Zamknij

Marcin Meller o swoim zdrowiu. Dziennikarz przeszedł COVID-19 i zawał serca

22.11.2021 14:52
Marcin Meller
fot. Anna Gołaszewska/ East News

Marcin Meller opublikował obszerny wpis dotyczący swojego zdrowia. Dziennikarz wyjaśnił, że niedawno zaraził się koronawirusem, a rok wcześniej przeszedł zawał serca. Po latach rzucił też palenie.

Marcin Meller jest bardzo aktywny w swoich mediach społecznościowych. Dziennikarz otworzył się ostatnio na temat swojego zdrowia. W długim wpisie wyznał, że niedawno zaraził się  koronawirusem. Niestety, rok wcześniej przeszedł  zawał serca. We wpisie "Nieśmiertelny" opowiedział o problemach zdrowotnych.

"Zabrakło mi dwóch tygodni do trzeciej dawki, Anka, sama zaszczepiona dwukrotnie Pfizerem, złapała na mieście i jebut, miałem COVID. Teoretycznie miało być lajtowo, ale moja zaniepokojona kardiolożka nakłoniła mnie bym złożył swe sexy ciałko do warszawskiego szpitala zakaźnego na Wolskiej" - zaczął swój wpis Marcin Meller.

Zobacz też:  Znany dziennikarz wyproszony ze spotkania z dziećmi? W tle rozbierane zdjęcia

Marcin Meller o swoim zdrowiu. Dziennikarz przeszedł Covid-19 i zawał serca

W dalszej części wpisu podkreślił, że w czerwcu 2020 roku trafił na SOR z powodu zawału serca. Oficjalnie został określony jako "przerzut zapalenia płuc na mięsień sercowy".

"Było nieśmiesznie. Dochodziłem do siebie pół roku. Ale żyję, jak widzicie" - podkreślił Meller.

Dziennikarz w drugiej połowie 2020 roku po tym, jak wszedł z dziećmi na Łysą Górę w Górach Świętokrzyskich, po raz kolejny miał objawy koronawirusa. Wykonał test, a wynik był negatywny. Okazało się, że Meller ma zapalenie płuc.

Meller w swoim wpisie podkreślił też, że rzucił palenie.

"Zawsze uważałem, że jestem nieśmiertelny, że nie tyczą się mnie prawa przyrody. Umacniałem się w tym przekonaniu, jeżdżąc przez lata jako reporter na wojny, wychodząc z sytuacji, z których nie powinienem wyjść. Kiedyś, akurat nie na wojnie, na prostej asfaltowej drodze w Kenii jechałem autobusem, który z obłędną prędkością zderzył się czołowo z tirem wiozącym samochody. Zginęło wielu współpasażerów, w tym rodzina, z którą tuż przed odjazdem zamieniłem się na siedzenia. Byłem poraniony w wielu miejscach, zbryzgany cudzą krwią, a to był szczyt epidemii AIDS i jeszcze nie znano na chorobę żadnych lekarstw. Gdybym się zaraził, oznaczałoby to wyrok śmierci. Miałem 26 lat" - podkreślił.

Dziennikarz opisał też zdarzenie z 2019 roku. Podczas wywiadu z dziennikarką źle się poczuł.

"Słyszałem, co mówię, ale miałem wrażenie, że słucham i obserwuję z oddali. Nie wiedziałem, co się dzieje, nie mogłem zaczerpnąć oddechu i zacząłem się potwornie bać. Musiałem przerwać rozmowę" - wyjaśnił. Okazuje się, że Meller miał atak paniki. Jednak dopiero kolejna sytuacja uświadomiła mu, że trzeba porządnie zadbać o swoje zdrowie.

"Po prostu nagle w samochodzie miałem kopiuj wklej Szczecina. I stwierdziłem, że poddaję twierdzę. I, że, mimo iż głęboko się z tym nie zgadzam, to chyba jednak jestem śmiertelny. I trudno, przyjmę nawet do wiadomości, że leki na nadciśnienie to już będę musiał łykać do śmierci. (Lekarka: my lekarze wolimy określenie "bezterminowo"). I zadzwoniłem do kardiologa". Dzięki czemu mam nadzieję pożyć dłużej. I jak zawsze oddaję się w ręce rozumowi. Swój samochód powierzam mechanikom, swoje zdrowie lekarzom, nie czytelnikom internetu, albo zakłamanym politykom co sami się szczepią, a ludzi szczują na naukę" - wyjaśnił.