Zamknij

Jasnowidz Jackowski: "Będziemy musieli uciekać". Tam będzie bezpiecznie?

24.11.2021 14:34
Krzysztof Jackowski
fot. Jackowski/YouTube/screen

Jasnowidz Krzysztof Jackowski opublikował swoją kolejną wizję. Przestrzega przed bardzo poważnym kryzysem ekonomicznym. i zapowiada, że będziemy musieli uciekać z kraju.

Jasnowidz Krzysztof Jackowski podzielił się swoja kolejną wizją, w której zapowiada pogarszający się stan polskiej gospodarki. Jak twierdzi, złotówka tak mocno straci na wartości, że rząd wprowadzi pieniądz zastępczy. Jackowski wraca pamięcią do Peweksów i mówi, że tak może to w naszym kraju wyglądać. Sytuacja będzie jednak na tyle zła, że wiele osób będzie musiało uciekać z Polski.

Już od dawna Krzysztof Jackowski mówi swoim widzom, że jeśli mieszkają za granicą, niech tam pozostaną i nie wracają do kraju. Od dłuższego czasu wizjoner z Człuchowa zapowiada kryzys ekonomiczny i przyznaje, że jego żona już robi zapasy. Zdaniem Jackowskiego już niebawem mogą zacząć się dziać rzeczy, które będą sygnałem przed innymi ważnymi wydarzeniami.

Zobacz także:  Jasnowidz Jackowski w szokującej wizji. Widzowie przerażeni czwartym rozbiorem Polski

Jasnowidz Jackowski zapowiada: "Będziemy musieli uciekać z kraju"

Na wstępie jasnowidz przypomina swoje wcześniejsze słowa, które paść miały jeszcze przed wybuchem epidemii. Wtedy to do swojej córki powiedział o tym, że "przed wielkim konfliktem ludzie będą bali się oddychać". Jak dodaje, przyznał także, że Polacy będą musieli uciekać, a kraje, które przychodzą mu do głowy, jako bezpieczne, to Bułgaria i Rumunia.

"Przeraża mnie zdanie, które powiedziałem do mojej córki: Monika, w pewnym momencie będziemy musieli uciekać. Rumunia i Bułgaria” - mówi krótko. Teraz wydarzenia są coraz bliżej tego punktu. Jak mówi Jackowski, jesteśmy na etapie "programowania".

"W tej chwili następuje oswajanie nas z tzw. napiętą sytuacją na wschodniej granicy. Nic się tam nie dzieje, a my jesteśmy oswajani, ze tam jest punkt napięty. Zwróćmy uwagę, że jeszcze nie tak dawno skupialiśmy się na innych problemach, ale nie na wschodniej polskiej granicy, która miała się spokojnie i nic tam się nie działo. Teraz ta granica jest granicą problematyczną (…). To już jest mowa o czymś więcej: jacyś eksperci mówią nam, że coś się niechybnie zacznie i to kwestia czasu. Ale to jest przyzwyczajanie nas, tylko w jakim celu? Żyjemy w dobie dużej technologii. Żadne z państw, które chciałoby coś zrobić niedobrego, nie afiszowałoby się z tym, nie doprowadzałoby do tego, że portale by o tym bębniły, że „tam może się coś stać” (…). To są pewne znaczniki, które kodują nam sytuację nie do końca prawdziwą w głowach, byśmy wiedzieli, kto jest wrogiem, a kto obrońcą i przyjacielem. Jesteśmy programowani informacyjnie, a to buduje nam światopogląd, jaki mamy mieć zbudowany” - wyjaśnia.

Zdaniem jasnowidza, obecnie rząd wstrzymuje się z restrykcjami, choć są one nieuchronne. Jednak wtedy, kiedy usłyszymy, że mają zostać wprowadzone - wówczas będzie to dla nas zły znak, bo zaczną się drastyczne wydarzenia o charakterze gospodarczym.

"Rząd wstrzymuje się z restrykcjami co do zarazy, ale one będą. Jeżeli w Europie te restrykcje już się zaczęły, a Polska się wzbrania, co podlega dyskusji publicznej, więc jeżeli będą zapowiedziane restrykcje, to jest czas niebezpieczny z innych względów też. Moja wizja sprzed roku: dowiemy się, że nasz kraj się na coś zgodził i będziemy zaskoczeni i rozczarowani”.

