Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Agnieszka Więdłocha , Maciej Stuhr
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Wypuścili węża po to, by pokazać, że pyton znad Wisły nie istnieje

30.07.2018 15:43
xxx zet

Wkrótce minie miesiąc, od kiedy zrobiło się głośno o pytonie tygrysim, który grasować miał początkowo w okolicach Konstancina-Jeziorny, a potem dopłynąć do Łodzi. W sieci pojawiło się wideo, którego autorzy demaskują błędy poszukiwaczy węża i dowodzą, że „warszawski wąż” nie istnieje.

Wypuścili węża po to, by pokazać, że pyton znad Wisły nie istnieje fot. YouTube/screen

Wszystko zaczęło się od tego, że w Warszawie nad Wisłą odnaleziono wylinkę pytona tygrysiego, którego wielkość oszacowano na 5,5 metra. Natychmiast rozpoczęły się poszukiwania niebezpiecznego gada, w których udział brała policja, Służba Ochrony i Ratownictwa Zwierząt Animal Rescue Polska, a potem nawet sam „detektyw” Krzysztof Rutkowski. Służby apelowały do mieszkańców o ostrożność i zaniechanie spacerów nad Wisłą. Choć nie doszło do paniki, to jednak wiele osób przyznawało, że obawia się pytona. O ciągłym zainteresowaniu tematem pytona świadczy choćby fakt, że omawiane tu wideo zobaczyło już ponad milion osób – i to w zaledwie kilka dni.

Blisko miesiąc od odnalezienia zrzuconej powłoki węża w sieci pojawiło się wideo, którego autorzy naświetlają kardynalne błędy w prowadzonych wcześniej poszukiwaniach. Materiał, opublikowany na kanale Witolda Plucika, właściciela firmy Animkals Live i hodowcy pytonów, pokazuje, w jak bardzo absurdalny sposób przebiegały poszukiwania „warszawskiego pytona”.

Autorzy filmu twierdzą, że poszukiwania gada przy pomocy kamery termowizyjnej mają taki sam sens, jak gdyby użyć do tego wykrywacza metali – słowem żaden. Plucik zaznacza, że węże są zwierzętami zmiennocieplnymi, dlatego zastosowanie kamery termowizyjnej jest po prostu bzdurą.

W kolejnej części materiału twórcy wypuszczają węża – podobnej wielkości do pytona tygrysiego, który podobno czai się na Wisłą – by pokazać, jak zachowuje się zwierzę w warunkach naturalnych. Wąż porusza się bardzo cicho, niemal bezszelestnie, do tego nie zostawia żadnych szczególnych śladów. „Przemyka się cichutko między źdźbłami” – komentuje  Plucik.

– To jest kuriozalna sytuacja. Pierwszy raz widzę takie coś, że nikt tego węża nie widział, nikt go nie sfotografował, na plaży leży sobie po prostu kawałek wylinki i rozpętała się akcja ogólnopolska, zaangażowanych są tysiące ludzi, policja w całym kraju, a nie mamy fizycznego dowodu, że ten wąż tam naprawdę jest – mówi Plucik. – Ktoś sobie zrobił głupi dowcip, a akcja jest rozpętana na całą Polskę.

Nie sposób argumentów Witolda Plucika nie wziąć pod uwagę. Czy rzeczywiście tak było, a pyton znad Wisły to tylko żart?

Zagłosuj

Pyton znad Wisły naprawdę istnieje?

RadioZET.pl/SA

Oceń