Zamknij

Dorota Szelągowska odsłania traumatyczne kulisy dzieciństwa. "Bałam się wejść mamie na kolana"

27.11.2021 16:32
Dorota Szelągowska
fot. ADAM JANKOWSKI/REPORTER/EAST NEWS

Dorota Szelągowska nie ukrywa w swoich wypowiedziach, że nie miała łatwego dzieciństwa. W nowym wywiadzie odsłoniła nowe szczegóły, związane m.in. z chorobą nowotworową mamy.

Dorota Szelągowska to znana projektantka wnętrz i prezenterka programów o tematyce wnętrzarskiej. Prywatnie jest też córką pisarki Katarzyny Grocholi. Choć Szelągowska dba o swoją prywatność, to jednak często nie unika trudnych tematów, związanych m.in. z jej dzieciństwem. W pewnym wywiadzie ujawniła, że była wychowywana przez pedofila. "Miałam wychowanie z mamą, babcią i to był trudny czas. Bardzo. Działy się różne złe rzeczy. Ale nie oddałabym tego, ponieważ to mnie zbudowało. Jakbym mogła cofnąć czas, jakbyś powiedziała: Hej, możesz cofnąć czas. Nie będziesz miała ojca alkoholika, który był pedofilem. Nie będziesz miała rozwodu rodziców, nie będzie miała różnych rzeczy, ucieczek z matką z domu, bo ojczym postanawia zrobić coś złego…” nie oddałabym tego za nic" - wyznała.

Jednak nie była to jedyna trauma. Inną, z jaką przyszło się jej mierzyć, była choroba nowotworowa matki. Opowiedziała o tych przeżyciach w programie "Miasto Kobiet".

Zobacz także:  Była żona Zamachowskiego miała wypadek. Aleksandra Justa nie może samodzielnie chodzić 

Dorota Szelągowska wspomina chorobę nowotworowej mamy

Szelągowska we wcześniejszych wypowiedziach podkreślała, że ma do mamy żal o to, że nie dostała od niej wystarczającego wsparcia. Wyjaśniła także, że rozumie, że mama nie zawsze po prostu mogła ją wspierać. Właśnie ze względu na nowotwór. "Myślę, że nie dostałam tyle wsparcia w dzieciństwie, ile powinnam była dostać. Ale to dlatego, że moja mama miała raka. Moja mama umierała. Moi rodzice się rozwiedli. Miała własne problemy. Myślę, że dała mi tyle miłości, ile była w stanie" - powiedziała. Teraz, w "Mieście Kobiet" ujawniła, że z chorobą mamy wiązały się też inne jej problemy. W związku z różnymi traumami i faktem, że wiele rzeczy było na jej głowie, Szelągowska nie miała czasu na zrozumienie własnych emocji. Doprowadziło to u niej do pojawienia się nerwicy lękowej.

"Musiałam się wszystkim zaopiekować, nie miałam czasu na to, aby się przyjrzeć swoim emocjom. Od początku byłam przygotowana do tego, że muszę się sobą zająć, że muszę ogarnąć inne rzeczy. Potwornie duża odpowiedzialność. Nie miałam prawa nie unieść czegoś" - powiedziała. Choć jej mama i babcia starały się zaopiekować małą Dorotą tak, jak mogły, to jednak nie miały wpływu na lęki, jakie rozwijały się w niej w związku z nowotworem Grocholi.

"Jeżeli masz matkę, która ci umiera na raka i nikt jej nie daje szansy na to, że wyzdrowieje, a kiedy ona miała radioterapię, to mi wypadały włosy garściami, nie jej. Porozmawiajmy o tym, co to 7-letnie dziecko musiało wtedy czuć. Albo bałam się jej wejść na kolana, bo ktoś mi powiedział, że z niej wyjdzie rak i mnie uszczypnie" - wyjaśniła.

Traumatyczne doświadczenia doprowadziły do psychicznych problemów Szelągowskiej. Prezenterka zauważa jednak, że ona na terapię mogła sobie pozwolić, dlatego tym bardziej nie wyobraża sobie, przez co przechodzą dzieci i młodzież, które specjalistycznego wsparcia nie dostają. Właśnie przez wzgląd na swoje doświadczenia projektantka zaangażowała się w budowę Centrum Psychiatrii Dzieci i Młodzieży z Fundacją TVN.