Zamknij

Krzysztof Krawczyk miał chorobę Parkinsona. Ewa Krawczyk ujawniła dramatyczne szczegóły

20.08.2021 10:01
Ewa i Krzysztof Krawczykowie
fot. Tomasz Zukowski/East News

Krzysztof Krawczyk od lat był mocno schorowanym człowiekiem, choć nie dawał po sobie tego znać. Jak ujawniła właśnie wdowa po zmarłym artyście, cierpiał też na nieuleczalną chorobę, o której nie wiedział prawie nikt. Chodzi o chorobę Parkinsona.

Krzysztof Krawczyk przez wiele lat należał do czołówki polskich artystów. Przy jego piosenkach bawiły się i bawią tysiące wiernych fanów. Wiele utworów piosenkarza zyskało miano ponadczasowych przebojów, do których wracają nawet najmłodsi słuchacze. Krawczyk do końca życia pozostawał aktywny zawodowo (choć w ostatnich miesiącach z powodu pandemii aktywność ta była ograniczona), choć miał już prawie 75 lat. W tym wieku naturalne jest odczuwanie różnych dolegliwości zdrowotnych. Nie inaczej było z Krzysztofem Krawczykiem.

Czołowy polski baryton skarżył się na dokuczające mu biodro, które z czasem wymagało operacji. Potem na jaw wyszło, że gwiazdor cierpiał też na cukrzycę. Na zdrowie jednak się nie uskarżał, a na koncertach tryskał energią. Jak się okazuje, Krawczyk miał nieuleczalną chorobę, o której wiedzieli nieliczni. Teraz wdowa po zmarłym ujawniła, na co chorował.

Zobacz także: Ewa Bem wreszcie po latach wróciła na scenę. Oddała hołd zmarłej córce

Krzysztof Krawczyk miał chorobę Parkinsona

W nowej, rozszerzonej biografii artysty, zatytułowanej "Krzysztof Krawczyk. Życie jak wino", wdowa po zmarłym piosenkarzu ujawniła, że już od 20 lat Krawczyk miał chorobę Parkinsona. Objawy zaczęły się od drżenia głowy i z czasem zaczęły się nasilać. Zdaniem Ewy Krawczyk lekarze zbagatelizowali te pierwsze objawy, a kiedy wreszcie rozpoczęło się leczenie, medykamenty prawie nie pomagały.

Kiedy już choroba przybrała na sile, piosenkarz uczył się ją kontrolować, na tyle, na ile był w stanie. Jak ujawniła Ewa Krawczyk, umówiła się z mężem, że kiedy drżenia reki lub głowy będą wyraźnie widoczne, ona podejdzie do niego i poprawi mu apaszkę na szyi, by dać mu znak, by kontrolował drżenia.

"Chciałabym napisać o początkach choroby Krzysia. Bo to był długi proces. Postaram się zrobić to łagodnie, żebyście, kochani moi, nie płakali, bo ja do dzisiaj wylewam wiadra łez. Choroba Krzysia zaczęła się już 20 lat temu drżeniem głowy. Był to początek parkinsona. Zwróciłam lekarzom uwagę, ale jakoś nikt nie zareagował. Lata mijały, a choroba robiła postępy" - czytamy w biografii.

"Leki średnio pomagały. W kościele, jak słuchał kazania, to musiałam go prosić, żeby coś zrobił, bo głowa mu tak chodziła, że nawet ja to czułam, siedząc obok, a ludzie siedzący z tyłu widzieli" - wspomina Ewa Krawczyk. "Krzyś ostatnie lata już musiał siedzieć na stołku, bo bardzo bolało go biodro. Mieliśmy taką cichą umowę, że jak będzie ręka lub głowa się trząść, to ja do niego podchodziłam i poprawiałam niby chusteczkę na szyi i on już wiedział, że musi kontrolować drżenia" - dodaje.