"Duże osłabienie polskiej złotówki. Będzie się coś działo ze złotówką na tyle, że to będzie odpowiednik odpływu zagranicznego kapitału z naszego kraju. Będzie coraz mniej dostaw drogich rzeczy, trwałych – pojazdów, elektroniki. My będziemy uważali, że to kryzys surowcowy, a to kryzys, w którym producenci się zabezpieczają, by ponieść jak najmniejsze straty. W tej chwili chodzi o produkty wyższej klasy, drogie, technologiczne. Trudność się będzie pogłębiała. Na to wszystko złotówka będzie dostawała łupnia” - mówi jasnowidz.

"Waluty obce będą rosły – złotówka będzie słabła. Mam wrażenie, że będziemy widzieli dużą różnicę w krajach „wschodzących”, jak Czechy, Węgry, czy Bułgaria, Litwa, Łotwa, Estonia – te kraje, które razem z nami zaczynały przygodę z UE, ich waluty będą mniej słabły. Zauważyły, że nasza waluta będzie mocno spadała, a na spadki te nie będzie wytłumaczenia. Będzie się nam tłumaczyło, że gospodarka ma się dobrze, że wskaźniki są poprawne – a tu mocny spadek pieniądza (...). Kiedy to się zacznie dziać, to pokazuje nam bliskość czegoś, co jest dla mnie bardzo niepokojące i dla Was powinno być” - mówi niepokojąco Jackowski.

Jackowski o "pieniądzu zastępczym"

"Coś niedobrego będzie działo się z naszymi finansami. Nie wiem, w którym momencie się to stanie. Będziemy dostawali pokwitowania, albo jakaś grupa ludzi będzie je dostawała. Nie traktuję tego słowa dosłownie, ale coś jak pokwitowania na sumy. Pokwitowania albo pieniądz zastępczy. Wyobrażanie sobie pieniądz zastępczy? Jeden taki pamiętam, bon dolarowy, zastępstwo za dolara. Można było iść do Peweksu i kupić jakieś rzeczy. Niektóre osoby będą dostawały albo pokwitowania, albo pieniądz zastępczy” - mówi sam zaskoczony jasnowidz. „Słowo regresja – drugi raz je czuję. Będzie się mówiło, że to jest regresja na złotym”.

Okazuje się, że w trudnej sytuacji gospodarczej polski rząd będzie szukał wsparcia za granicą, ale go nie dostanie.

"Rząd będzie usilnie szukał wsparcia finansowego na świecie, ale poczuje się opuszczony. Dlatego będzie wymyślony pieniądz zastępczy. Będzie się mówiło, że choć to jest dziwne, to wartości nominalnej to nie traci, ale to nie będzie prawdą, bo ta wartość będzie iluzją, w którą niektórzy będą wierzyć. To tak, jakby została przerwana płynność finansowa. Pracują ludzie w fabryce i dostają pieniądz zastępczy albo pokwitowania” - wyjaśnia.

Jackowski przekonuje, że siadając do biurka, nie zdawał sobie sprawy z tego, co powie. Ale kiedy już powiedział, wie, że brzmi to bardzo dziwnie, a dla niego samego również nie jest zrozumiałe.

"Idzie bardzo głęboki kryzys, bo ten pieniądz zastępczy będzie nas kusił jedną rzeczą: niby będzie zastępczy, ale będzie można za niego kupować ważne rzeczy, lekarstwa, których inaczej nie można kupić. W ten sposób będzie się chciało przekonać ludzi do pieniądza zastępczego. Ale w jakim celu? Nie mogę tego zrozumieć. To się będzie działo w celu uratowania reszty kapitału, reszty rzeczywistych wartości ekonomicznych” - mówi. "Ta nienormalność trwałaby kilka miesięcy i potem ekonomia miałaby wrócić do normy, ale jakby wróciła, to byłoby nam o wiele trudniej. Co się wydarzy dużego, co by skomplikowało sferę ekonomiczną, płatności w naszym kraju. Wtedy będzie wielu nowych ludzi, rządzących nami. Albo to już nie będzie ten rząd, albo będzie w nim wielu nowych ludzi. W innych krajach tez będzie taka sytuacja. To się stanie przez coś większego. Ludzie będą zwolnieni z pewnych obowiązkowych opłat – może czynszów, ale w tym będzie pewna niepokojąca rzecz, bo nie będziemy płacić, ale ktoś może po to wyciągnąć rękę” - przestrzega.