pozwalał mi na to ból" - wyjaśniła Gardias. Dodała, jak wyglądały jej kolejne kroki.

"Skontaktowałam się z lekarzem w państwowej placówce, podkreślam to, że w państwowej, bo tylko w państwowej może poprowadzić przez chorobę i potem tez zwolnić nas z izolacji, który od razu skierował mnie do szpitala na badania. Procedury wyglądają tak, że zadzwoniłam wtedy do sanepidu, zwolniono mnie z izolacji na czas wykonania badania, w reżimie sanitarnym, czyli w rękawiczkach i maseczkach zeszłyśmy do samochodu i własnym autem dojechałyśmy do szpitala".

Jak wyjaśniła, choć jest osobą o bardzo dobrej kondycji (niedawno weszła na najwyższy szczyt Tatr), zejście po schodach z plecakiem na plecach było bardzo męczące. Na tyle, że musiała usiąść na ławce, by odpocząć. Przez cały okres choroby schudła pięć kilo. Teraz jej plan to powrót do formy i regeneracja.

Dorota Gardias ostrzega koronasceptyków

Na koniec prezenterka pogody skierowała apel do wszystkich, którzy z dystansem podchodzą do reżimu sanitarnego i wręcz nie wierzą w koronawirusa.

"To jest bardzo trudne, ponieważ żyjemy w świecie, w którym mamy ogromny dostęp do informacji, ale również w świecie, w którym króluje dezinformacja i fejknews. Nie chciałabym nikogo koronawirusem straszyć, ponieważ my już jesteśmy i tak porządnie nastraszeni, a jest się czego bać, ale chciałabym po ludzku wszystkich poprosić, zaapelować do państwa, byście o siebie dbali, o siebie, o swoje rodziny, o swoje dzieci, bo jak zadbacie o siebie, to zadbamy o wszystkich, którzy są dookoła. Wiem, że to jest uciążliwe, bo nie lubimy, jak się nas w czymś ogranicza, ale przyszło nam żyć w takich, a nie innych czasach i musimy się jakoś do tego dostosować. Zachęcam wszystkich, by stosowali się do tego reżimu sanitarnego. Dzięki temu, że w mojej redakcji bardzo tego pilnujemy, chodzimy w maskach, zachowujemy dystans, nikt nie zachorował. Myślę, że to ma sens. Zdaję sobie sprawę, że maseczki nie chronią nas w 100 procentach, ale na pewno te wirusy nie rozprzestrzeniają się tak łatwo" - kończy prezenterka

Życzymy jej szybkiego powrotu do pełni sił.

RadioZET.pl/DD TVN/AS