Zamknij

Wegańska wojna na YouTube. Ta sprawa skończy się w sądzie!

Redakcja
12.06.2018 14:44
Wegańska wojna na YouTube. Ta sprawa skończy się w sądzie!
fot. YouTube

Kto by się spodziewał, że weganie mogą być aż tak brutalni... Anna Scanlon zamierza dochodzić sprawiedliwości w sądzie. „Chcę, aby moja sprawa zmieniła coś w sposobie funkcjonowania social mediów. Tak dłużej być nie może” – tłumaczymy, o co chodzi w tej historii.

Obraziła „wegańskiego celebrytę”, a on... pomówił ją o prostytucję

Jeśli wyobrażając sobie dyskusję grupy wegan w sieci, na myśl przychodzi wam wymiana przepisów na najlepszy hummus, grubo się mylicie. To brutalny świat, w którym autorzy treści zaciekle walczą o uwagę odbiorców. Zamiast broni nie używają jednak selera, a wyjątkowo krzywdzące pomówienia. Do takiej właśnie metody uciekł się internetowy „wegański celebryta” prowadzący kanał na YouTube Charles Marlowe-Cremedas, posługujący się pseudonimem Vegan Cheetach. Jego ofiarą stała się niejaka Anna Scanlon, która wśród internetowej społeczności osób zainteresowanych wegańską dietą i stylem życia szukała po prostu nowych znajomych.

Zobacz także

Chciała poznać nowych znajomych w sieci

Jak się okazuje, weganie jak niemal każda sieciowa społeczność mają swoje małe rytuały. Zażarte dyskusje na takie tematy jak te, czy można spotykać się z osobą jedzącą mięso albo trzymać w domu zwierzęta, potrafią czasem przybrać dosyć nieoczekiwany obrót. Anna na swoim kanale starała się włączyć w rozmowę, nagrywając filmiki z własną opinią na niektóre z popularnych wśród wegan tematów. Trzydziestoparoletnia vlogerka przypadkowo posunęła się jednak za daleko, krytykując w jednym ze swoich materiałów prawdziwego „wegańskiego celebrytę” – Charlesa.

Vegan Cheetach kręci dramę

Vegan Cheetach to jeden z najpopularniejszych twórców treści nawiązujących do weganizmu. Na takich filmach zbudował swoją karierę, szybko jednak wyszło na jaw, co tak najbardziej interesuje w sieci samozwańczego „artystę YouTube'a”. Niemal każda sieciowa społeczność zna format wideo nazywany po prostu „drama”. Filmy z tego popularnego w serwisie podgatunku oscylują wokół plotek, pomówień i właśnie tytułowych dramatów. Również tych stworzonych sztucznie... Uzależniony od metamfetaminy Vegan Cheetach wielokrotnie wypuszczał do sieci live streamy, na których godzinami omawiał niepotwierdzone lub wręcz zmyślone informacje o innych wegańskich youtuberach, znajdując się pod wpływem substancji odurzających.

Burzliwy związek, filmy nagrywane pod wpływem, kolorowe włosy i specyficzny, zjadliwy styl youtubera pozwoliły mu wyrobić sobie rozpoznawalność, często kosztem osób takich jak Anna. Wściekły Marlowe zaatakował ją w odpowiedzi na jej krytykę. Poziom agresji mocno zaskoczył jednak nieobytą jeszcze wtedy w sieci kobietę. Celebryta oskarżył ją o molestowanie seksualne. Według jego opowieści Anna miała wydzwaniać do niego na Skype, obnażać się przed kamerą i namawiać go do wspólnej zdrady swoich partnerów.

Jak się bronić w internecie?

