Zamknij

Stan Borys i jego partnerka zaatakowani w szpitalu. Interweniowała policja

11.06.2021 23:11
Stan Borys
fot. Artur Zawadzki/REPORTER/EAST NEWS

Stan Borys od dłuższego czasu walczy o powrót do sprawności po przebytym udarze, do którego doszło ponad dwa lata temu. Artysta przebywał w związku z tym w jednym z ośrodków leczniczo-rehabilitacyjnych pod Warszawą. Doszło tam niestety do przykrego incydentu. Pacjenci ośrodka nie dawali muzykowi i jego partnerce spokoju. Doszło do rękoczynów i musiała interweniować policja.

Stan Borys to prawdziwy weteran polskiej sceny muzycznej. 79-letni już artysta w 2019 roku przeszedł rozległy udar, po którym został częściowo sparaliżowany. Od tamtej pory przez cały czas pracuje nad tym, by móc w jak największym stopniu odzyskać sprawność. W 2020 roku Borys i jego partnerka, Anna Maleady, powrócili do USA, gdzie przez długi czas wcześniej mieszkali. Jak zdradziła Maleady, muzyk nie czuł się w Polsce bezpiecznie, a jednym z powodów tego poczucia był przykry incydent, do którego doszło w jednym z podwarszawskich ośrodków rehabilitacyjnych.

Zobacz także: Marcin Pendowski po wypadku. Nowe informacje o stanie zdrowia basisty Fisz Emade Tworzywo

Stan Borys i jego partnerka zaatakowani. Interweniowała policja

Maleady wyjawiła w rozmowie z "Życiem na gorąco", że podczas pobytu leczniczego we wspomnianym ośrodku jego pacjenci chodzili za muzykiem krok w krok, robili mu zdjęcia i potem sprzedawali je do różnych mediów. Partnerka muzyka przyznała, że w pewnym momencie doszło do przemocy fizycznej i nie obyło się bez interwencji policji.

"W jednym z ośrodków medyczno-rehabilitacyjnych pod Warszawą niektórzy pacjenci chodzili krok w krok za Stanem i robili mu zdjęcia. Potem dzwonili do redakcji różnych gazet i przekonywali, że wcale nie jest chory i świetnie sobie radzi. Gdy Stan się bronił, prosząc, by nie robiono mu zdjęć, agresorzy posunęli się do przemocy fizycznej w stosunku do niego i do mnie. Wezwana przez nas policja spisała i przesłuchała wskazane osoby" - ujawniła kobieta. Dodała, że do tej pory zachowywali te informacje w tajemnicy, by na czas leczenia mieć jak najwięcej spokoju.

Sam muzyk ubolewa nad tym, że przez problemy z poruszaniem się nie mógł nawet ochronić partnerki przed napastliwymi kuracjuszami ośrodka.

"Najgorsze było to, że nie mogłem jej nawet obronić przed tym mężczyzną, bo poruszałem się przy pomocy laski. Przekonaliśmy się na własnej skórze, jakie skutki ma hejt internetowy, bowiem napastnik posługiwał się cytatami z wpisów internetowych pod naszym adresem. Pod wpływem nienawiści tych, którzy anonimowo wypisują okrucieństwa, wzbudzane są uczucia nienawiści i agresji u innych. Długi czas staraliśmy się nie zwracać uwagi na różne nieprawdziwe informacje w sieci. Ale teraz zaczynamy reagować" - zapowiada muzyk. Ma zamiar występować na drogę prawną wszędzie tam, gdzie uzna, iż naruszone zostały jego dobra osobiste.