Zamknij

Krzysztof Jackowski przewiduje dramatyczne sceny. "Do Świąt będą czołgi na ulicach"

27.10.2020 17:10
Krzysztof Jackowski
fot. Grzegorz Krzyzewski/REPORTER/EAST NEWS

Krzysztof Jackowski podzielił się z internautami swoją kolejną wizją. Jasnowidz z Człuchowa przewiduje dramatyczne sceny na polskich ulicach. Sprawdzają się jego wcześniejsze słowa, ale ma być jeszcze gorzej. Jak twierdzi wizjoner, jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia na ulicach będą czołgi.

Krzysztof Jackowski w swoich wcześniejszych wizjach widział policję i wojsko na polskich ulicach. Jak twierdził, rząd wykona ruch, który doprowadzi do społecznych "zgrzytów", a następstwem tego będzie dziwna sytuacja, która doprowadzi rządzących do oddania władzy. W najnowszych przepowiedniach wróżbita potwierdza tamte słowa i przekonuje, że już w listopadzie czekają nas dramatyczne wydarzenia.

Zobacz także: Krzysztof Jackowski przerażony rozwojem pandemii. "Będziemy zmuszani do robienia testów"

Krzysztof Jackowski: przepowiednia na listopad i grudzień

W ostatnim internetowym spotkaniu jasnowidz Jackowski przekazał swoją wizję, dotyczącą najbliższych tygodni - listopada i grudnia.

"Drodzy państwo, skoro coś takiego się wydarzyło, to ja mam bardzo wielkie obawy, logiczne obawy o to, że sytuacja staje się bardzo poważna i, że właśnie ten okres listopada i grudnia jest jak najbardziej na rzeczy. Od samego początku, jak to się wszystko zaczęło, mówiłem o listopadzie. Czułem wojsko na ulicach, to już zaczyna mieć miejsce" - powiedział.

"Myślę, że bardzo wiele rzeczy rozegra się w okresie listopada i grudnia. Być może ważny jest też moment wyborów w Stanach Zjednoczonych, które moim zdaniem wygra Donald Trump. Od tych wyborów bardzo wiele będzie zależało. Być może od tych wyborów coś się na świecie bardzo poważnego zacznie. Mamy prawie listopad. Mówiłem: będzie wojsko na ulicach. Wojska będzie dużo i kiedy pokaże się wojsko na ulicach, co już ma miejsce, wtedy restrykcje się bardzo mocno zaostrzą, ale te restrykcje będą od nas też bardziej egzekwowane. To jest wszystko skrzętnie zaplanowane (...). Listopad jest punktem zbornym. Od listopada kończy się teoria, zaczyna się praktyka. Jesteśmy przed dzień bardzo poważnych restrykcji".

"To może być stan. Pamiętajcie, że jeżeli w najbliższych godzinach, lub dniach rząd wprowadzi jakiś stan, oznacza to, że konsekwencje tego będą bardzo duże, daleko idące i od tego momentu zaczyna się coś bardzo poważnego nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Coś, gdzie o czasie przed marcem, jaki przezywaliśmy, będzie tęsknić będziemy opowiadać sobie nawzajem, czym była wolność (...). Ta sytuacja za daleko poszła i społecznie, i gospodarczo, żebyśmy mogli liczyć, że niedługo będzie normalnie. Nie, nie miejmy złudzeń. Stroimy przed bardzo poważnymi wydarzeniami na świecie (...). To, co się teraz dzieje, wyczuwałem bardzo mocno przez kilka lat" - kontynuuje.

"Wdepnęliśmy na minę, którą nam podłożono. Dzisiejsze wydarzenia to jest usprawiedliwienie rządu na to, co zrobi jutro, a może już dzisiejszej nocy. Daliśmy im ku temu prawo - w momencie, kiedy nasza gospodarka popada w ruinę, kiedy tracimy wolność, dajemy się sprowokować na odgrzewany wielokrotnie kotlet - nie obrażając protestujących. Ale czy w tym momencie nie warto byłoby zrobić protestu w całkiem innym sensie i pytać o całkiem inne rzeczy? (...). Ale my się zachowujemy tak, jak rząd tego chce, jak się tego spodziewali. Wyciągajcie z tego wnioski. Plan rządu się powiódł" - mówi Jackowski.

Jackowski: pobicie policjantów jako prowokacja władz?

"Mam wrażenie, że jeżeli będzie ogłoszony u nas jakiś "stan", to on będzie podzielony. Na przykład Warszawa będzie objęta jakimiś szczególnymi restrykcjami, a inne miejscowości nie (...). Dojdzie do jakichś rękoczynów, do pobicia dotkliwego, ale to jakby policjanci będą pobici. To będzie jakaś prowokacja. Z tego zrobi się jakąś dużą sprawę dla jakiegoś celu".

"W Polsce będą trzy strefy obostrzeń całkiem inne od tych, które są teraz. Obostrzenia będą miały związek z dyscypliną obywatelską - w imię zarazy - ale będą bardziej militarne (...). Latem mówiłem, że widzę trzy kolory w Polsce. Kojarzy mi się, że ten rząd stworzy jakąś radę decyzyjną na temat sytuacji w kraju. Takie protesty, jakie mają dziś miejsce, jeśli ktoś będzie się na nie odważał, to będzie aresztowany i wywożony jako aresztant. Daliśmy się na to złapać. To jest ostatni moment, że możemy pozwolić sobie na takie protesty. Zaczną być ostre restrykcje, bardzo ostro traktowane, będą problemy w bankach. Wchodzimy w bardzo duszny czas. Kończy się teoria, zaczyna się praktyka. Będziemy świadkami wygaszania niektórych sektorów gospodarczych. I to potrwa do 20-22 listopada. Po czym zacznie się nowy etap tego koszmaru, który będzie preludium do tego, co się ma wydarzyć" - głosi wizjoner.

"Mówię Wam stanowczo: to wszystko idzie w kierunku militarnym. Nie będzie jeszcze Świąt, a na ulicach będą czołgi" - kończy.

RadioZET.pl/AS