Zamknij

Czy wy też jesteście na „czarnej liście” Facebooka? Gigant społecznościowy tłumaczy się z „BOLO”

Redakcja
15.02.2019 13:57
Czy wy też jesteście na „czarnej liście” Facebooka? Gigant społecznościowy tłumaczy się z „BOLO”
fot. YouTube

Na „czarnej liście” giganta społecznościowego znajdują się setki osób, w tym byli pracownicy działu bezpieczeństwa Facebooka i użytkownicy, którzy pozwalali sobie na agresywne komentarze wobec firmy. Okazuje się, że „BOLO” funkcjonuje już od 2008 roku, a zadaniem projektu jest chronić biura i pracowników firmy przed potencjalnym atakiem. „Robimy to, co musimy, aby dbać o bezpieczeństwo naszego zespołu” – czy takie tłumaczenie dziwi w obliczu olbrzymich rozmiarów platformy?

„BOLO”, czyli czarna lista Facebooka

Kiedy CNBC dotarło do informacji o istnieniu „czarnej listy” Facebooka, na platformie zawrzało. Okazuje się, że już w 2008 roku powstało „BOLO”, czyli lista użytkowników i osób stanowiących potencjalne zagrożenie dla Facebooka i jego zespołu. O ile jednak rzeczywiście w tamtych latach tworzenie podobnych list mogło wydawać się histeryczną przesadą, o tyle dziś, kiedy rozmiary Facebooka zaczynają przewyższać czyjekolwiek przewidywania, „BOLO” wydaje się całkiem naturalnym krokiem firmy na drodze do zapobiegania m.in. atakom terrorystycznym. Cały szkopuł w kryteriach, jakie wystarczy spełnić, aby trafić na liczącą już setki osób listę. W niektórych przypadkach obecność na liście jest w pełni uzasadniona, jednak problem tkwi w tych użytkownikach, którzy pokusili się jedynie o obraźliwy komentarz w kierunku CEO firmy, Marka Zuckerberga, a już stali się podejrzani. Nie da się jednak ukryć, że od 2009 roku, kiedy to młodziutki jeszcze Zukcerberg podkreślał dbałość platformy o prywatność użytkowników i chęć „ułatwienia wszystkim pozostawiania w kontakcie i budowania więzi”, wiele się zmieniło. Im więcej zysku przynosi firma, tym większe budzi kontrowersje, a przestrzeń na wzajemne zaufanie wciąż maleje.

Zobacz także

Zobacz także

Zobacz także

Jak Facebook chroni swoich pracowników

Na liście znajduje się m.in. dwójka byłych pracowników departamentu bezpieczeństwa giganta społecznościowego. Jako osoby wiedzące najlepiej, jak obejść fizyczne i cybernetyczne zabezpieczenia Facebooka, nie są raczej „wydumanym” zagrożeniem. Nic dziwnego, że platforma, z której na co dzień korzystają już blisko 3 miliardy osób, stara się coraz ostrożniej podchodzić do kwestii potencjalnych zamachów i ataków na swoje biura i członków zespołu Facebooka. Problemem pozostają jednak przypadki umieszczenia na liście osób, które pozwoliły sobie tylko np. na agresywne czy obraźliwe komentarze pod adresem włodarzy giganta. Takich niewybrednych komentarzy są na platformie setki. Na czym opierała się więc weryfikacja tych, które finalnie przesądziły o dodaniu kogoś do listy „BOLO”? Choć jeden z byłych pracowników Facebooka przekonywał, że gigant niesłusznie panikuje, opierając swoje podejrzenia na takich komentarzach jak „Pi*** się Mark”, przedstawiciele firmy kontrargumentowali, że takie przypadki były dodawane do listy jedynie w wypadku umieszczania podobnych komentarzy nagminnie. „Długie e-maile zawierające groźby i obraźliwe określenia, liczne agresywne komentarze, prywatne wiadomości do pracowników naszej firmy, grożące konkretnymi, fizycznymi atakami, wielokrotne próby nakłonienia do podobnych czynności innych użytkowników...To takich użytkowników decydowaliśmy się dodać do »BOLO«, aby móc mieć kontrolę nad ich ewentualnymi późniejszymi działaniami” – choć więc lista może jawić się jako kolejne narzędzie władzy giganta, groźba ataku wydaje się całkiem realna.

Zobacz także

Zobacz także

Zobacz także

Jak Facebook pozyskuje dane 

To ta kwestia wydaje się najbardziej sporna w całej sprawie. Większość użytkowników nie zdaje sobie sprawy ze swojej obecności na liście „BOLO” aż do momentu, w którym nie próbują zbliżyć się do siedziby giganta. Jednym z nich był pragnący zachować anonimowość przyjaciel jednego z pracowników Facebooka. Kiedy pojawił się na terenie kompleksu giganta w Menlo Park, aby zjeść obiad ze swoim znajomym, ochrona zaczęła okazywać mu „niezdrowe zainteresowanie”. Choć członka niesławnej listy nie zatrzymano, ochroniarze nie odstępowali go na krok aż do nadejścia jego kolegi. To wtedy okazało się, że kilka lat temu trafił na listę „BOLO”, z której usunięto go jedynie na stanowczą prośbę jego znajomego, pracującego dla Facebooka. To jednak wyjątkowo rzadki przypadek. „Nikt nie trafia na listę bez wyraźnego, udokumentowanego powodu” – tłumaczono, dodając, że w „BOLO” znajdują się nie tylko takie dane jak imię i nazwisko czy zdjęcie i adres, ale i szczegółowy opis sytuacji będącej przyczyną umieszczenia na liście. Teoretycznie to nie przejrzystość powinna budzić nasze największe wątpliwości w przypadku listy, ale to, w jaki sposób odbywa się jej weryfikacja. Rozmiar Facebooka rośnie, a wraz z nim jego władza. Ochrona pracowników to konieczność, ale sposób, w jaki Facebook potrafi zdobywać nawet bardzo prywatne dane dowolnych użytkowników, to już coraz mniej dyskretna inwigilacja, nasuwająca kolejne pytanie. Jeśli tyle już wiemy o nie do końca uczciwych praktykach giganta, to co jeszcze może przed nami ukrywać? „BOLO” martwi nas z tego akurat najmniej.

RadioZET.pl/źródło:CNBC;AntyWeb;BBC/AG

Zobacz także

Zobacz także