Zamknij

Dziennikarz TVN ma transpłciową córkę. Musiała pozwać go do sądu

22.11.2021 13:00
Piotr Jacoń
fot. Pawel Wodzynski/Dzien Dobry TVN/East News

Piotr Jacoń, dziennikarz związany z TVN, ma transpłciową córkę. W najnowszym wywiadzie prezenter opowiedział o tym, jak dramatyczny jest proces zmiany płci w Polsce. On i jego żona musieli zostać pozwani przez własne dziecko.

Piotr Jacoń to dziennikarz od wielu lat związany z telewizją TVN. Jest także autorem książki "My, trans", w której porusza problemy osób transpłciowych w Polsce. Jednym z motorów do jej napisania były dla Jaconia jego osobiste doświadczenia - a dokładniej jego transpłciowej córki. W swoim dziele dziennikarz opowiada o trudnej drodze, jaką jego dziecko musiało przejść, by wreszcie żyć zgodnie ze sobą. W książce autor omawia także historie innych osób "uwięzionych w ciele" i ukazuje trudną rzeczywistość polską rzeczywistość oraz absurdalność skostniałych przepisów prawa.

Zobacz także: Joanna Koroniewska o trudnym dzieciństwie. "Nie marudź, bo nikt tego nie zauważy"

Piotr Jacoń opowiedział o transpłciowej córce. Musiała podać go do sądu

W rozmowie z serwisem WP Jacoń przyznał, że polskie prawo jest tak skonstruowane, że jedyną drogą dla osób transpłciowych, by mogły zostać uznane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, jest pozwanie swoich rodziców do sądu do sądu o to, że niepoprawnie określili płeć swojego dziecka w chwili narodzin. Taka rozprawa jest jednym z etapów całego procesu transformacji płci. Innymi jej elementami są liczne kuracje hormonalne, konsultacje psychologiczne oraz dokładne badania lekarskie. Niezwykle istotnym momentem jest właśnie pozew sądowy przeciw własnym rodzicom. Nierzadko jest to moment niezwykle traumatyczny dla osób transpłciowych, jak i ich rodzin. W wywiadzie Piotr Jacoń powiedział, jak dramatycznie proces ten wyglądał w przypadku jego córki.

W sądzie została zmuszona do kilkakrotnego wypowiadania swojego dawnego imienia, a także - już na wstępie - wyłącznie z powodu skostniałych zwyczajów, rozdzielona ze wspierającymi rodzicami. Oni, jako pozwani, musieli zająć osobną ławę. Dla Jaconia jest to po prostu absurdalne. Dziennikarz przyznał, że pozew przeciw sobie i żonie w sądzie w Gdańsku złożył osobiście, w imieniu córki, która mieszka w Warszawie.

"Jesteśmy właśnie na etapie rozpraw sądowych. Absurd tej sytuacji demaskuje się na każdym kroku. Córka mieszka w Warszawie, ja tam pracuję, ale dom jest w Trójmieście, więc wziąłem od niej pozew przeciwko nam i samodzielnie złożyłem go w sądzie w Gdańsku" - powiedział. Ujawnił, jak wyglądała rozprawa. "Byliśmy bardzo zestresowani, spięci. Wchodzimy na salę, trzymając się za ręce, i pierwszy komunikat, który słyszymy od sądu, to, że pani powinna usiąść po tej stronie, a państwo naprzeciwko. Jako oskarżeni i strona pozywająca" - wyjaśnił. Dodał, że choć sędzia miała świadomość złożoności sprawy, i tak nie potrafiła działać inaczej niż według utartego, nieprzyjaznego dla człowieka schematu.

Rozprawa była bardzo trudna, a dla córki oznaczała traumatyczne wręcz przeżycia.

"Córka stanęła przed sądem i musiała na głos wypowiedzieć swoje stare imię. Zrobiła to szeptem. Sąd poprosił, aby powiedziała głośniej. I w tym momencie się rozpadła. Zaczęła płakać" - wyjawił dziennikarz.

Mimo iż w przypadku córki Jaconia sprawy zmierzają już we właściwym kierunku, to on jednak nigdy nie przestanie się o nią martwić. Wszystko przez to, jak polskie prawo traktuje osoby transpłciowe.

"Przez to, jak polskie państwo traktuje osoby trans, wiem, że będę się martwić o własne dziecko przez cały czas. Bo może ktoś w pewnym momencie zacznie do niej w gabinecie lekarskim mówić per "pan", bo zasłoni się klauzulą sumienia" - zaznaczył.