Zamknij

Kinga Rusin komentuje zamieszanie wokół zdjęcia z Adele: "Naraziłam się wielu osobom z Los Angeles"

Sylwia Wamej
13.02.2020 12:02
Kinga Rusin
fot. Artur Zawadzki/ Reporter/East News

Kinga Rusin skomentowała zamieszanie wokół zdjęcia z Adele. Stwierdziła, że naraziła się wielu osobom z Los Angeles.  Chodzi oczywiście o opisanie szczegółów prywatnej imprezy. "Przyjęłam w naturalny sposób inny cel: postanowiłam oddać klimat imprezy głównie poprzez pokazanie moich własnych przeżyć, a nie cudzych" - napisała Kinga Rusin.

Kinga Rusin skomentowała zamieszanie wokół zdjęcia z Adele. Tak się tłumaczy

Kinga Rusin postanowiła po raz kolejny odnieść się do zamieszania wokół prywatnej imprezy z Los Angeles i zdjęcia z Adele. Polska dziennikarka, po nocy oscarowej opublikowała fotografię z Adele. Opisała też, co działo się na zamkniętej imprezie z udziałem hollywoodzkich gwiazd. Kinga Rusin nie omieszkała pochwalić się, że bawiła się w towarzystwie m.in. Leonardo DiCaprio, Beyonce czy Bradleya Coopera. Zdjęcie co prawda usunęła, jednak internet wciąż żyje tą historią. Jak grzyby po deszczu pojawiają się zabawne memy, których bohaterką jest Kinga Rusin.

Dziennikarka do całej sytuacji odniosła się na swoim Instagramie.

"Siedzę przed komputerem w L.A. i zaśmiewam się z memów powstałych na kanwie mojej relacji. Tak, moje przygody były jak z bajki i są wręcz niewiarygodne. Sama mam ochotę te memy tworzyć. Ale najśmieszniejsze jest to, że to co opisałam, jest prawdą. Życie tworzy niesamowite scenariusze. Nie wierzycie? Niech będzie, że mi się przyśniło, jeśli oczywiście lepiej się poczujecie.
Bardzo mnie cieszy, że tak wielu czytelników portali plotkarskich tak gwałtownie zaczęło wyznawać umiłowanie do prywatności... celebrytów. A hejterzy zaczęli opowiadać o moralności. Cuda po prostu. Nagle mikro relacja z udziału w imprezie gwiazd wywołała dyskusję o tym co wolno, a czego nie wolno dziennikarzowi. Otóż spieszę z wyjaśnieniem, że kwestia ta jest mocniej uregulowana w Kalifornii niż w Polsce. Są to reguły surowe, ale w ich ramach dziennikarz może działać i zbierać informacje, materiały oraz je publikować.
Dlatego bardzo ostrożnie pisałam tę relację insiderską, aby działać zgodnie z regułami. Było to o tyle łatwe, że nie interesują mnie bardzo chronione intymne szczegóły relacji osobistych gwiazd showbiznesu, zasłyszane informacje prywatne, a tym bardziej ich przekazywanie (to robią brukowce). Przyjęłam w naturalny  sposób inny cel: postanowiłam oddać klimat imprezy głównie poprzez pokazanie moich własnych przeżyć, a nie cudzych. Nie wchodząc w dalsze wywody, wszystko jest zgodne z dziennikarskimi regułami gry w USA.
To oczywiste, że osoby znane w ogóle nie chcą by na ich imprezach byli dziennikarze. I oczywiście, setki dziennikarzy (z kilkoma rozmawiałam) z całego świata marzyło, aby się dostać na tę imprezę. To wspaniałe, że mi się udało. Efektem tego była nie tylko cudowna noc, ale również super zdjęcie, które obiegło, jak się okazuje, cały świat.

Kinga Rusin naraziła się ważnym osobom z Los Angeles

Kinga Rusin dodała też, że przez zdjęcie i opisanie szczegółów imprezy naraziła się wielu ważnym osobom. "Oczywiście naraziłam się wielu osobom w Los Angeles takim materiałem. Ale taka jest cena pisania tekstów insiderskich. I trzeba trochę odwagi. Dziennikarze cały czas wszystkim się narażają. Bardziej narażam się myśliwym czy Ministerstwu Środowiska. Więc na pewno nie będę się przejmować ewentualnym zakazem wstępu na imprezy w USA. A miłą nagrodą są zaproszenia udzielenia wywiadów w światowych telewizjach" - zdradziła Kinga Rusin.

Zagłosuj

oglądałeś/łaś oscarową galę?

Liczba głosów:

RadioZEt.pl/SW