Zamknij

Jesus Strikes Back: Gra, w której możesz wcielić się w Hitlera i strzelać do homoseksualistów.

Redakcja
16.12.2018 21:08
Jesus Strikes Back: Gra, w której możesz wcielić się w Hitlera i strzelać do homoseksualistów.
fot. Shutterstock

W styczniu 2019 roku ma pojawić się testowa wersja gry "Jesus Strikes Back: Judgement Day", w której wcielić można się m.in. w postać Hitlera, Jezusa czy Donalda Trumpa. Co jest naszym zadaniem? Strzelać możemy do...feministek i homoseksualistów. Czy to tania prowokacja, czy twórcy gry igrają ze współczesną kulturą cyfrową?

Jesus Strikes Back: Judgement Day

Kontrowersyjna gra jest sygnowana przez jej twórców odrobinę groźnie brzmiącym hasłem: "Kiedy przyjaciele stają się wrogami, a wrogowie przyjaciółmi, komu Jezus Chrystus może ufać w świecie, który zgubił swoją drogę?". Mamy niejakie wrażenie, że pytanie prowokacyjnie odnosi się do całej współczesnej kultury cyfrowej i tego, dokąd ona zmierza. Jakim cudem powstaje w ogóle gra, w której wcielić można się w Hitlera, a strzelanie do "radykalnych ugrupowań LGBT" jest w niej pełni usankcjonowane post-apokaliptyczną rzeczywistością? Zdaniem twórców gry ich tytuł niczym nie różni się od innych pozycji, dzięki którym nienawistne, głęboko skryte fantazje można zrealizować w pełni legalnie i bez szkody dla innych, bo...wirtualnie. Czy możemy to jednak porównać do zabawy w zabijanie simów w "The Sims"? 

Zobacz także

Zobacz także

Gra, w której możesz zostać Hitlerem

Nazwy postaci dla "niepoznaki" odrobinę zmieniono - tak np. Hitler to "Dolf" (warto zauważyć, że przypisano mu rolę "artysty") a Donald Trump to "Tromp", podczas gdy Putin doczekał się przydomka "Pootin". Zabawa konwencją? Oby wszystko jednak mieściło się w granicy dobrego smaku, a o ten niestety twórców gry raczej po przejrzeniu jej strony nie podejrzewamy.

Za to, choć z ciężkim sercem, musimy im przyznać, że poczucia humoru i to w dodatku ostrego jak brzytwa im nie brakuje. Gra ewidentnie obliczona jest na rozgłos, ale jakim kosztem? O tym przekonają się gracze, którym zostanie udostępniona wersja testowa gry, jeszcze przed jej oficjalną premierą.

Zobacz także

Zobacz także

Czy to tania prowokacja?

Choć czytając napisane z dużą dozą czarnego humoru opisy (oszczędzimy wam co bardziej soczystych fragmentów, aby nie promować mowy nienawiści...) mieliśmy jeszcze podejrzenie, że cała akcja to klasyczny przykład czystego trollingu, programiści stojący za tytułem rozwiali nasze wątpliwości. "Tak, to jest prawdziwa gra. Jeśli naprawdę wierzysz, że ktokolwiek spędziłby 10 tygodni nad rozwijaniem gry tylko po to, aby opublikować z tego kilka zrzutów ekranu w ramach 'przynęty' czy 'trollingu', to naprawdę nie wiemy, co mamy ci powiedzieć. To się dzieje, gra zostanie wypuszczona na rynek i podchodzimy do tego bardzo poważnie, niezależnie od twojej opinii i wątpliwości. Zbyt dużo czasu i dotacji od niezależnych sponsorów zostało poświęcone na ten tytuł, aby miało być inaczej" - odważnie. 

Wygląda na to, że niektórzy po prostu nie widzą miejsca dla sprawiedliwości czy tolerancji we współczesnym świecie. A wtedy wygodnie schować się za dużym ekranem i dać upust swojej frustracji w grze stworzonej przez podobnie myślących ludzi. Oby tylko na ekranie - nie chcielibyśmy przypominać wam przykładu Andersa Breivika, ale tylko jego postaci w tej grze jeszcze nam "brakuje". Też lubił sobie potrenować w wirtualnej rzeczywistości. 

Oceńcie zresztą sami.

RadioZET.pl/źródło:LGBTQNation/AG

Zobacz także