Zamknij

Jan Englert przyszedł pijany na plan filmowy. Aktor przyznał się: "Byłem urżnięty"

01.12.2021 17:08
Jan Englert
fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER/EAST NEWS

Jan Englert podzielił się w książce "Bez oklasków" paroma kontrowersyjnymi historiami. Wybitny aktor wyznał bez ogródek, że w czasie kręcenia pamiętnej sceny z "Nocy i dni" był nietrzeźwy. Wspomina, jak wypadł przed kamerą. 

Jan Englert ostatnio przypominał o sobie na dużym ekranie w filmie "Dziewczyny z Dubaju" w reżyserii Marii Sadowskiej. Chociaż rola był skromna, Doda piała z zachwytu, że tak znamienity artysta zgodził się wziąć udział we współprodukowanym przez nią przedsięwzięciu i to razem z żoną, aktorką Beatą Ściabkówną.

Ale o Janie Englercie jest ostatnio głośno nie tylko za sprawą szumnego dzieła Rabczewskiej. 78-letni aktor wydał biografię zatytułowaną "Bez oklasków", w której w rozmowie z Kamilą Drecką zwierzył się z kilku kontrowersyjnych faktów z przeszłości. Po wielu latach fani dowiedzieli się, że  Jan Englert wsiadł za kierownicę po alkoholu i dał funkcjonariuszom łapówkę. Ale to niejedyna "zakrapiana" historia na koncie byłego rektora warszawskiej Akademii Teatralnej, o której można przeczytać w książce. 

Jan Englert zagrał pijany w "Nocach i dniach"

Niechlubne zdarzenie miało miejsce na planie serialu "Noce i dnie" w reżyserii Jerzego Antczaka. Englert grał tam Marcina Śniadowskiego, zięcia Barbary i Bogumiła Niechciców. Aktor wspomina, że pewnego dnia stanął przed kamerą kompletnie pijany.

W filmie jest scena, w której Śniadowski przemawia na zebraniu konspiracyjnym. Zdjęcia kręciliśmy w Jabłonnie. Przywieźli nas na plan, czekałem, a gdzieś koło pierwszej w nocy uznałem, że zdjęcia już się nie odbędą, i z nudów wypiłem co najmniej pół butelki wódki [...] To było w pałacu w Jabłonnie, w którym bar działał cały czas - opowiada w "Bez oklasków" Jan Englert.

Tymczasem nieoczekiwanie o piątej nad ranem wezwano nas na plan. Byłem nieźle wstawiony, miałem spierzchnięte usta. Ale co znaczy silna wola! Moje pojawienie się zostało przyjęte bez komentarzy, ale kiedy tę scenę zobaczyłem na ekranie, to przecież widziałem, że byłem urżnięty. Pamiętam, że trzymałem się resztką sił i woli, żeby móc ten tekst wypowiedzieć. Widocznie udało mi się jakoś zebrać. Zresztą, zawsze miałem bardzo mocną głowę i słabą wątrobę - wyznał po latach dyrektor artystyczny Teatru Narodowego w Warszawie.