Zamknij

Filip Chajzer szczerze o depresji i utracie syna: "Marzyłem, żeby mnie nie było"

16.06.2021 15:20
Filip Chajzer
fot. Tricolors/ East News

Filip Chajzer jakiś czas temu zdradził w mediach, że zmaga się z depresją. Dziennikarz ponownie otworzył się w tym temacie i opowiedział o chorobie w rozmowie z magazynem "Viva!". Zdradził też, jak sobie poradził z utratą 9-letniego syna Maksa, który w 2015 roku zginął w wypadku samochodowym.

Filip Chajzer kilka tygodni temu otworzył się przed swoimi fanami i opowiedział o depresji. Dziennikarz ponownie poruszył ten temat w rozmowie z magazynem "Viva!". Chajzer podkreślił, że w trudnych momentach podczas pracy na planie "Dzień Dobry TVN" mógł liczyć na swoją telewizyjną partnerkę - Małgorzatę Ohme, która jest psychologiem.

Zobacz też: Filip Chajzer ujawnił, że cierpi na depresję. Takiej reakcji internautów się nie spodziewał. "Obłęd"

Filip Chajzer szczerze o depresji i utracie syna: "Marzyłem, żeby mnie nie było"

"Musiałem wychodzić do ludzi, uśmiechać się, prowadząc program. Dla mnie bycie »pro« w pracy jest bardzo ważne. Na szczęście moją partnerką w programie jest Małgosia Ohme, która jest psychologiem. Wiedziała doskonale, o co chodzi. Była buforem między mną a tym, co w danym momencie było mi niepotrzebne. Dbała o to, by wokół mnie nie było za dużo ludzi, żebym miał spokój" - powiedział Filip Chajzer w rozmowie z "Vivą!".

Dla dziennikarza okres izolacji w pandemii okazał się być bezpieczny.

"Paradoksalnie pandemia, która dla wielu ludzi stała się przyczyną depresji, mnie uratowała. Wybuchła wtedy, kiedy miałem swój najgorszy czas. Bałem się wyjść z domu, bałem się ludzi. Maseczka stała się moją czapką niewidką. Zakładałem ją, czapkę z daszkiem, okulary przeciwsłoneczne i byłem niewidoczny. Ja wtedy w środku… nie żyłem" - powiedział Chajzer. Depresja sprawiła, że dla Filipa nic nie miało znaczenia.

"Byłem jak zahibernowany. To chyba najlepsze słowo. Nic nie miało dla mnie znaczenia" - wyznał w rozmowie z magazynem.

W wywiadzie nie zabrakło też wspomnień dotyczących tragedii z 2015 roku. To właśnie wtedy syn Filipa - Maks zginął w wypadku samochodowym, podczas podróży autem ze swoim dziadkiem.

"Myślisz o nieprzepracowanej traumie? To jest możliwe. Myślę, że psychologowie albo psychiatrzy mogliby powiedzieć to samo. Opowiem ci, jak to jest. Może się wydawać, że traumatyczne przeżycie udało ci się przepracować, przerobić, dojść do siebie i wypłynąć na powierzchnię. A jednak masz to wszystko w tyle głowy. Zawsze! W każdej minucie życia, 24 godziny na dobę. Nie zapominasz ani na sekundę. Ja tak mam. A potem staje się coś takiego, przez co ta tragedia wraca do ciebie ze zdwojoną siłą. Dostajesz podwójny strzał. Ja dostałem" - wyznał Chajzer.

Dziennikarz "Dzień Dobry TVN" zdradził też, co było punktami zwrotnymi w jego depresji.

 "Punktami zwrotnymi w mojej chorobie były dwie rzeczy, które się wydarzyły jesienią 2020 r. Pierwszym była choroba taty. Cudem zdiagnozowano u niego nowotwór. Kazałem mu iść na badania. Od kilku lat przypominam na Facebooku i Instagramie, że faceci muszą się badać, więc pomyślałem – muszę też zmobilizować tatę. I bang! Trafiony zatopiony! Na szczęście chorobę wykryto na bardzo wczesnym etapie, to był cud. Ojciec przeszedł operację i wszystko jest dobrze. Jest zdrowy. Drugim były moje 36. urodziny. Niby nic nadzwyczajnego, ale dla mnie to święto zawsze było bardzo istotne, spędzane w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych. W sumie przez kilka dni w moim dość zamkniętym życiu pojawiło się kilkadziesiąt osób, które chciały być ze mną. Życzliwi, wspaniali ludzie. Dla nich byłem ważny. Dlaczego więc nie byłem ważny sam dla siebie? To pytanie trzeba było sobie zadać" - powiedział.

W najgorszych momentach choroby Chajzer chciał, żeby go po prostu nie było.

"Ale gdy człowiek choruje na depresję, to tego kompletnie nie widzi. Ja leżałem, patrzyłem w sufit i marzyłem, żeby mnie nie było. Po prostu. Moim największym marzeniem był wtedy… brak mnie. Nie myślałem racjonalnie" - podkreślił.