Zamknij

Katarzyna Glinka nie wierzy w niebezpieczeństwo koronawirusa? Kontrowersyjny wpis aktorki

Judyta Wanicka
22.04.2020 16:02
Katarzyna Glinka
fot. Instagram:@katarzynaglinka

Katarzyna Glinka sceptycznie podchodzi do pandemii koronawirusa. Zdaniem aktorki COVID-19 nie jest aż tak wielkim zagrożeniem, by z tego powodu paraliżować życie publiczne w kraju. 

Katarzyna Glinka jest kolejną gwiazdą po Violi Kołakowskiej, która kwestionuje zasadność wprowadzania obostrzeń w związku z epidemią koronawirusa. Aktorka, która lada chwila urodzi drugie dziecko, jest przeciwna zakazom narzucanym przez rząd i dostrzega bezsens pewnych ograniczeń. W wywiadzie z Plejadą gwiazda "Barw szczęścia" wyznała, że nie rozumie, dlaczego jej partner nie będzie mógł uczestniczyć w porodzie. Kontrowersje wzbudził również jej nowy post na Instagramie.

Katarzyna Glinka sceptycznie o kwarantannie 

Według aktorki ogłoszenie przez WHO ogólnoświatowej pandemii jest mocno na wyrost. Na dowód przytacza przykłady innych epidemii, które przebiegały znacznie groźniej niż zakażenie SARS-CoV-2, lecz nie zdezorganizowały życia publicznego. 

Pamiętacie wielką pandemię z lat 2009/2010? Nie pamiętacie? Ciekawe, bo trwała 14 miesięcy, pochłonęła 285 tysięcy ofiar śmiertelnych, a WHO ogłosiła wtedy szósty, najwyższy stopień zagrożenia. Nikt jednak nie zamykał szkół, uniwersytetów ani firm, chociaż chorowali głównie młodzi ludzie.

Pandemia tzw. świńskiej grypy została ogłoszona przez WHO w czerwcu 2009 roku. Odpowiadał za nią wirus AH1N1, który łączył w sobie geny aż czterech różnych wirusów grypy - dwóch odmian świńskiej, jednej ptasiej i jednej ludzkiej. WHO od razu ogłosiła alarm, a dwa miesiące później - stan pandemii. Spodziewano się zachorowań na skalę "hiszpanki", ponieważ AH1N1 był mutacją tak niespotykaną, że nie istniały przeciwciała, które mogłyby go powstrzymać. Szybko jednak okazało się, że chorują głównie dzieci, młodzież i ludzie do 50 roku życia. Ciekawe jest to, co uznano: wirus rozprzestrzenia się tak szybko, że... nie ma sensu liczyć pojedynczych przypadków. Rejestrowano więc jedynie masowe zachorowania i zgony. Nie zostały zamknięte granice i szkoły, nie wprowadzono ograniczeń w poruszaniu się, a gospodarka funkcjonowała normalnie, chociaż chorowali głównie ludzie młodzi, czyli uczący się lub pracujący - zauważa aktorka. 

Glinka wspomina wrzawę wokół szczepionki przeciw AH1N1. Wiele krajów kupiło ją za potężne sumy, a tymczasem pandemia wygasła dzięki zupełnie innemu mechanizmowi. 

Nie stało się to w wyniku szczepionek, a w sposób, który natura zna od milionów lat - populacja wytworzyła odporność. WHO odwołała alarm w sierpniu 2010 roku, czyli po 14 miesiącach - przypomina gwiazda "Barw szczęścia". A teraz najciekawsze. Gdy wirus przestał zarażać, na WHO posypały się gromy ze strony rządów za... przesadną reakcję i panikarstwo z ogłaszaniem stanu pandemii. 

Aktorka dostrzega brak logiki w działaniach wobec koronawirusa. Zamiast odizolować głównie ludzi starszych, których SARS-CoV-2 atakuje najczęściej, zamknięto w domach młodych i wytwarzających dochód. 

Koronawirus w przeciwieństwie do AH1N1 atakuje głównie ludzi starszych, którzy mogą się łatwiej odizolować bez niszczenia podstaw swojej egzystencji, ponieważ mają stałe źródło dochodu - emerytury. Tymczasem rządy zdecydowały się wysłać na przymusowe bezrobocie miliony młodych ludzi. Co myślicie ? Ja już nie chcę się bać, choć nie jest to łatwe - skonstatowała gwiazda.

Zagłosuj

Zgadzasz się z Katarzyną Glinką?

Liczba głosów:

RadioZET.pl/jw