Zamknij

Monika Kuszyńska w szczerych słowach o życiu z niepełnosprawnością

08.07.2020 14:21
Monika Kuszyńska
fot. Piotr Fotek/ Reporter/ East News

Monika Kuszyńska od kilkunastu lat porusza się na wózku inwalidzkim. Piosenkarka nie traci jednak optymizmu i na ile może, korzysta z życia oraz realizuje swoje pasje. O zmaganiach z niepełnosprawnością i trudnym procesie do samoakceptacji szczerze opowiedziała w rozmowie z Agatą Młynarską.

Monika Kuszyńska w maju 2006 roku uległa wypadkowi, z powodu którego porusza się na wózku inwalidzkim. Do zdarzenia doszło podczas podróży wraz z kolegami z zespołu Various Manx, którego wokalistką w tym czasie była. Wypadek i uraz kręgosłupa sprawiły, że na długo wycofała się z życia publicznego. Wróciła po kilku latach i - mimo niepełnosprawności - zaczęła odnosić sukcesy w muzyce, ale też pokazała, że można cieszyć się życiem takim, jakie jest.

O trudnej drodze do samoakceptacji opowiedziała w rozmowie z Agatą Młynarską. W wywiadzie, który ukazał się na kanale YouTube Młynarskiej, Monika Kuszyńska opowiedziała zarówno o wypadku, jak i o życiu z niepełnosprawnością, o małżeństwie, ale przede wszystkim o walce o siebie.

Monika Kuszyńska o samoakceptacji i życiu z niepełnosprawnością

Jak wyjaśniła piosenkarka, niepełnosprawność zdeterminowała ogromną część jej obecnego życia. Na przykład gwiazda cały czas poddaje się rehabilitacji, choć w tej chwili medycyna nie daje jej szans na wyzdrowienie. Artystka przyznaje jednak, że praca z ciałem jest konieczna, by nie było coraz gorzej i by minimalizować ból.

"Mam dużo bólu też. Całe moje ciało, które nie funkcjonuje, jest bolesne. To jest paradoks, ja go nie czuję, ale czuję ból" - wyznała.

Monika Kuszyńska o drodze do samoakceptacji

"Rehabilituję się po to, by nie czuć się gorzej. To nie jest tak, co pewnie każdy sobie wyobraża, że ja robię jakiś progres i może wreszcie stanę na nogi. Nie, w moim przypadku medycyna nie ma pomysłu, jak to zmienić (...) Stan zdrowia, jeśli się o nie nie dba odpowiednio, będąc osobą niepełnosprawną, stale się pogarsza".

Jak zauważyła Kuszyńska, wiele osób niepełnosprawnych w Polsce cierpli z powodu wykluczenia. Wiele zwyczajnie nie ma środków finansowych na rehabilitację. Piosenkarka jest zdania, że ma ogromne szczęście, bo nie tylko trafiła na ludzi, którzy od początku ją wspierali i byli dla niej inspiracją, ale też dlatego, że ma warunki do tego, by się realizować. Artystka została też zapytana o to, czy miała momenty, kiedy chciała przestać walczyć. Przyznała, że przez pierwsze miesiące nie mogła spojrzeć w lustro. Jednak to wszystko dało jej siłę i poukładało jej wartości. Teraz wreszcie akceptuje siebie.

"Dzięki wypadkowi odkryłam swoją wartość"

"Bardzo długo miałam nadzieje, że stanę na nogi (...). Miałam myśl, że muszę utrzymać swoje ciało w takiej formie, by - jeśli pojawi się coś, co może mnie wyleczyć - móc stanąć na nogi (...). Porzucenie tej myśli (o wyzdrowieniu - przyp. aut.) było dla mnie przełomem. To było wyzwalające, ponieważ ja wszystko dotąd odkładałam na później, całe moje życie odkładałam na później" - wyjaśniła. "Kiedy za namową życzliwych ludzi weszłam na scenę, zrozumiałam, że w ten sposób też mogę i że sprawia mi to ogromną radość i zaczęłam sobie wtedy dawać szansę na kolejne odsłony mojego życia w takiej formie, w jakiej jestem. Zaczęłam siebie powoli akceptować. To był proces. Pogodzenie się z sytuacją (...) to jest klucz do wszystkiego" - podsumowała.

"Kiedy jesteśmy na początku w tym procesie, myślimy, że to jest koniec świata i nie widzimy perspektyw. Patrząc wstecz, to, że musiałam się z tym zmierzyć, sprawiło, że budowałam swoją siłę, która mi dziś wiele daje. Przed wypadkiem nie miałam ugruntowanego poczucia wartości (...). Dopiero kiedy dowiedziałam się, jak dużo mogę zrobić, ile mogę przewalczyć, odkryłam, że to jest moja wartość. Polubiłam siebie, zaakceptowałam".

Agata Młynarska spytała swoją rozmówczynię o to, czy spotkała się z przejawami litości i dyskryminacji. Spytała też, jak, w jej opinii, powinni zachowywać się ludzie pełnosprawni, by nie popełnić gafy. Kuszyńska przyznała, że bywały takie momenty, choć nie zastanawia się nad tym, czy była to litość. Jak stwierdziła, najlepiej po prostu zachowywać się naturalnie. Dodała też, że rolą osób niepełnosprawnych jest niekiedy przełamanie bariery.

"Najważniejsza jest ludzka życzliwość, otwartość. Najlepsze są zachowania spontaniczne (...). To my musimy edukować ludzi, którzy chcą nam pomagać, ale nie wiedzą, jak".

Posłuchaj podcastu

RadioZET.pl/AS