Kora marzyła o powrocie na scenę. Wzruszające słowa przyjaciela o zmarłej artystce

30.07.2018 12:37

Śmierć Kory Jackowskiej wstrząsnęła polskim show-biznesem i światem muzycznym. Odejście gwiazdy opłakują tysiące fanów. Tymczasem ona sama do ostatnich chwil wierzyła, że uda się jej wrócić na scenę.

Krzysztof Gojdź Kora Jackowska fot. Instagram

Kora Jackowska zmarła nad ranem, w sobotę, 28 lipca 2018. Jej śmierć była ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich jej fanów oraz bliskich. Choć od 2013 roku gwiazda zmagała się z nowotworem jajnika i wiedziała, że jest to choroba śmiertelna (zdiagnozowano ją w bardzo zaawansowanym stadium), o czym często mówiła w wywiadach, wierzyła jednak, że uda się jej jeszcze na jakiś czas powrócić na scenę. Chciała też nagrać nową płytę – jak David Bowie.

Nowe fakty o ostatnich tygodniach życia Kory wyjawił jej przyjaciel – Krzysztof Gojdź. Lekarz medycyny estetycznej w jednym z wywiadów opowiedział, że Jackowska była bardzo waleczną osobą.

– To była osoba, która pojawia się i w sekundę roztacza magiczną aurę. Niewiele osób to ma. Gdy poznaliśmy się kilka lat temu, emanowała niezwykłą charyzmą i pozytywną energią. Zarażała nią. Przy niej nie dało się nudzić. Żałuję, że poznałem ją tak późno, bo dopiero w trakcie leczenia jej choroby nowotworowej. Przyszła do mojej kliniki, bo chciała, bym zajął się jej zniszczoną i wysuszoną skórą. Zależało jej, by wyglądać dobrze w telewizji, bo miała wtedy nagrania do „Must Be The Music”. Była już wtedy w ciężkim stanie, a mimo to uśmiech nie schodził z jej twarzy. Miała walki zapał i wiarę, że jej się uda zwyciężyć – powiedział lekarz w rozmowie z „Faktem”.

Jak stwierdził, ostatnie miesiące życia Kory były dla niej bardzo ciężkie.

– Pamiętam, jak byłem u niej w domu na Roztoczu. Chwyciła mnie za rękę i powiedziała: „Krzysiu, ja nie chcę umierać. Mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia” – wyjawił Gojdź. Lekarz zdradził, że piosenkarka marzyła o powrocie na scenę, choć wiedziała, że choroba bardzo wyniszczyła jej głos. Do tego gwiazda nie wyobrażała sobie, że jej stan zdrowia mógłby w jakikolwiek sposób zakłócić występ. W żadnym wypadku nie pozwoliłaby sobie na playback.

Jeszcze w 2017 roku Jackowska planowała nagrywanie nowego materiału i trasę koncertową. Niestety plany te pokrzyżował nagły nawrót choroby. Jeszcze w dniu urodzin, 8 czerwca, gwiazda pokazała swoje zdjęcie, a fani wierzyli, że Kora ma się naprawdę dobrze.

Niestety, jak informuje „Super Express”, choroba znów wróciła. Piosenkarka trafiła do szpitala w Zamościu, a na trzy dni przed śmiercią poprosiła, by przewieziono ją do domu na Roztoczu. Chciała odejść w domu.

– Ona nienawidziła szpitali, a w ostatnim okresie stroniła od ludzi. Nienawidziła chodzić na badania. Narzekała, że świat zewnętrzny patrzy tylko na to, jak wygląda, a nie interesuje się tym, co myśli. Jej odejście w poranek następujący po najdłuższym w tym stuleciu zaćmieniu Księżyca jest niezwykłe. Kora nie mogła umrzeć w normalny dzień. W tym jest jakaś magia – wyjaśnił na koniec Gojdź.

RadioZET.pl/SA

Oceń