Zamknij

Maja Ostaszewska o przemocy w szkole teatralnej. Doświadczyła okrutnego gnębienia

26.03.2021 11:11
Maja Ostaszewska
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER/EAST

Maja Ostaszewska zabrała głos w sprawie przemocy w szkołach teatralnych. Aktorka wyznała, że podczas studiów trafiła na wspaniałych wykładowców, lecz doświadczyła "niezwykle okrutnego fuksowania i gnębienia przez wykładowczynię" we Wrocławiu. 

Od tygodnia nie milknie sprawa przemocy w szkołach teatralnych i łódzkiej filmówce. Kolejni absolwenci oskarżają wykładowców o złe traktowanie i ujawniają nazwiska pedagogów, którzy mieli dopuścić się nadużyć. Po wstrząsającym wpisie Anny Paligi, która jako pierwsza poruszyła temat publicznie, o swoich doświadczeniach napisali m.in. Dawid Ogrodnik, Maria Dębska, Marta Nieradkiewicz, Zofia Wichłacz, Weronika Rosati, Tamara Arciuch i Joanna Koroniewska.

Pod adresem wykładowców, często znanych i cenionych aktorów, padają poważne oskarżenia m.in. o poniżanie, znęcanie się psychiczne i fizyczne, a nawet molestowanie seksualne. Sporo mówi się także o fuksówkach.  Do przemocy podczas zabawy inicjacyjnej przyznał się znany z "Bożego Ciała" Bartosz Bielenia. Część środowiska stanęła w obronie wybitnych pedagogów m.in. posądzanej o stosownie przemocowych metod Beaty Fudalej. Oburzenie wywołała wypowiedź Krystyny Jandy, dla której - jak to ujęła Paulina Młynarska - liczą się tylko "osobiste doświadczenia oraz dobro wspaniałego środowiska'".

Maja Ostaszewska o upokorzeniu i brutalnych fuksówkach w szkole teatralnej

Maja Ostaszewska podzieliła się osobistymi doświadczeniami ze szkół teatralnych w Krakowie i Wrocławiu, gdzie studiowała. Artystka grająca w nowym serialu "Klangor" wyjaśniła, że na swej drodze również spotkała się z bezwzględnym traktowaniem ze strony wykładowców. 

Kończyłam Akademię Teatralną w Krakowie, byłam rocznikiem, który szczęśliwie wstrzelił się w lata wspaniałych, czasem surowych, ale nie przemocowych profesorów. Wcześniej spędziwszy pół roku na wydziale lalkarskim we Wrocławiu doświadczyłam niezwykle okrutnego fuksowania. I gnębienia przez wykładowczynię impostacji głosu. W Krakowie nie pozwoliłam się fuksować i nikogo nie fuksowałam w kolejnych latach - wyznała Ostaszewska we wpisie na Instagramie. 

Żyjemy w kraju, w którym panuje ciche niewypowiedziane przyzwolenie na wszelką przemoc. Wobec młodych ludzi, zaczynających swoją przygodę ze sztuką wydaje się być szczególnie obrzydliwa. Naprawdę są osoby, które sądzą ze takie historie ktoś zmyśla?! Ryzykując ostracyzmem, brakiem ról? - pisze aktorka i dodaje, że jest wdzięczna za podjęcie działań mających na celu wyjaśnienie sprawy na uczelniach w Łodzi, Warszawie i Krakowie. 

Ale to sprawa nas wszystkich, bo to nasze środowisko. Specyficzne, w którym spór artystyczny, merytoryczny, kryzys, nawet konflikt bywa nieunikniony w procesie twórczym, ale nigdy przemoc. Na szczęście dla młodego pokolenia jest to jasne. Poczucie własnej godności, prawo do walki o swoje zdrowie. Jestem im za to wdzięczna. Za odwagę - podkreśliła Ostaszewska. 

Na koniec gwiazda filmu "Body/Ciało" zwróciła się z apelem do środowiska aktorskiego. 

Moje i starsze pokolenia powinny zrozumieć, że w większym lub mniejszym stopniu godziliśmy się na nadużycia. Że wydawały nam się dopuszczalne. Otóż nie. Przemoc jest przemocą i żaden twórczy proces tego nie usprawiedliwia. Zarzuty są różne, każdy przypadek indywidualny. Niektóre sprawy nadają się dla prokuratury, inne uzdrowić może zrozumienie błędów, terapia i przeproszenie. Często oprawcy sami kiedyś byli ofiarami, wychowali się w kulturze agresji. Musimy wszyscy nauczyć się nowych reguł. I naprawdę nie każdy dobry artysta ma predyspozycje do nauczania - zaznaczyła Ostaszewska. 

Dalszy ciąg wpisu można przeczytać na zdjęciach w poniższym poście. 

Rozlicz PIT i przekaż 1 procent Fundacji Radia ZET