Zamknij

Maja Bohosiewicz ma syndrom FOMO. "Szlochałam w mieszkaniu, mając na rękach dwutygodniowe niemowlę"

26.07.2021 17:37
Maja Bohosiewicz
fot. Instagram:@majabohosiewicz

Maja Bohosiewicz wyznała, że cierpi na syndrom FOMO (Fear Of Missing Out). Aktorka zwierzyła się ze swojego problemu na Instagramie. Przyznała, że bywały momenty, gdy nie radziła sobie ze swoją przypadłością. 

Maja Bohosiewicz często dzieli się sowimi przemyśleniami w sieci. Nierzadko jej wpisy wzbudzają skrajne reakcje, jak choćby niedawna afera z ogłoszeniem o pracę w butiku czy posty dotyczące spraw macierzyńskich. Była gwiazda "Barw szczęścia" nie ukrywa, że daleko jej do ideału na różnych polach, ale nie boi się mówić o tym głośno i przełamywać tabu. Dzięki swojej bezpośredniości i ciętemu poczuciu humoru młodsza siostra Soni Bohosiewicz zdołała zgromadzić na Instagramie całkiem spore grono obserwatorek, które lubią czytać jej śmiałe wynurzenia. 

Maja Bohosiewicz ujawniła smutną prawdę o swoim dzieciństwie. "Nie jest to ani modne, ani fajne"

Maja Bohosiewicz cierpi na syndrom FOMO. Co to jest? 

W jednym z ostatnich postów Maja Bohosiewicz przyznała się, że walczy z FOMO, czyli syndromem zwanym Fear of Missing Out.

Przypadłość aktorki polega na odczuwaniu dyskomfortu psychicznego, a nawet silnego niepokoju spowodowanego świadomością, że omija nas coś ciekawego lub ważnego, w czym chcielibyśmy uczestniczyć. FOMO uznawane jest za chorobę współczesnej cywilizacji, która w skrajnych przypadkach prowadzi do poczucia niezadowolenia z własnego życia, deprecjonowania swoich osiągnięć i jednoczesnego przekonania, że wszystkim wkoło wiedzie się lepiej. Osoby dotknięte FOMO mają tendencję do permanentnego kontrolowania otoczenia, co często objawia się regularnym przesiadywaniem na portalach społecznościowych. 

Dzisiaj będzie ważny post. Niech zdjęcie będzie tylko miłym tłem. Chciałabym opowiedzieć wam o męczącym uczuciu, które targa mną od dawien dawna. Uczucie to zostało nazwane FOMO, czyli Fear Of Missing Out - a oznacza mniej więcej tyle, że osoba boi się, że coś ją ominie, dlatego stale kontroluje wszystko z poziomu telefonu. Kosmos, co?

Tak, tak, to ja! Spojrzałam na siebie, kiedy przepakowywałem walizkę z jednego wyjazdu na drugi w przeciągu kilku dni i poczułam zmęczenie zamiast radości na myśl o kolejnym wstaniu o 4 rano na lotnisko. Błaha rzecz, ale pomyślałam, że to chore, że myślę sobie: musimy wyjechać, lecieć, zwiedzać, oglądać, zamiast po prostu usiąść i odpocząć. Do głowy wpadają kolejne myśli i kalkuluję, kto gdzie wyjechał, jak tam jest, dlaczego mnie tam nie ma. I tak zdałam sobie sprawę, że od kiedy urodziłam pierwsze dziecko, czyli od 5 lat, ciągle zastanawiam się, gdzie jest miejsce, w które mogę uciec, żeby być i czuć i popędzić dalej - zwierzyła się Bohosiewicz. 

Pamiętam, jak szlochałam w mieszkaniu mając na rękach dwutygodniowe niemowlę, że gdzieś teraz blisko mnie moi znajomi sączą drinki przy ciepłym akompaniamencie letniego wiatru, a ja siedzę z zasłoniętymi roletami, udając, że słońce już zaszło, choć jest 20.00. Teraz wiem, że było to FOMO i może gdybym spojrzała wewnątrz siebie, wiedziałabym, że to mój czas, aby poznać się z nowym człowiekiem i ten czas wymaga spokoju, domu i kanapy właśnie. Wieczna pogoń za tym, aby coś się działo nie pozwalała być zadowoloną z miejsca, w którym właśnie jestem i zawsze chciałam być z drugiej strony drzwi.

Czy coś się zmieniło? Wyciszyłam telefon. I uczę się, że nie ścigam się w zawodach o najciekawsze życie na świecie. Choć czasem patrzę i czuję delikatne ukłucie w boku, że gdzieś tam teraz kolacja na wzgórzu, impreza w tawernie czy szampan w basenie. A trawa zawsze zieleńsza u sąsiada. Dajcie znać, czy znacie to uczucie? Czy Instagram wzmaga w was takie emocje? - zapytała fanów Maja.

O dziwo sporo osób przyznało się do podobnego problemu, choć nie brakowało głosów, że to po prostu efekt kompleksów i niskiego poczucia własnej wartości.

Doświadczyliście czegoś podobnego?