Zamknij

Irena Dziedzic żyła w tragicznych warunkach. Nowe fakty ws. śmierci aktorki i dziennikarki

14.09.2020 09:32
Irena Dziedzic
fot. TRICOLORS/East News

Irena Dziedzic zmarła 5 listopada 2018 roku w Warszawie. Niespełna dwa lata po śmierci dziennikarki i aktorki na jaw wychodzą nowe fakty. Okazuje się, że żyła w koszmarnych warunkach - jej mieszkanie było brudne i zarobaczone.

Irena Dziedzic była polską dziennikarką i aktorką, znaną głównie z prowadzenia programu rozrywkowego Telewizji Polskiej "Tele-Echo" (1956-1981). W latach 2002–2006 co tydzień można było słuchać jej publicystycznych felietonów "Punkt widzenia" w Programie I Polskiego Radia. Wystąpiła w filmach "Jutro premiera" oraz "Polowanie na muchy", a także serialu "Wojna domowa", gdzie zagrała samą siebie. Gwiazda TVP i Polskiego Radia zmarła 5 listopada 2018 roku w Warszawie w wieku 93 lat.

Po niecałych dwóch latach od śmierci Ireny Dziedzic na światło dzienne wychodzą nowe fakty o jej życiu. Okazuje się, że legendarna dziennikarka mieszkała w strasznych warunkach. Jej lokum było brudne i zarobaczone. Materiały ze śledztwa, które umorzono 28 sierpnia, opublikowała Polska Agencja Prasowa. Postępowanie prowadzone było w kierunku nieumyślnego spowodowania jej śmierci oraz w związku z podejrzeniem oszustwa - w ostatnich tygodniach życia Irena Dziedzic wypłaciła z konta sporą sumę pieniędzy.

Zobacz także: Gienek Loska nie żyje. Michał Szpak wspomina zwycięzcę "X Factor": "Zawsze był wierny sobie"

Irena Dziedzic nie żyje. Ujawniono nowe fakty

Choć Irena Dziedzic zmarła na początku listopada 2018 roku, informacja o jej śmierci została przekazana dopiero w styczniu 2019 roku. 14 stycznia dziennikarka została pochowana na cmentarzu w Laskach. W toku śledztwa ustalono, że przed śmiercią Dziedzic żyła samotnie. Zmagała się także z kłopotami finansowymi. 29 września 2012 roku zawarła notarialnie "umowę dożywocia" z obcym dla niej Bogdanem B., który zgodnie z zapisem umowy został właścicielem jej domu, wypłacając Dziedzic 235 tys. złotych oraz comiesięczną pensję 4500 złotych, aż do jej śmierci.

Jak ustalono, Irena Dziedzic nie miała żadnej rodziny. W codziennym funkcjonowaniu pomagała jej opiekunka z Ukrainy oraz pani doktor Barbara W. Kobieta zajmowała się prezenterką po tym, jak ta w 2018 roku złamała nogę i przebywała w szpitalu. Mimo pomocy lekarki, mieszkanie Ireny Dziedzic było w strasznym stanie. Emerytura aktorki była zajęta przez komornika.

- Mieszkanie było brudne, zarobaczone, panował fetor, nie było ani jednej rzeczy nadającej się do ubrania. Naczynia były brudne, kuchenka gazowa uległa rozszczelnieniu i ulatniał się gaz (...) Nie była spokojną osobą. Żyła w przeświadczeniu, że ma dużo pieniędzy i stać ją na wszystko. Zażyczyła sobie np. zestawu do manicure. Dostawała furii, gdy mówiłam, że na coś brakuje pieniędzy - zeznała "pani Basia" w rozmowie z prokuraturą.

Barbara W. poprosiła Dziedzic o upoważnienie jej do rachunków bankowych. Według zeznań pani doktor oraz notariusz Anny Z., Irena Dziedzic świadomie podpisała wszystkie dokumenty.

Właściciel mieszkania dziennikarki, Bogdan B., odwiedził ją, gdy sąsiad poinformował go o złym stanie zdrowia Dziedzic. W trakcie śledztwa wyznał, że kontakt z prezenterką był utrudniony, ponieważ "przeplatała rzeczy prawdziwe z urojonymi". Irena Dziedzic miała "przebywać w ciemności", a jej szwy po operacji nogi nie zostały zdjęte. 25 października 93-latka trafiła do szpitala w związku z niewydolnością krążenia z bradykardią. Zmarła 5 listopada w wyniku przewlekłych wielonarządowych zmian chorobowych, czyli z przyczyn naturalnych.