Jak to z internetowymi pomówieniami bywa, Annie trudno było dowieść fałszywości stwierdzeń youtubera. Nagrywane przez niego wideo zgłosiła YouTubowi, ci jednak poza jego blokadą nie zrobili nic więcej. Nie był to zresztą pierwszy raz, kiedy Vegan Cheetach tracił swoje treści lub nawet konto. Blokady, bany na live streamy, prośby i groźby – z powierzchownych działań serwisu młody internetowy celebryta nie robił sobie nic. Nieważne, ile razy tracił reputację. Zawsze znaleźli się tacy użytkownicy, którzy stanęli po jego stronie. Nie zabrakło też takich, którzy choć średnio dawali wiarę jego słowom o Scanlon, to po cichu cieszyli się, że została zaatakowana. „Po prostu jej nie lubię. Jest coś w jej osobowości, co mnie zwyczajnie drażni” – a jeśli myślicie, że to żaden powód, aby kogoś krzywdzić, to jeszcze nie wiecie wszystkiego o internecie...

Zobacz także

Nieważne jak mówią, byleby mówili

Walka o uwagę odbiorców we współczesnych czasach jest coraz bardziej zaciekła. Youtuberzy, instagramowe osobowości i blogerzy prześcigają się w oryginalnych koncepcjach nowych formatów treści i sztuczkach mających przyciągnąć kolejnych widzów i czytelników. Taką sztuczką stały się dla Marlowe'a internetowe wojny z tymi, którzy oskarżali go (najczęściej słusznie) o pomówienia. Wobec Anny posunął się jednak zdecydowanie zbyt daleko. Kiedy kobiecie udało się udowodnić, że Vegan Cheetach kłamie o jej rzekomych próbach uwiedzenia go, padły słowa o prostytucji. Za nimi pojawiły się kolejne widea, posty i dziwaczne materiały na temat youtuberki w różnych serwisach. Anna już niedługo zaczęła przeżywać załamanie nerwowe – kolejne próby skontaktowania się z YouTubem, aby powstrzymali mężczyznę, nie przynosiły skutku. Co więcej, prześladowca wcale nie korzystał już tylko z tej platformy, aby upokorzyć kobietę...

Sprawa trafiła do sądu

Styl kanału Anny jest drastycznie inny niż ten, który reprezentuje Vegan Cheetach. Youtuberka nagrywa materiały o popularnych schorzeniach, które dieta wegańska pomaga leczyć. Jej ostatnie wideo poświęcone jest szpilkom Loboutina wyprodukowanym bez udziału materiałów pochodzących od zwierząt. Łatwo kpić z jej słodyczy i nowobogackich zapędów, jednak kobieta przeżyła prawdziwe piekło. „Musiałam niestety zrobić sobie z powodu całej tej sytuacji dłuższą przerwę od internetu. Wymagałam pomocy psychologa, rodzina zaczęła się o mnie martwić. Po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii czułam się samotna. Wśród wegańskich youtuberów szukałam po prostu nowych przyjaciół, a znalazłam cierpienie. Pewnego dnia okazało się, że w Google są wyniki pod hasłem «Anna Scanlon oferuje usługi seksualne». Zwymiotowałam, jak to zobaczyłam”.

Zobacz także

Zobacz także

Zawiadomienie o prześladowaniu, pomówieniu i dręczeniu kobieta złożyła już na policji. Pomogło – z platformy YouNow zniknęło konto Vegan Cheetach. Z kolei YouTube zablokował większą część z nagranych przez celebrytę wideo w swoim serwisie. Sprawa zakończy się w sądzie, gdzie już jutro ruszy pierwsza rozprawa w sprawie. Część osób, które wcześniej broniły działań youtubera, nazywa go teraz narkomanem i przeprasza Annę. „Wiem, że jego linią obrony będzie uzależnienie, ale mam nadzieję, że sąd zrozumie moje stanowisko. Byłam bezradna wobec tego, jak ktoś niszczył moje życie w sieci. Technologiczni giganci milczeli. Chcę, aby moja sprawa zmieniła coś w sposobie funkcjonowania social mediów”. Wyrok może więc stać się ważnym precedensem.

RadioZET.pl/źródło:BBCTech/AG