Słuchaj
Robert Karpowicz, Marcin Sońta , Aga Kołodziejska
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Mateusz Ptaszyński
Hubert Radzikowski
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Absurdalne perypetie YouTubera. Oskarżyli go o kradzież...jego własnej piosenki

06.07.2018 18:10

Prawa autorskie to ostatnio znów gorący temat w sieci. Absurdalna historia YouTubera to dobre ostrzeżenie!

Absurdalne perypetie YouTubera. Oskarżyli go o kradzież...jego własnej piosenki fot. YouTube

Oskarżyli go o kradzież jego własnej piosenki

Prawa autorskie w internecie to grząski grunt. Jedni zasłaniają się hasłami o wolności sieci, drudzy oburzają się na kradzież cudzej pracy...Praktycznie nieskończone ilości treści, jakie możemy znaleźć w odmętach sieci wcale nie ułatwiają rozsądzenia, kto w tym sporze może mieć rację. W takim galimatiasie łatwo coś pominąć. Zdaniem wielu twórców głównym problemem nie jest wcale sama kwestia praw autorskich ale to, jak są one egzekwowane. YouTube właśnie po raz kolejny udowodnił, że musi się w tym względzie jeszcze wiele nauczyć. Historia popularnego youtubera, Paula Davidsa jest dosyć absurdalna.

Kto został poszkodowany?

Na swoim ostatnim filmie, nagranym trzy dni temu Davids tłumaczy, jak znalazł się w tak dziwacznej sytuacji. Youtuber prowadzi kanał, na którym uczy innych gitarowych sztuczek, a także prezentuje swoje covery popularnych utworów, oraz własne produkcje.

Często więc zdarza się, że otrzymuje od YouTube'a powiadomienia o podejrzeniu próby naruszenia praw autorskich do wykorzystywanych utworów. Algorytmy platfofrmy potrafią tu jednak nieźle zawodzić. Niejednego rozbawiła chociażby historia Justina Biebera, który nie mógł załadować swojej nowej piosenki na własny kanał. Ktoś umieścił ją na YouTubie wcześniej, a więc automatycznie został zaklasyfikowany jako jej autor. Podobnie rzecz miała się w przypadku Davidsa, który ze zdziwieniem zauważył, że utwór, który miał nielegalnie wykorzystać to...jego własny.

"To on naruszył moje prawa autorskie wcześniej"

"Ktoś wziął jedno z moich nagrań, dodał do niego własne riffy gitarowe i wokal, po czym opublikował to jako swój własny utwór. A ja dostałem ostrzeżenie!" - opowiadał zszokowany Davids. Co gorsza, wszystkie wpływy z reklam z wyświetleń filmu miały od teraz wpływać na konto użytkownika, który skopiował jego nagranie. Paul zachował jednak spokój - postanowił osobiście skontaktować się ze złodziejem za pośrednictwem Faacebooka. Ten był mocno zdziwiony całą sytuacją. Przyznał, że ściągnął z YouTube'a kilka gitarowych podkładów muzycznych, pracując nad własnym utworem. Poprosił też Davidsa o dalszą zgodę na wykorzystanie jego nagrania.

Prawa autorskie na YouTube

Davids w końcu przystał na takie rozwiązanie. Jak tłumaczy, dalsze dochodzenie swoich praw byłoby jak "walka z wiatrakami". Co więcej, okazało się, że większa część winy leży po stronie YouTube, które doprowadziło do wystąpienia tak absurdalnej sytuacji. "Mało tego, że źle zidentyfikowali właściciela praw autorskich do utworu, to jeszcze narazili mnie na straty. Zdaję sobie jednak sprawę, że takich historii są pewnie setki" - ze smutkiem zauważa youtuber. Choć więc głośno komentowana reforma praw autorskich, którą próbowała przeforsować Komisja Europejska, nie zdaje w praktyce egzaminu, takie przypadki to najlepszy dowód na to, jak lekceważąco traktujemy pracę innych w internecie. Lepiej uważać!

RadioZET.pl/źródło:BBCTech/AG

Oceń