Zamknij

Kasia Tusk wykorzystana przez znaną sieciówkę? Znamy finał głośnej sprawy [FOTO]

17.11.2020 14:32
Kasia Tusk
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/ EAST NEWS

Zdjęcie domu Kasi Tusk zostało bezprawnie wykorzystane jako reklama jednej ze znanych firm, o czym poinformowała sama blogerka. Sprawa dotarła do szczęśliwego finału, a córka Donalda Tuska zdradziła, jak rozwiązano problem.

Kasia Tusk jest doskonale znana nie tylko jako córka Donalda Tuska. 33-latka zyskała ogromną popularność za sprawą bloga "Make life easier", na którym prezentuje swoje stylizacje odzieżowe oraz projekty wnętrz. W podobnym tonie skonstruowany jest jej profil na Instagramie, gdzie możemy obejrzeć zarówno stylizacje Kasi, jak i też kadry z jej prywatnego życia oraz pomysły na aranżację domu.

To właśnie wnętrza domu Kasi dotyczyła nieprzyjemna sytuacja. Blogerka poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych, że zdjęcie jej domu zostało wykorzystane przez jedną z popularnych sieciówek. Tusk bez problemu rozpoznała na stronie marki własne okno.

- Kilka sekund intensywnej pracy neuronów, dwa mrugnięcia powiek, przysunięcie laptopa do twarzy tak, że zetknął się z moim nosem i wciąż nie bardzo wierzyłam w to, co widzę. To nie jest okno podobne do mojego - pomyślałam - to JEST moje okno. Mój żywopłot, gałęzie mojej leszczyny, moje zasłony, moje niedomykające się klamki. Tylko poduszki ktoś w odpowiednim programie zamienił na te z Zary - opisywała.

Fani radzili Kasi, by dochodziła swoich praw w sądzie. Okazuje się, że finał sprawy był nieco inny, o czym poinformowała sama blogerka.

ZOBACZ TAKŻE:  Córka Kasi Tusk była w szpitalu. Blogerka pokazała zasmucające zdjęcie [FOTO]

Kasia Tusk zareagowała na kradzież zdjęcia. Dogadała się ze znaną sieciówką?

W obszernym wpisie opublikowanym na Instagramie Kasia Tusk poinformowała o finale afery związanej z kradzieżą jej zdjęcia. Jak się okazuje, sama sieciówka wystąpiła z propozycją zadośćuczynienia.

- Nie planowałam wcześniej tej rozmowy, a właściwie w ogóle nie spodziewałam się, że taki gigant odezwie się do mnie jako pierwszy, ale wiedziałam, że czego bym nie usłyszała, nie powinnam całej tej sprawy zlekceważyć (...) Powiedziałam więc, że dziękuję za telefon i zastanowię się, jak można by naprawić tę sytuację. Razem z prawnikami obiektywnie podeszliśmy do tematu. Ustaliliśmy jakiej kwoty mogłabym się domagać w razie procesu, przyjęliśmy optymistyczny wariant, że go wygrywam i z takim założeniem oddzwoniłam do Zary, proponując, aby sfinansowali pomoc tej wartości dla dwóch chorych dziewczynek - czytamy.

Pomysł Kasi jest godny pochwały. Najwyraźniej tak samo pomyśleli przedstawiciele marki, która niefortunnie wykorzystała zdjęcie blogerki.

- Przedstawiciel Zary podziękował mi za takie podejście i dodał, że są gotowi "zaokrąglić" zaproponowaną kwotę. Zostałam poproszona o jej nieujawnianie i przystałam na ten warunek. Mogę Was tylko zapewnić, że było to raczej jedno z droższych zdjęć okien. Wybaczcie mi tę dyskrecję, niektóre z Was może uznają, że byłam za miękka, bo z moich ust również padło słowo "dziękuję", ale dla mnie najważniejsze jest to, że finał tej całej "afery" ze świątecznym wystrojem jest taki, że ktoś będzie miał, chociaż ciut fajniejsze, Boże Narodzenie - poinformowała Kasia.

Jak widać, nawet nieprzyjemne z pozoru sprawy mogą być katalizatorem dobrych uczynków. Gratulujemy takiego sposobu załatwienia sprawy.